fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Prawne granice sylwestrowego balu

Fotorzepa/Jerzy Dudek
Karanie za zabawę w sylwestra byłoby niesłuszne, bo tego dnia o zabawę właśnie chodzi. Za zorganizowanie zatem prywatki, nawet bardzo głośnej, nikt tej nocy mandatu dostać nie powinien – pisze prawnik.

Sytuacja, która może się przytrafić niemal każdemu. Organizujemy imprezę sylwestrową, zapraszamy znajomych, otwieramy szampana – jednego, drugiego, trzeciego, po czym przychodzi godzina 22, a wraz z nią... policja wezwana przez sąsiadów. Pojawia się wybór – albo natychmiastowy koniec balangi (wszak dziwnie kończyć sylwestra przed nastaniem Nowego Roku), albo usiłowanie zachowania jako takiej ciszy (scenariusz utopijny, przegrywający ze stanem upojenia biesiadników), albo zabawa na całego – ale z kosztami jak za imprezę w najdroższym z okolicznych lokali (mandaty) i murowaną awanturą z sąsiadami nazajutrz. Czy jednak aby na pewno prawo pozostaje w tej sytuacji bezsilne? Czy jesteśmy zdani tylko i wyłącznie na łaskę bądź niełaskę sąsiadów, a scenariusz pt. „hulaj duszo, piekła nie ma!" możemy realizować tylko na imprezach zamkniętych? I co wreszcie, gdy to my znajdujemy się po przeciwnej stronie barykady – czyli jesteśmy tymi, którzy pragną spędzić sylwestra z którymś z programów telewizyjnych, a nocne swawole sąsiadów są nam wybitnie nie w smak?

Nadgorliwy sąsiad

Tak zwane zakłócanie ciszy nocnej (nazwa bardziej zwyczajowa niż fachowa) obrosło w liczne legendy. A to dyskutuje się, kiedy tak naprawdę trwa, a to rozważa, jaki próg decybeli musi zostać przekroczony, a to omawia się różne strategie zachowań względem interweniujących funkcjonariuszy (wpuścić ich czy nie?, pokajać się czy poinformować, że sąsiedzi są po prostu przewrażliwieni?).

Zostawiając z boku sferę mitów, przede wszystkim wypada zauważyć, że „zakłócanie ciszy nocnej" to nic innego, jak wykroczenie z art. 51 § 1 kodeksu wykroczeń (dalej: k.w.), zagrożone karą aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny (teoretycznie aż do 5 tys. zł).

Brzmi groźnie? W praktyce ciężko sobie wyobrazić, by ktoś za urządzenie zbyt głośnej imprezy trafił do aresztu. Sankcją stosowaną w zdecydowanej większości przypadków jest grzywna, którą może albo nałożyć funkcjonariusz policji w drodze mandatu, albo orzec sąd. Przepisy prawa zasadniczo nie określają, „jak głośno musi być, żeby było za głośno". Nie ma więc sztywnej „decybelowej" granicy, której przekroczenie naraża sprawców na odpowiedzialność za wykroczenie z art. 51 § 1 k.w.

Wyjaśnienia wymaga mit, czyli nadmieniona już kwestia, kiedy rzeczywiście trwa „cisza nocna". Wbrew powszechnej opinii żaden z przepisów prawa nie reguluje tego wprost. Co ciekawe, sam przytoczony art. 51 § 1 k.w. operuje pojęciami zakłócania spokoju, porządku publicznego (warto zwrócić uwagę, że dwa wymienione naruszenia można uczynić także za dnia) i spoczynku nocnego. Pomimo to zwyczajowo przyjmuje się, że „cisza nocna" (poprawnie – spoczynek nocny) trwa od godziny 22 do 6.

Co jednak warte podkreślenia – nie można wykluczyć innego oznaczenia wskazanych granic w zależności od konkretnej sytuacji bądź miejscowego zwyczaju. Dotyczy to przede wszystkim obszarów o charakterze turystycznym i rozrywkowym – tak by jeden nadgorliwy sąsiad nie sabotował całej okolicy. Możliwe jest także określenie godzin „ciszy nocnej" przez zarządzenie właściwego organu. Swego czasu władze jednego z polskich miast poszły o krok dalej i postanowiły, że w mieście tym cisza nocna nie będzie w ogóle obowiązywać w lokalach gastronomicznych i ogródkach piwnych. Ciekawe, czy doczekamy się polskiego Saint-Tropez, czyli miejscowość całkowicie wolnej od ciszy nocnej (czyżby Mielno?).

Nie zawsze i nie za wszystko

Wracając jednak do sedna sprawy – czy w sylwestra wolno balownikom więcej niż zazwyczaj? I jak się ma do tego treść przytoczonego art. 51 § 1 k.w.? Otóż w szeroko pojętym prawie karnym występują pewne szczególne okoliczności, które powodują, że czyn, który w normalnych warunkach zostałby uznany za przestępstwo bądź wykroczenie, na skutek tychże szczególnych okoliczności przestępstwem bądź wykroczeniem nie jest. W konsekwencji jego sprawca pozostaje niewinny. Owe „szczególne okoliczności" w języku prawniczym nazywane są kontratypami. Za ich modelowy przykład może służyć instytucja obrony koniecznej. Mianowicie, gdy zostajemy zaatakowani na ulicy przez złodzieja, mamy prawo odeprzeć jego atak – także przy użyciu siły. Gdy więc złamiemy złodziejowi rękę, nie odpowiemy za przestępstwo spowodowania uszczerbku na jego zdrowiu, albowiem działaliśmy w ramach kontratypu obrony koniecznej. Nasze zachowanie jest zgodne z prawem (broniliśmy się) i nie spotka nas kara. Jak jednak kontratypy mają się do zakłócania ciszy nocnej w sylwestra? Zarówno kodeks karny, jak i kodeks wykroczeń wskazują kilka podstawowych kontratypów – obok wspomnianej obrony koniecznej np. stan wyższej konieczności, czy rozkaz wojskowy.

Sęk w tym, że przepisy prawa nie wymieniają wszystkich kontratypów, istnieją natomiast tzw. kontratypy pozaustawowe, które nie zostały nigdzie wyszczególnione. Wynikają one z pewnych zwyczajów oraz konwencji społecznych i mają za zadanie przeciwdziałać sytuacjom absurdalnym, gdzie automatyzm stosowania prawa prowadziłby do trudnych do zaakceptowania skutków. Tytułem przykładu – cokolwiek dziwne byłoby ukaranie Artura Szpilki za to, że pobił Tomasza Adamka (kontratyp zgody pokrzywdzonego), bądź obu bokserów za to, że się bili (kontratyp ryzyka sportowego). Tak samo nietypowe byłoby wymierzenie kary za primaaprilisowy żart, kultywowanie zwyczaju topienia marzanny (jest to przecież zaśmiecanie środowiska) czy śmigusa-dyngusa (naruszenie nietykalności cielesnej).

Czasem wolno więcej

Wypada zauważyć, że do pozaustawowych kontratypów „łapie się" także zwyczaj celebrowania nocy sylwestrowej. Nie tylko w Polsce przyjęło się, że noc z 31 grudnia na 1 stycznia to szczególny czas, gdy hucznie żegna się stary rok i wita nowy. Wolno wtedy więcej niż zazwyczaj, a zachowania, które normalnie zostałyby uznane za zakłócanie ciszy nocnej, takowymi naruszeniami nie są. Niesłuszne byłoby karanie za zabawę, skoro clue sylwestra jest właśnie zabawa. Oczywiście z hucznością zabawy nie można przesadzać i istnieją pewne jej granice – także głośnościowe. Za celebrowanie zwyczaju nocy sylwestrowej nie mogą zostać w żadnym wypadku uznane rzucanie butelkami, kopanie śmietników czy wywoływanie burd – są to bowiem przejawy zwykłego chuligaństwa. Podsumowując: sylwester jest po to, by balować i za zrobienie prywatki – o ile nie dzieją się na niej dantejskie sceny i nie jest ona głośniejsza niż start odrzutowca – nikt nie powinien zostać ukarany. Wszak dla zdrowia relacji z sąsiadami zawsze najpierw lepiej się dogadać. W końcu sensowniej zapobiegać, niż leczyć. I bynajmniej nie o kaca tu chodzi. A tego po prawdzie wszystkim życzę – będzie to bowiem oznaczać, że sylwester był udany. Ponoć jaki pierwszy dzień, taki cały rok.

Autor jest asystentem sędziego w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, aplikant aplikacji ogólnej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA