fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Syndrom Gombrowicza

materiały prasowe
Właściwie nie wiadomo, czym jest książka Szymona Hołowni „Boskie zwierzęta": esejem, rozbudowanym felietonem, przeglądem lektur autora, gloryfikacją świata zwierzęcego czy agitką przeciwko jedzeniu mięsa. Hołownia uważa, że wyszedł mu „płomienny (chyba) manifest chrześcijanina, który ma dość maszyny idącej dziś przez Ziemię i robiącej z niej piekło dla najsłabszych (...) dość robienia z Boga służącego ludzkich apetytów". Nadto uznaje zwierzęta za święte, widzi je w raju, jest pewien, że mają dusze i swoje życie umysłowe, a także zaleca, aby człowiek wziął świat zwierzęcy pod kuratelę, zamiast go maltretować, jak to czyni dotąd.

Główna zawartość książki pokazuje los zwierząt na ziemi, mordowanych masowo przez rzeźników i rozstrzeliwanych przez tzw. myśliwych („etyczni dewianci ze strzelbami"). Polujących księży – tak, są i tacy – autor nazywa „sługami dwóch ambon"; spożywających z lubością mięso określa jako „apostołów wędzonki". Próbuje unaocznić gehennę zwierząt, jaka odbywa się przy odbieraniu im mięsa: „Gdyby rzeźnie miały szklane ściany, każdy byłby wegetarianinem", miał stwierdzić Paul McCartney. Sporo w tej książce scen i obrazów wstrząsających, jak ten z azjatyckiej rzeźni psów: „skowyt psa patroszonego żywcem (...) który w agonalnym obłędzie i błaganiu liże rękę oprawcy".

Finalnym wnioskiem wypływającym z książki jest to, że ludzkość musi zredukować jedzenie mięsa, jeżeli świat nie ma się ugotować w ciągu niewielu dekad. Tu autor świeci przykładem i pokazuje własny odwrót od mięsożerstwa. Wylicza także skrupulatnie, ile produkcja mi...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA