Reklama

Chrabota: Straszna szajka braci Bal

Gdy bimbrowniczy biznes drobnych rzezimieszków zaczął przynosić pierwsze sukcesy, a młodzi ludzie z chłopskich, galicyjskich synów przemienili się w eleganckich (choć brudne paluchy świadczą, że nie do końca) przedsiębiorców – właśnie wtedy trafili do atelier Edwarda Janusza, by uwiecznić ten okres życiowego prosperity na zawsze.
Google Ustaw „Rzeczpospolitą” jako swoje ulubione źródło informacji w Google
Chrabota: Straszna szajka braci Bal

Foto: Zdjęcie dzięki uprzejmości Muzeum Okręgowego w Rzeszowie

Reklama
Reklama
Reklama

Bywają miasta i miasteczka, o których nie mówi się „dziura" z czystej kurtuazji. Ot, mimo, że rynek brudny i zapyziały, ludzie nieudacznicy i barany, drogi zryte dziurami jak kretowisko i tak dalej, przez wzgląd na to, że gdzieś się znajdzie przynajmniej jeden sprawiedliwy, który po trzech wódkach powie: „kocham to miasto", jakoś nie wypada mówić, że to grajdoł, brzydki skansen i w ogóle zadupie.

Ale przecież są, wszyscy to wiemy. W całej Galicji było ich do niedawna pełno. Kiedy przypadkiem zatrzymujemy się w takim mieście i już wychodząc z samochodu, zanurzamy obuwie w głębokiej na łokieć kałuży, naprawdę trudno powstrzymać spontaniczny ruch warg. Mózg, matecznik przyzwoitości, wzdryga się przed tym słowem, które musi paść, by było sprawiedliwie. Słowem niedobrym, ale w tym wypadku wyjątkowo trafnym.

Pozostało jeszcze 97% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama