fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Irena Lasota: Promowanie demokracji, intratny biznes

Fotorzepa, Darek Golik
Polska ma wielu przyjaciół w Stanach Zjednoczonych. W trudnych chwilach stawali po właściwej stronie (dziś mówi się, jak dawniej: po właściwej stronie historii) i popierali dążenia wolnościowe i niepodległościowe. Popierali Polskę Solidarności przeciwko Polsce PZPR i Wojciecha Jaruzelskiego i wspierali np. wstąpienie Polski do NATO. Ci przyjaciele często nie znają języka polskiego, nie interesują się specjalnie szczegółami, ale mają całościowe wyobrażenie, że Polacy miłują wolność, nacierpieli się od Rosji i komunistów i należy im pomagać, „żeby Polska była Polską". Ale właśnie w szczegółach niektórzy lubią wykorzystywać ich w nie najlepszych celach.

Marcy Kaptur jest od 1982 r. posłanką ze stanu Ohio w Izbie Reprezentantów, a zatem szóstą z 435 członków niższej izby Kongresu, jeśli chodzi o starszeństwo, członkiem istotnych komisji i wielu grup, w tym polskiej, ukraińskiej i bałtyckiej. Jest osobą znaną i szanowaną m.in. za to, że często ma własne zdanie i choć należy do tzw. postępowców, różni się od nich w niektórych kwestiach. Marcy Kaptur jest Amerykanką polskiego pochodzenia i – jakby kto pytał – w dzieciństwie uczęszczała do szkoły pod wezwaniem św. Urszuli.

W lutym pani Kaptur sformułowała oficjalny projekt ustawy „Wymiana demokratycznego przywództwa imienia Pawła Adamowicza" celem „zwiększenia demokratycznych wymian pomiędzy USA i Polską". W cudzysłowach daję tłumaczenie z oficjalnych tekstów biura pani Kaptur, bo gdybym pisała własnymi słowami, ktoś mógłby pomyśleć, że sobie kpię. Myślę tymczasem, że to ktoś zakpił sobie z pani Kaptur i podsunął jej pisany na kolanie projekt ustawy, którego słownictwo jest ściągnięte z dziesiątków podobnych projektów mogących dotyczyć równie dobrze Burundi, jak Kazachstanu.

Chodzi o finansowanie programu, który „dawałby politykom i przywódcom społeczeństwa obywatelskiego obu stron możliwość odwiedzenia kraju partnerskiego na jeden do dwóch tygodni, uczestniczenia w konferencjach oświatowych, zdobycia ważnych umiejętności przywódczych i budowania transatlantyckich sieci między oboma sojusznikami z NATO. Te cenne wymiany wzmocniłyby jeszcze bardziej historyczne partnerstwo i wyposażyły uczestników w stosunki i doświadczenie niezbędne do wzbogacenia ich instytucji demokratycznych po powrocie do rodzinnego kraju".

Jest bardzo wątpliwe, by ta ustawa ujrzała kiedykolwiek światło dzienne, ale smutne, że w to wszystko wciągnięto nie tylko zabitego prezydenta Gdańska, ale też jego żonę i córkę, które kilka tygodni temu uczestniczyły w niewielkim okrągłym stole w biurze pani Kaptur. Aczkolwiek w tekstach udostępnianych przez jej biuro wspomina się o „mowie nienawiści", „prawicowych marszach ulicznych" i „sylwetkach liderów opozycyjnych na szubienicach w miejscach publicznych", to Ameryka jest jednak Ameryką i dyskutanci zgodzili się, że podejrzany o zabójstwo prezydenta Gdańska jest aresztowany, śledztwo w toku, więc nie można nikogo (na razie) oskarżać.

Podejrzewam, że do pani Marcy Kaptur trafiła któraś z licznych pań broniących w Waszyngtonie Polski przed nadchodzącą faszyzacją, pełzającym autorytaryzmem, zniewoleniem sądownictwa i tłumieniem wolności prasy. Myślę, że na jej pytanie, jak można pomóc miłującym wolność Polakom w walce z miłującymi niewolę Polakami, dostała najprostsza odpowiedź: pieniądze!

– Najlepiej – mówiły zapewne panie – żebyśmy mogły pojechać do Polski na tydzień, albo i na dwa, żeby nauczyć tych nieszczęśników, że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje, żeby uczestniczyć w jakimś seminarium, najlepiej Fundacji Batorego lub Agory, i pogrozić, że w razie czego będziemy kwestionować członkostwo Polski w NATO.

„Promowanie demokracji" jest od dawna bardzo intratnym biznesem, wielu pamięta jeszcze tzw. Brygady Marriotta – czyli rzesze konsultantów, doradców i specjalistów, którzy zalali Polskę 30 lat temu i gościli w najdroższym wówczas hotelu w Warszawie. Przez te 30 lat Stany wydały kilkadziesiąt milionów dolarów na „demokratyzację" Polski, na przywożenie do niej tabunów demokratyzatorów i sprowadzanie uczniów demokracji do Stanów. I wszystko poszło na marne w wolnych i demokratycznych wyborach trzy lata temu? I temu mają zaradzić jedno- lub nawet dwutygodniowe turnusy po obu stronach Atlantyku?

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA