fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Wisła Kraków: Odzyskać trybuny

Jakub Błaszczykowski ratował już Wisłę przy kasie, teraz ma to samo zrobić na boisku
Fotorzepa
W piątek zaczyna się ligowa wiosna, także dla Wisły Kraków, która została odcięta od stryczka i ma ponad 9 tys. nowych współwłaścicieli.

We wtorek zaczęła się sprzedaż 5,115 proc. akcji Wisły kibicom. Celem było uzbieranie 4 mln zł – wypuszczono 40 tys. akcji, każda warta 100 zł. Sprzedaż miała potrwać miesiąc, przynajmniej na taki okres zaplanowano kampanię na portalu Beesfund.com. Tymczasem wystarczyło mniej niż 24 godziny, by wszystkie akcje się rozeszły, a nowymi współwłaścicielami Wisły zostały 9124 osoby.

W Polsce dotychczas nie było klubów piłkarskich, które należałyby do kibiców. Wisła oczywiście też z dnia na dzień takim klubem się nie stała. Nowi współwłaściciele będą dysponować w sumie 5,2 proc. głosów na walnym zgromadzeniu. Resztę mają trzej pożyczkodawcy: Jakub Błaszczykowski, Jarosław Królewski i Tomasz Jażdżyński, w zamian za wyłożenie po 1,3 mln zł. Innymi słowy, udział kibiców w rzeczywistym podejmowaniu decyzji będzie znikomy, by nie powiedzieć żaden.

Długi wciąż są

Akcje kupowane w Beesfund były bardziej crowdfundingiem niż faktycznie oddaniem klubu w ręce kibiców. Nie zmienia to jednak faktu, że nowi zarządcy Wisły odnieśli ogromny sukces.

Oprócz czterech milionów z Beesfund oraz kolejnych czterech pożyczek klub w ostatnich tygodniach zyskał jeszcze 3 mln ze sprzedaży karnetów, 2,7 mln z transferów Jesusa Imaza i Martina Kostala do Jagiellonii, a także kilkaset tysięcy z innych zrzutek i zbiórek wśród kibiców.

W sumie daje to więcej niż 12,2 mln zł. W grudniu mówiło się, że tyle Wisła musi zgromadzić, by spłacić długi i dostać licencję na przyszły sezon.

Oczywiście to nie wszystkie długi, a Wisła musi przystąpić do rozgrywek i normalnie na co dzień funkcjonować w lidze. To pociąga za sobą koszty – pensje piłkarzy i sztabu to około miliona złotych miesięcznie. W tej chwili klub jest winien miastu ponad 200 tys. za wynajem biur i stadionu na mecze.

Pod koniec stycznia nowy prezes Rafał Wisłocki spotkał się z miejskim Zarządem Infrastruktury Sportowej. Dzień później uregulował dług za październik. Ale Wisła wciąż musi zapłacić czynsz za listopad, grudzień i styczeń (jak donosi Lovekrakow.pl – to ponad 77 tys.). Do tego trzeba jeszcze doliczyć opłatę za wynajem stadionu na mecze z Jagiellonią (8 grudnia; niewielka część sumy została wpłacona) i Lechem Poznań (21 grudnia), który według pesymistów miał być ostatnim spotkaniem Wisły w ekstraklasie na wiele lat. Krakowski klub płaci 123 tys. zł za wynajem obiektu przy ulicy Reymonta na mecz ligowy.

Początek w poniedziałek

Wisła rundę wiosenną rozpocznie od wyjazdu do Zabrza. Krakowski klub przez całą zimę skupiał na sobie uwagę opinii publicznej w Polsce. O akcji ratowania Wisły mówiły i pisały wszystkie media w kraju, a powrót Jakuba Błaszczykowskiego, który nie tylko będzie grał za darmo, ale jeszcze pożyczył pieniądze, by uratować Wisłę, został dość szczegółowo opisany także za granicą. Dlatego szkoda, że Biała Gwiazda pierwszy mecz w nowej odsłonie rozegra w poniedziałkowe popołudnie.

Również w poniedziałek o godzinie 18, tyle że tydzień później (18 lutego), odbędzie się pierwszy po przerwie zimowej i ucieczce spod topora mecz Wisły w Krakowie. I to spotkanie ze Śląskiem Wrocław będzie prawdziwym testem dla wszystkich zaangażowanych w ratowanie klubu.

Gigantyczny sukces sprzedaży akcji i zdecydowanie gorszy wynik sprzedaży karnetów pokazują jednak, że ludzie wciąż z rezerwą i pewną obawą podchodzą do Wisły. Cel był jasny – pobicie rekordu drugoligowego Widzewa Łódź, który sprzedał ponad 16 tys. karnetów. Cel na dziś wciąż niezrealizowany. Czym innym jest bowiem wspomóc klub poprzez zakup akcji, która do niczego nie zobowiązuje, a czym innym kupić karnet na mecze.

Obawy ludzi budzą oczywiście Sharksi – bojówka Wisły, ocierająca się o przestępczy światek, uwikłana w nielegalne interesy, a nawet morderstwa i z trybun morderców wychwalająca. To właśnie ludzie związani z Sharksami w wielkim stopniu doprowadzili Wisłę na skraj przepaści.

Prezes Wisłocki w rozmowie ze Sport.pl przyznał, że karnety najgorzej rozeszły się na trybunę C, czyli wśród najbardziej fanatycznych fanów, krzyczących w stronę piłkarzy „Wisła to my", uważających, że mają patent na bycie „prawdziwym kibicem".

Prezes otwarcie mówi, że ma obawy, „czy nie znajdzie się grupa na trybunach, dla której najważniejsze będzie zaprezentowanie samych siebie i jakichś swoich pozdrowień". W tej samej rozmowie Wisłocki przyznaje także: „Oczywiście dopuszczam, że kibicowi może się coś wyrwać, bo piłka to emocje. I przekleństwa przełknę. Byle nie leciały cały czas, bo jako wychowawca młodzieży jakoś się nie mogę z tym pogodzić. Derby Krakowa są dla mnie czasami przerażające. Zamiast wspierania własnej drużyny, zabawnej kpiny z rywala, jest czasem tylko wielki bluzg".

Ratunek od dołu

Wisła została uratowana w znacznej mierze oddolnie. Oczywiście bez Jakuba Błaszczykowskiego, Bogusława Leśnodorskiego, Jarosława Królewskiego i Tomasza Jażdżyńskiego (a także kilku innych) reanimacja nie byłaby możliwa, ale sumy, które wpłacili kibice za karnety, akcje i zbiórki, przekraczają wszystkie pozostałe źródła finansowania.

I miejmy nadzieję, że Wisła to oni, a nie Sharksi lub wyprowadzający pieniądze z ledwie zipiącego klubu członkowie Stowarzyszenia Kibiców Wisły Kraków (SKWK) czy Towarzystwa Sportowego Wisła (TSW).

Pytanie, czy ludzie ratujący klub będą też w stanie odzyskać trybuny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA