fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Fenomen wielkich zmian

Plus Minus, Mirosław Owczarek MO Mirosław Owczarek
Dziś coraz częściej instytucje międzynarodowe i firmy globalne ograniczają pole działania twórców narodowych planów gospodarczych. Ale w przeszłości niejeden kraj udało się dzięki takiej praktyce ocalić.

Najciekawszą częścią planów są oczywiście scenariusze, dzięki którym decydenci mogą przemyśleć swój światopogląd. Ale tak naprawdę wielkie plany gospodarcze zapamiętujemy głównie z powodu wyzwań, z którymi się mierzą, zmian, które powodują, i przywódców, dzięki którym plan jest realizowany. Niekiedy zamiast słowa „plan" używa się słowa „reforma", „program" czy „cud gospodarczy". To drugorzędna kwestia nawyku językowego.

Za wielkimi planami gospodarczymi stoją wielkie nazwiska: Franklin Delano Roosevelt i Harry Truman, Lyndon B. Johnson, George Marshall, generał Park Chung-hee, Deng Xiaoping, Ludwig Erhard, Narasimha Rao. Czasem pojawiają się mniej znane, ale ważkie: Charles E. Dawes (w 1924 uratował Niemcy od zapaści, w której pogrążyły je odszkodowania wojenne i inflacja) czy Jean Monnet, a w Polsce Władysław Grabski, Eugeniusz Kwiatkowski i wreszcie Leszek Balcerowicz, chociaż wielu zaczęłoby się zżymać na jego obecność w tym panteonie.

To nie przypadek, że Balcerowicz wywołałby kontrowersje. Patronom przemian towarzyszą nie mniej znani antagoniści. Co więcej, często dyskusje na temat skutków planu trwają przez dziesięciolecia.

Definicja planu jest sucha: Tadeusz Kotarbiński mówi, że to „opis możliwego w przyszłości doboru i układu czynności zjednoczonych wspólnym celem". Ale plany mają coś porywającego, czego nie ma w tym określeniu. Może element wizji i długiej perspektywy czasowej? W każdym razie: coś, co zmienia przeznaczenie. Bo przeznaczenie to nie kwestia szczęścia, lecz kwestia wyboru, jak twierdził William J. Bryan, polityk i sekretarz stanu prezydenta Woodrowa Wilsona. Na przeznaczenie się nie czeka, przeznaczenie się zdobywa.

Mimo to bardzo trudno przekonać ludzi, aby racjonalnie przyjęli długofalową perspektywę swych działań. Dotyczy to większości polityków, którzy są rozliczani przez wyborców w krótkim okresie, a ostatnio – kierując się logiką sondaży – skracają horyzont czasowy własnych działań do absurdalnie krótkiego. Ci, którzy potrafią się temu przeciwstawić, mogą trafić do panteonów chwały.

Katastrofalne początki

Korzenie wielkich planów tkwią w kryzysach: 24 października 1929 roku, czyli czarny czwartek, dzień krachu na Wall Street, jest symbolem załamania, na które nie można znaleźć lekarstwa. Wartość akcji spadła owego dnia o połowę. Następny tydzień był jeszcze gorszy. Cena akcji ogółem spadła w tydzień o 14 miliardów dolarów.

Jak pisze Hugh Brogan w swojej „Historii Stanów Zjednoczonych Ameryki", następny dzień przyniósł kompletną klęskę. „Nowojorska giełda zareagowała jak zoo, w którym wszystkie zwierzęta oszalały. Dealerzy ryczeli jak lwy i tygrysy. Kościół św. Trójcy na Wall Street zapełnił się zdesperowanymi ludźmi najróżniejszych wyznań szukającymi ukojenia". Większość oszczędności całego pokolenia wyparowała, a w następnym roku nastąpiło w USA obniżenie produkcji i 20-procentowe bezrobocie.

Na rynku amerykańskim umarł kredyt. Konsumenci z klasy średniej nie tylko nie kupowali, ale wyprzedawali się ze wszystkiego, by spłacić długi. Gwoździem do trumny Ameryki i świata było wprowadzenie wysokich taryf celnych. Mimo petycji Herbert Hoover podpisał decyzję w tej sprawie – według wielu ekonomistów było to najbardziej niewytłumaczalne posunięcie w karierze tego prezydenta. Kryzys dotarł do Europy, powodując spadek produkcji w Niemczech o blisko połowę, a we Francji i w Polsce ponad 30 proc.

New Deal Roosevelta rozpoczął się od dnia jego wyboru w roku 1930, a sama fraza pojawiła się jeszcze wcześniej, w chwili gdy odbierał nominację na prezydenckiego kandydata swej partii, mówiąc: „Zobowiązuję was i siebie do stworzenia nowego ładu dla narodu amerykańskiego". Jego pierwsze reformy spotkały się z entuzjazmem Mussoliniego, który uznał, że „oto odchodzi ostatecznie do lamusa państwo liberalne". Ale New Deal był w opinii jego zwolenników wielką odpowiedzią na pochód systemów totalitarnych. Odpowiedzią nie natychmiastową, spóźnioną, nie zawsze oczywistą.

Czas tuż po II wojnie światowej to początek zarówno planu Marshalla, jak i inicjatyw pomniejszych, w rodzaju Plan de Modernisation et d'Equipement Jeana Monneta. To czas, w którym najbardziej zdruzgotane przez wojnę kraje (Polska, Jugosławia, ZSRR i Grecja) nie mogą się doliczyć strat, a Europejczycy żyją bez nadziei. Refleks USA i inicjatywa, jaką jest UNRRA (powszechnie znany skrót Administracji Narodów Zjednoczonych do spraw Pomocy i Odbudowy), pozwala uniknąć klęski epidemii i głodu, ale racje żywnościowe spadają w Niemczech do 860 kalorii dziennie. Podobnie dzieje się w Wiedniu i Budapeszcie.

Do końca 1945 roku Stany Zjednoczone udzieliły już Europie pomocy w wysokości 9 miliardów dolarów. Bez efektu. Brytyjczycy wydali 3,5 miliarda na odbudowę swoich więzi handlowych z krajami korony brytyjskiej, a mięso i jaja można było kupić w Anglii jedynie na kartki. Mroźna zima sprawiła, że zapasy węgla i koksu zostały wykorzystane na dogrzanie mieszkań, a przemysł stanął z powodu braku paliwa. W Niemczech kopano przed każdą zimą mogiły, aby były gotowe dla ofiar mrozów.

W Niemczech funkcjonowały jednak przynajmniej zmodernizowane w czasie wojny fabryki, które miały szansę postawić gospodarkę na nogi. Japonia straciła całą flotę wojenną i handlową, a przez to kontakt z resztą świata. Ludność cywilna Cesarstwa żyła w skrajnej nędzy i często bez dachu nad głową. Zginęło ponad 2,5 miliona ludzi. W wyniku wojny zniszczono 82 proc. statków, 25 proc. budynków, 34 proc. maszyn i narzędzi w zakładach. Oznacza to, że wojna zniszczyła w sumie jedną czwartą majątku narodowego.

Nie lepiej wyglądała sytuacja Korei, która była najbardziej zamkniętym na Zachód krajem Dalekiego Wschodu: przez stulecia była lennem Chin, w latach 1910-–1945 okupowana przez Japonię, a następnie podzielona na sfery wpływów Rosji i Ameryki, wreszcie stała się areną wojny koreańskiej lat 1950–19-53, jednej z bardziej niebezpiecznych po wojnie, w której zginęło ponad milion Koreańczyków, milion „ochotników" chińskich i podczas której świat był tak blisko wojny nuklearnej jak nigdy potem. PKB per capita w Korei Południowej dziesięć lat po wojnie utrzymywało się na poziomie niższym niż na Haiti czy w Etiopii.

Również Chiny dwa lata po śmierci jednego z bardziej przerażających przywódców świata – Mao – i po zaciętej walce o sukcesję, w której zwyciężył Deng Xiaoping, były ogromnym i bezwładnym kolosem. Robyan Meredith w swojej książce „Chiny i Indie: Supermocarstwa XXI wieku" przenosi nas w świat niemożliwego, kiedy Deng zaczyna reformę rolną. 80 proc. kraju to skrajnie ubodzy chłopi w skolektywizowanych gospodarstwach rolnych. Było ich miliard, a więc 1/5 świata żyła w glinianych chatkach. Jedynym dobytkiem było kilka kur, wyjątkowo – świnia. Kolektywy decydowały o wszystkim. Określały czas pracy i rodzaj upraw oraz decydowały o tym, kiedy zaczynać zbiory. Pod koniec roku kolektyw odprowadzał podatek na rzecz rządu centralnego, a potem dzielił między swoich członków część zysków. Biedniejsi porzucali pracę i szukali szczęścia jako żebracy w miastach. Średni dochód na pracownika wynosił 18 dolarów miesięcznie.

A Indie? W 1991 roku były bankrutem. Inflacja przekraczała 17 proc. Prawie 40 proc. ludzi żyło poniżej poziomu ubóstwa. Banki zaprzestały finansowania jakichkolwiek pożyczek. W tym roku też zginął w zamachu premier Rajiv Gandhi. Międzynarodowy Fundusz Walutowy zgadza się udzielić 2-miliardowej pożyczki, jeżeli spełnione będą jego warunki. Na szczęście MFW miało z kim rozmawiać. Do stołu siadł premier Narashima Rao, pozbawiony charyzmy 70-latek, który niedawno przeszedł operację by-passów.

Wkrótce po walce o Indie zachwiały się... Niemcy, uzyskując mało zaszczytny, przechodni tytuł „chorego człowieka Europy". Akt zjednoczenia Niemiec okazał się politycznym wielkim wykupem: transfer środków na rzecz Niemiec Wschodnich wyniósł do 2003 roku 900 miliardów euro, wartość środków przekazanych Moskwie to ok. 70 miliardów euro, a krajom Europy Środkowo-Wschodniej rzucono 36 miliardów.

Helmut Kohl planował dokonywać ostrożnych kroków rozłożonych na pięć lat, ale wiatr w żaglach okazał się zbyt silny, by udało się wszystko zaplanować. Republika Federalna pogrążyła się w deficycie. Bundesbank zaczął wprawdzie podnosić stopy procentowe, ale, jak przystało na system naczyń połączonych, wzrost bezrobocia i spowolnienie wzrostu dotknęły wszystkich krajów w Europie.

Jak twierdzi Tonny Judt w swoim „Powojniu", Niemcom udało się wyeksportować koszty własnego zjednoczenia. Okazało się, że chory człowiek Europy wymaga interwencji. Wzrost gospodarczy Niemiec między 1998 a 2005 rokiem wynosił średnio zaledwie 1,2 proc. rocznie, a bezrobocie rosło w tym czasie z 9,7 do 11,2 proc. W 2002 roku kraj przekroczył granicę deficytu budżetowego w wysokości 3 proc. PKB wymaganej przez strefę euro. Prawie 30 proc. z budżetu państwa wydawanych jest na świadczenia socjalne. Rozwiązaniem był plan: kontrowersyjny, ale uważany za kluczowy dla pozycji tego kraju obecnie – plan Hartza albo Agenda 2000. Prawie 75 proc. Niemców uważa go za nieuczciwy, bo jego istotą jest ograniczanie świadczeń socjalnych.

Punkty zwrotne

Korzenie wielkich planów tkwią w kryzysach, ale plany rozwijane są za sprawą powszechnej świadomości kryzysu. Czego maklerzy w Nowym Jorku dowiedzieli się w czarny czwartek, czego nie wiedzieliby tydzień wcześniej? Czy był dla nich autorytetem prezydent Calvin Coolidge, który ustępując z urzędu kilka miesięcy wcześniej, powiedział wszem wobec, że ceny akcji są według niego ciągle niskie? Na pytanie przyjaciela, czy rzeczywiście tak sądził, odpowiedział, że w jego jankeskiej głowie każdy, kto spekuluje na giełdzie, jest głupcem, ale jako prezydent ma obowiązek powiedzieć swoim zwolennikom to, co chcieli usłyszeć.

Warto zapamiętać ten dialog, gdyż powtarza się w polityce w nieskończoność. Kadencja nowego prezydenta Hoovera to bezustanne działanie, by zapobiec katastrofie, ale jego działania były niewystarczające, a Amerykanie mu nie wierzyli. Zaprzysiężenie Roosevelta odbyło się w dniu, w którym doszło do kolejnego ataku paniki. Ostatnie banki w Nowym Jorku i Chicago odmówiły urzędowania. Wydawało się, że gospodarka amerykańska ostatecznie się rozpadła. Ale przemówienie Roosevelta to punkt zwrotny w historii Stanów Zjednoczonych. Roosevelt dał swoim rodakom nadzieję i energię. W jaki sposób? To, co ich natchnęło, to nie tylko jego dzielność i urok, ale fakt, że był człowiekiem silnym i posiadającym wizję przyszłości.

5 czerwca 1947 roku do absolwentów Harvarda miał przemawiać George Marshall. Nie budził większych emocji wśród dziennikarzy, więc i tym razem został przez nich zlekceważony. Ale to, czego nie zauważyli dziennikarze, usłyszała Europa: „Nasza polityka skierowana jest przeciwko głodowi, biedzie , desperacji i chaosowi. Jej celem powinno być odnowienie sprawnej gospodarki na świecie, tak aby pozwoliła na pojawienie się politycznych i społecznych warunków, w których mogą egzystować wolne organizacje". Teraz miały nadejść propozycje z Europy, a Stany Zjednoczone zobowiązały się je finansować.

I tak się stało. Przyczyny stworzenia planu były oczywiste: Marshall widział ogrom zniszczenia w Europie i zdawał sobie sprawę z obstrukcji Moskwy wobec odbudowy Europy. Stalin zabronił przyjęcia pomocy w ramach planu. Zagrożenia ze strony komunistów w Europie były oczywiste: sięgną po każde środki, by sparaliżować działania państwa.

Narzędziem zmian Japonii były z kolei konstytucje. Jedna, XIX-wieczna konstytucja Meji, sporządzona w tajemnicy przez pięciu ludzi, która pchnęła Japonię w kierunku modernizacji, i druga, narzucona im przez Amerykanów po przegranej wojnie, przyjęta w części politycznej i w części gospodarczej odrzucona.

Również generał Park to postać niejednoznaczna i kontrowersyjna ze względu na akty łamania praw człowieka, których się dopuścił podczas dyktatury wojskowej. Jednak cokolwiek by mu w tej mierze zarzucać, nikt nie ma wątpliwości, że to jemu Korea zawdzięcza cud gospodarczy. Park postanowił przeprowadzić reformy administracyjno-prawne i zabiegać o wszystkie podmioty objęte ochroną państwa, takie jak na przykład przemysł stalowy, maszynowy i stoczniowy. W 1963 roku generał Park ustanowił Radę Planowania Gospodarczego, która wybierała sukcesywnie gałęzie przemysłu, w których koreańskie firmy miały szanse podbić zagraniczne rynki. Każdorazowo takie firmy dostawały kredyty na preferencyjnych warunkach, a państwo rezygnowało z importu produktów, które wytwarzały, tak by dać im jak największe szanse na rozwój.

A Chiny: czy ich zmiana, począwszy od lat 70., była koniecznością? Bynajmniej. Deng był człowiekiem oddanym rewolucji, brał udział w tak ważnych wydarzeniach, jak Długi Marsz, i trzy razy był ofiarą czystki. Był na tyle skuteczny, by w ciągu czterech lat odsunąć głównego przeciwnika, Hua. W tym czasie w centrum Pekinu stanął mur demokracji, na którym ludzie mogli przeklinać Mao i chwalić Denga. Mur szybko rozebrano, gdy Deng uzyskał całkowitą kontrolę nad krajem. Ale poza reformą rolnictwa pozwolił na zręby przedsiębiorczości i nowe podejście do nauki na uniwersytetach. Na Narodowej Konferencji o Nauce powiedział: „Kiedy mamy różnice w poglądach naukowych, musimy zachęcać do swobodnej dyskusji".

Zmieniały się czasy. Mało obywateli Chin widziało wtedy miasta, a w szczególności nowoczesne miasta. Stąd wziął się więc pomysł, żeby starzejący się przywódca Chin odbył tak drobiazgowe wizyty do Kuala Lumpur, Bangkoku i Singapuru? Szczególnie lustracja tego ostatniego miasta-państwa zmieniła Denga. Jak pisze Meredith, premier Singapuru odprowadził sekretarza generalnego KPCh na lotnisko, po czym chiński dziennik rządowy „People's Daily" przestał nazywać przywódców Singapuru lokajami amerykańsko-brytyjskich imperialistów i zaczął podkreślać dokonania Singapuru w budowie tanich mieszkań.

Indie nie miały wielkiego wyboru. Ich sytuacja była dramatyczna. Co było jednak przyczyną opóźnienia, szczególnie w sytuacji, gdy ich wielki konkurent, Chiny, zaczął je zostawiać w tyle. W historii gospodarczej Indii aktywne były dwa upiory związane z osobami, które cieszyły się najwyższym szacunkiem: antyindustrialne dogmaty Mahatmy Gandhiego i socjalistyczna ideologia Nehru połączona z wycofywaniem się z gospodarki światowej. Symbolem czasów Gandhiego był drewniany kołowrotek, przywiązanie do tradycyjnych sposobów produkcji i apele, by nie kupować importowanych ubrań. Faktem o charakterze symbolu był jego brak zgody na zrobienie zastrzyku chorej na zapalenie oskrzeli żonie. W jego mniemaniu byłoby to sprzeczne z jego walką bez użycia przemocy.

Niemcy poradziły sobie dość łatwo ze spowolnieniem z przełomu wieków. Plan Agenda 2000 jest o tyle ciekawy, że zakwestionowano jego skuteczność. To nie obniżenie zasiłków wywołało pozytywny efekt, ale elastyczny rynek pracy.

Wiatr w żaglach

Wielkie plany muszą korzystać zarówno z poparcia społecznego, jak i ze sprawnego i kompetentnego państwa. Zaraz po przemówieniu Roosevelta ruszyła lawina prawodawcza. Ustawa bankowa zreformowała system bankowy, a speckomitet przeprowadzał w Kongresie śledztwo wśród członków finansjery. Cywilny Korpus Konserwacyjny ruszył z pomocą bezrobotnym, ustawa o przystosowaniu rolnictwa – zadłużonym farmerom, a ustawa o odrodzeniu przemysłu narodowego była początkiem polityki przemysłowej, a jednocześnie przeznaczyła 3,5 miliarda dolarów na roboty publiczne.

Administracja Robót Publicznych wybudowała 122 tys. budynków publicznych, ponad milion kilometrów dróg, 77 tys. mostów, 285 lotnisk. Do 1942 roku administracja wydała 13 miliardów dolarów na finansowanie robót publicznych. Błyskawicznie też Roosevelt uwolnił dolara od parytetu złota, w nadziei na rozprawienie się z deflacją.

Trudno oceniać Nowy Ład. Jego podstawowym narzędziem były dziesiątki agencji i dziesiątki programów, z których wiele nie przychodziło z pomocą najbardziej potrzebującym. Cechami planu były duże koszty ekonomiczne, arbitralność decyzji, napięcia instytucjonalne, jak wyczerpująca i wieloletnia walka z Sądem Najwyższym, który blokował potrzebne dla Nowego Ładu ustawy. Ale Nowy Ład, jak pisze Hugh Brogan, „przekształcił Amerykę z kraju, który został pokonany przez swoje problemy wywołane własną niekompetencją, w kraj wspaniale wyposażony do wyjścia naprzeciw najgorszym wstrząsom, jakie mógł na niego zwalić współczesny świat".

Plan Marshalla to globalizacja New Dealu, a raczej część przeznaczona dla powojennej Europy. Opierał się na koncepcji międzynarodowego ładu gospodarczego, wzmiankowanego w Karcie atlantyckiej, wspomaganego przez międzynarodowy system walutowy i instytucje takie jak MFW i Bank Światowy. W sensie politycznym to konsekwencja doktryny powstrzymywania (później nazwanej doktryną Trumana). Jego ramy określiła Konferencja Europejskiej Współpracy Gospodarczej, która przygotowała odpowiedź dla USA. W sensie logistycznym plan Marshalla dzielił się na mniejsze. W 1947 roku zaproponowano w jego ramach Coal for Europe. Pomoc kredytowa USA do 1952 roku zamknęła się kwotą 13,9 miliarda dolarów. Największym beneficjentem była Wielka Brytania.

By utrwalić reformę w rolnictwie, Deng rozbił państwowy monopol na sprzedaż produktów rolnych. W latach 1978–1984 dochody mieszkańców wsi wzrastały o 15 proc. rocznie. Chłopi wciąż żyli za dolara dziennie, ale było to bez porównania więcej niż 4 centy dziennie, z których musieli jakoś żyć wcześniej. Zaczęły powstawać małe sklepy, cegielnie i przetwórnie produktów rolnych. Tego było jednak Dengowi za mało. Zaczęły powstawać specjalne strefy ekonomiczne, gdzie zawieszono niekorzystne dla przedsiębiorstw przepisy, zastępując je niskimi podatkami i przejrzystymi regułami funkcjonowania fabryk, które mogły produkować na eksport.

W Chinach w 1992 roku 88-letni Deng zaczął zachęcać ludzi, by zakładali własne firmy. To był kolejny ważny impuls, który doprowadził setki tysięcy ludzi do sfery prywatnej. Mimo wielu bodźców inwestycje zaczęły napływać dopiero w połowie lat 90. Jeszcze w 1990 było to 5 miliardów dolarów rocznie, pięć lat później 38 miliardów, obecnie przekraczają regularnie 100 miliardów dolarów, notując w 2014 rekordowe 120 miliardów, a same Chiny inwestują na świecie blisko 100 miliardów. Od 1978 roku skala inwestycji przekroczyła bilion dolarów; Rozwój Chin wydaje się nie mieć końca. Co najwyżej mogą go opóźnić rafy związane z ekologią albo problemami społecznymi. Notuje się obecnie 90 tys. społecznych protestów rocznie. Ale czy tak jak kiedyś na drogę zmian ekonomicznych, tak teraz politycznych Chiny zechcą wejść i zrobią to stopniowo?

Po śmierci generała Parka Seul przewartościował wiele z założeń dyktatora. Mateusz Kędzierski z Instytutu Sobieskiego twierdzi, że kryzys ekonomiczny wymusił też na Korei ograniczenie interwencjonizmu i otwarcie na import. Dług zagraniczny rósł adekwatnie do cen. Jednak Koreańczycy mieli już zaawansowaną myśl technologiczną, sprawne ośrodki badawcze, przemysł ciężki i chemiczny w trakcie intensywnego rozwoju. Starano się wprowadzić do gremiów decyzyjnych liberałów i ekspertów wykształconych w USA. Postawili oni na innowacyjność i przemysł motoryzacyjny, starając się już wtedy konkurować z Japonią na rynkach zagranicznych. W tym czasie zaczęto długofalowo myśleć o rozwoju elektroniki. Co roku Boston Innovation Group odnotowuje coraz wyższą pozycję Korei na mapie najbardziej innowacyjnych krajów świata. Za dwie dekady Seul widzi się w pierwszej trójce najbardziej innowacyjnych krajów świata, zaraz po USA i Japonii.

Hinduscy bohaterowie Rao i Singh nie poprzestali na przełomowych decyzjach, które zapadły w ciągu jednego tygodnia. Przez kolejne dwa lata wprowadzali co tydzień jakąś innowację. Jednym z ważniejszych elementów była prywatyzacja. Prywatni inwestorzy mogli inwestować w państwowe banki, linie lotnicze i przemysł petrochemiczny. Zniesiono wiele koncesji i pewną liczbę podatków. Indie do 2005 roku wybudowały 5400 kilometrów autostrad, 70 miliardów przeznaczono na elektrownie, a 25 miliardów na infrastrukturę. Indie nie rozwijają się równomiernie. Zastanawiające jest jednak, że zaczynają zasilać globalną gospodarkę wykwalifikowanymi pracownikami umysłowymi, Chiny dają zaś siłę fizyczną swoich pracowników.

Niemcy są dziś nie tylko europejskim liderem. Ponieważ sporo ekspertów i sama kanclerz Angela Merkel mówi o pożytku z przyjęcia reform Petera Hartza, warto powiedzieć o innych opiniach, które mówią, że zgoła co innego jest warte naśladowania: to reformy biorące na cel system stosunków zbiorowych przez decentralizację negocjacji płacowych i innych do poziomu firmy, przy utrzymaniu zaangażowania reprezentantów pracowników w formie rad pracowniczych.

Wąskie ścieżki, wielkie wygrane

Jedną z różnic między światem dzisiejszym a tym pogrążonym w kryzysie jest złożoność i siła organizacji międzynarodowych. Zostawiają one mały obszar swobody na kreowanie własnych polityk przez kraje małe i średnie. Obszar ten dodatkowo się zmniejsza, zajmowany przez globalne korporacje o dalekosiężnych celach. Tak w rozmowie z „Plusem Minusem" mówił prof. Uniwersytetu Wrocławskiego Witold Kwaśnicki: – Po kryzysie 2008 roku wieszczono powrót do etatyzmu państwowego, który narazi na szwank gospodarkę globalną, ale nie sądzę, by to był trend długoterminowy. Natomiast nowym zjawiskiem są transnarodowe korporacje z planami, których śmiałość przekracza to, co mogą wymyślić państwa. Ale obszar dla tworzenia krajowych planów ciągle istnieje.

Według profesora Henry'ego Jamesa z Princeton instytucje międzynarodowe starają się tworzyć skuteczny mechanizm ochronny dla całej gospodarki globalnej, gdyż ta jest zagadnieniem pierwszoplanowym. Nie warto odwoływać się do ideologii. James z pewną dozą humoru cytuje opinię Paula Volckera na temat Międzynarodowego Funduszu Walutowego: „Kiedy Fundusz konsultuje się ze słabym krajem, to ów kraj staje na baczność. Kiedy Fundusz konsultuje się z silnym państwem, sam staje na baczność. Kiedy dochodzi do konfliktu między silnymi, Fundusz znika z linii ognia".

W przedmowie do polskiego wydania swojej książki „Koniec globalizacji" James przestrzega jednak, że w przypadku osłabienia equilibrium międzynarodowego rośnie nagle liczba zwolenników realizmu politycznego, którzy, podobnie jak brytyjski uczony Carr w latach 30. XX wieku, kwestionują prawo do egzystencji mniejszych państw, gdyż jest to niezgodne z tendencją do zwiększania się jednostek politycznych. Carr poparł układ w Monachium w 1938 roku, a później agresję sowiecką na Polskę i kraje Europy Środkowo-Wschodniej.

Twórcy wielkich planów dysponowali twardym oglądem rzeczywistości, który narzucał im kryzys: impulsem, który skupiał nowe aspiracje i potrzeby wokół jednego czy kilku ludzi, owym wiatrem w żagle, który można utożsamiać zarówno z działaniem państwa, jak i z poparciem społecznym, a który pozwalał szybko przedstawiać nowe propozycje i w razie potrzeby je zmieniać, bo plany nigdy nie były dane czy wymyślane raz na zawsze.

A że wielcy autorzy planów przyciągali polemistów, niekiedy tak poważnych jak sędziowie Sądu Najwyższego USA, którzy byli obciążeniem dla wielu lat rządów Roosevelta. Dzisiaj spuśćmy na to zasłonę milczenia.

No, a poza tym liczy się wizja. Peter Senge, guru teorii organizacji, pisał, że „nieuchronnie w każdym przypadku, gdy stwierdzamy istnienie długofalowego spojrzenia naprawdę funkcjonującego w sprawach ludzkich, spojrzenie to wywodzi się z dalekosiężnej wizji. Średniowieczni budowniczowie katedr pracowali całe życie, wiedząc, że ich praca zostanie doprowadzona do wspaniałego zakończenia".

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej":

tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA