Reklama

Jan Maciejewski: Indeks ksiąg zakażonych

Stoją ściśnięte, jedna przy drugiej, całymi stosami. Na wszelki wypadek zachowują milczenie, chociaż nic z tego, co powiedzą, i tak nie będzie wykorzystane przeciwko nim. To już nie litery są źródłem niebezpieczeństwa, ale papier; nie treść, tylko powierzchnia, na której ją utrwalono.
Jan Maciejewski: Indeks ksiąg zakażonych

Foto: AdobeStock

Podobno dwa tygodnie wystarczą, żeby przywrócić je światu żywych, po tym czasie będzie można wypuścić je z kwarantanny. Z dzikich, usypanych z postpandemicznych zwrotów stosów, ułożone zostaną z powrotem w alfabetyczny porządek półek i działów. Z powrotem będzie się śledzić ich grzbiety bez lęku i podniecenia, wyciągać po nie rękę bez świadomości ryzyka, jakie pociąga za sobą ta decyzja. Leniwie i sennym krokiem spacerować między regałami. Ale zanim to nastąpi, będzie się wokół nich chodzić wyłącznie w maskach i rękawiczkach, z bojaźnią i drżeniem. Przez 14 dni znowu, po tylu latach przerwy, będą traktowane z należnym im szacunkiem. Jako śmiertelne, a przynajmniej realne, zagrożenie. Nie przypadkiem przecież znalazły się na indeksie ksiąg zakażonych.

Czytaj bez ograniczeń RP.PL

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

- dostęp do wszystkich treści na serwisie RP.PL,
- Plus Minus – treści publicystyczno-reporterskie,
- 2 newslettery dla subskrybentów,
- w subskrypcji rocznej – dodatkowo magazyny Nauka i Historia
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama