fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pies o wilczym sercu

materiały prasowe
Koniec XIX wieku. Trwa gorączka złota nad rzeką Klondike. Tam trafia uprowadzony swemu kalifornijskiemu właścicielowi Buck, pies o sercu równie wielkim jak jego siła fizyczna. Przez handlarzy zostaje sprzedany do zaprzęgu, którego wnet – dzięki kombinacji inteligencji i instynktu – zostaje liderem. Gdy w wyniku kolejnych perypetii opiekę nad nim przejmuje John Thornton (Harrison Ford), starzec tęskniący za domem i rodziną, Buck eksploruje nie tylko nowe i surowe środowisko, ale również samego siebie, odnajdując i rozpoznając swe przeznaczenie.

Twórczość Jacka Londona, autora literackiego pierwowzoru „Zewu krwi" (a także głośnego „Białego Kła"), wciąż jest żywa i ponadczasowa. Zwłaszcza dziś, w epoce, w której idea powrotu do natury zyskuje na znaczeniu. Niemniej ucieczka od cywilizacji oraz ekologiczny przekaz stanowią dla reżysera Chrisa Sandersa tło do opowiedzenia historii nadzwyczaj uniwersalnej, której trzonem jest odkrywanie swej lepszej wersji. To właśnie czynią zarówno Buck, jak i Thornton, obaj – w różnym stopniu – mierzący się ze stratą, po której trzeba się podnieść. Pies jest w tej opowieści – snutej co prawda przez człowieka, ale przyjmującego perspektywę zwierzęcia i okazującego mu respekt – nie tylko przewodnikiem, ale także istotą niosącą ratunek, niezależnie od kosztów.




To ciche, spokojne i raczej niespieszne kino, co jest pewnym paradoksem w przypadku filmu przygodowego (zwłaszcza w porównaniu z dość awanturniczą wersją z 1935 roku Williama A. Well...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA