fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Andrzej Wojtyna: Wątpliwości przed kongresem ekonomistów

pexels.com
To prezydent Duda powinien zostać objęty merytorycznym patronatem ekonomistów, a nie obejmować honorowym ich kongres. Ten powinien mieć hasło „Ekonomiści w obronie dorobku transformacji, dla dalszego rozwoju gospodarki".

X Kongres Ekonomistów Polskich odbędzie się w istotnym okresie nie tylko stosunkowo krótkiej historii polskiej transformacji, ale i kilkusetletniej historii gospodarki kapitalistycznej. W ostatnich trzech latach pojawiło się na ten temat wiele ważnych prac. Prof. Harold James z Princeton University, pisząc o tym dla „Project Syndicate", zauważa: „przechodzimy obecnie przez najbardziej dramatyczną transformację technologiczną i gospodarczą w historii ludzkości. Jesteśmy też świadkami zmniejszającego się w świecie poparcia dla kapitalizmu". Stawia on kluczowe dla współczesności pytanie, czy te dwa trendy są powiązane, a jeśli tak, to w jaki sposób? Wynikające z tego powiązania zjawisko społeczne określa mianem „nowego antykapitalizmu".

Jest więc o czym na kongresie dyskutować, szczególnie w kraju, w którym kapitalizm jeszcze nie okrzepł, a już musi się zderzać z przejawami „nowego antykapitalizmu" i to propagowanego przez władze. Na kongresie ekonomiści powinni dyskutować o tym, czy polska transformacja była sukcesem i przyczyniła się do budowy sprawnie działającego modelu kapitalizmu, który należy stopniowo korygować i doskonalić, czy też była porażką i doprowadziła gospodarki do ruiny, z której wyprowadzić ją może tylko radykalna „dobra zmiana". Taka perspektywa otwiera pole dla przedstawienia przez uczestników własnych analiz szczegółowych problemów, które powinny się złożyć na obiektywny bilans transformacji.

Uniknąć regresu

Wynik tej dyskusji ekonomistów jest bardzo ważny, bo od niego powinno zależeć to, jak skutecznie polska gospodarka i polityka ekonomiczna potrafią zmierzyć się z obecnymi krajowymi i zagranicznymi wyzwaniami „nowego antykapitalizmu", a w konsekwencji z wyzwaniami przyszłości. Kongres ma przebiegać pod hasłem „ekonomiści dla rozwoju". W moim przekonaniu jest ono zbyt ogólne, a przede wszystkim nieadekwatne do zagrożeń dla liberalnej demokracji i gospodarki rynkowej w Polsce, jakie wynikają z działań władz po 2015 r. Pełne hasło powinno brzmieć: „Ekonomiści w obronie dorobku polskiej transformacji i dla dalszego rozwoju gospodarczego". Inaczej mówiąc, chodzi o uchronienie polskiej gospodarki przed dalszym regresem instytucjonalno-prawnym, maskowanym przez nadmiernie ekspansywną politykę popytową. Regres ten można rozumieć jako:

– rosnące upolitycznienie gospodarki i jej podporządkowanie cyklowi wyborczemu;

– odchodzenie od ukształtowanego, ale niewystarczająco skonsolidowanego modelu kapitalizmu (gospodarki rynkowej);

– osłabienie niezawisłości sądów;

– rozluźnienie związków z instytucjami i dorobkiem prawnym UE;

– ograniczenie roli partnerów społecznych w procesie stanowienia prawa;

– ograniczenie roli ekspertów, podejmowanie decyzji niepopartych wynikami badań teoretycznych i empirycznych;

– ograniczanie własności prywatnej i konkurencji;

– osłabienie nadzoru właścicielskiego i wymogów kompetencyjnych w spółkach Skarbu Państwa;

– odchodzenie od reguł polityki w stronę decyzji podejmowanych ad hoc;

– osłabianie pozycji władz samorządowych.

Nie jest to lista pełna, chociaż wystarczająco obszerna, by bardzo się obawiać o przyszłość polskiej gospodarki. Najbardziej zaskakujące i niepokojące są dwie rzeczy. Po pierwsze, regres ten nie został wymuszony czynnikami zewnętrznymi (np. kryzysem), lecz dokonuje się na własne życzenie rządzących. Trafniej jest więc mówić o demontażu lub niweczeniu dorobku transformacji niż o jego erozji.

Po drugie, tak daleko idące destrukcyjne działania podejmowane były przez władze bez pogłębionej czy nawet powierzchownej diagnozy, która wskazywałaby na dysfunkcje modelu gospodarczego i jego elementów. Proces legislacyjny został niepotrzebnie radykalnie przyspieszony, na czym silnie ucierpiała jakość prawa. To z czasem odbije się negatywnie na sprawności instytucjonalnych ram gospodarki i długookresowym tempie wzrostu PKB.

Bardzo ważnym etapem „ekspresowej ścieżki legislacyjnej" odpowiedzialnej za regres instytucjonalny i niweczenie dorobku polskiej transformacji jest prezydent Andrzej Duda. Dlatego uważam za wysoce niestosowne, że obrady kongresu będą przebiegać pod honorowym patronatem prezydenta.

Nie chodzi nawet o jego słowa z 2015 r.: „Nie wierzcie, że nie uda się sfinansować moich obietnic, ekonomiści opowiadają bzdury...". Chodzi o wkład prezydenta w demontaż systemu gospodarczego, który potrzebuje korekt i uzupełnień, ale dobrze się sprawdził, przynosząc znaczący wzrost realnych dochodów i skracając dystans do krajów najwyżej rozwiniętych. Gdy prezydent się angażuje w przekreślanie dorobku więcej niż jednej generacji ekonomistów, nieprzekonujący jest argument, że prośba o honorowy patronat jest rutynowa, jak przy poprzednich kongresach.

Kontrowersja wokół decyzji o objęciu kongresu patronatem polega dodatkowo na tym, że nastąpiła ona wówczas, gdy prezydent był już zaangażowany w swoją kampanię wyborczą. Można trochę żartobliwie dodać, że patronat nie jest do końca honorowy, gdyż może przynieść korzyść. Stałoby się tak, gdyby udało się wywołać wrażenie, że Andrzej Duda jest „prezydentem wszystkich ekonomistów", co na szczęście nam jako środowisku chyba nie grozi.

Poważną niezręcznością było też to, że prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (PTE) nie tylko nie skonsultowała decyzji w sprawie patronatu z członkami rady programowej kongresu, ale nawet ich o niej nie poinformowała.

Problem z nazwą

Rozczarowujące jest to, że demontując dorobek transformacji, prezydent i inne władze nie tylko nie potrafią bliżej scharakteryzować docelowego kształtu nowego modelu gospodarczego dla Polski, ale też mają duże kłopoty z samą jego nazwą. Wydawało się do niedawna, że takim nadrzędnym celem jest dla władz zapisany w Konstytucji RP model społecznej gospodarki rynkowej. W programie wyborczym PiS i w exposé premiera pojęcie to nie odgrywa żadnej roli – zostało zastąpione przez nieprecyzyjne sformułowanie „polski wariant państwa dobrobytu".

Znaczenie i osadzenie każdego z tych pojęć w historii idei jest wyraźnie różne, a przy tym nie wiadomo, czy to pierwsze jest tłumaczeniem angielskiego welfare state, a jeśli tak, to czy lepszym polskim odpowiednikiem nie jest „państwo opiekuńcze". Warto też zaznaczyć, że za tą dynamiką intelektualną władz nie nadążają autorzy referatu w sesji plenarnej kongresu prof. Elżbieta Mączyńska i prof. Piotr Pysz, którzy nadal pozostają uwięzieni w „paradygmacie" społecznej gospodarki rynkowej. Można spekulować, czy jako strażnik Konstytucji RP prezydent nie powinien przyjść z odsieczą i przeciwstawić się zastępowaniu zawartego w niej modelu innym.

Nachalne wprowadzanie do obiegu medialnego pojęć takich jak „polski wariant państwa dobrobytu" czy „normalność" to zabieg niebezpieczny, analogiczny do lansowania „dobrej zmiany". Przy braku ich zdefiniowania cokolwiek władze wprowadzają w życie lub zmieniają, jest z zasady dobre, normalne i zgodne z polską wersją państwa dobrobytu.

Dlatego ekonomiści powinni wypełniać te pojęcia treścią, pytając o koszt alternatywny „dobrej zmiany" i nowej „normalności", czyli po prostu o koszt zniweczenia dorobku transformacji. Należy przy tym pamiętać, że na koszt regresu instytucjonalnego nakładają się poważne błędy w polityce ekonomicznej, które w tym artykule z braku miejsca nie są uwzględnione.

Prowadząc te rozważania, można dojść do wniosku, że to prezydent Andrzej Duda powinien zostać objęty patronatem ekonomistów, a nie odwrotnie. Nie chodzi oczywiście o patronat honorowy, lecz merytoryczny. Dotychczasowa instytucjonalna forma takiego patronatu w postaci Narodowej Rady Rozwoju nie wydaje się być tu pomocna, przede wszystkim ze względu na jej małą aktywność.

Patrząc na dokonania rządu i na plany zawarte w exposé, należy uznać, że patronat taki jest potrzebny także premierowi. Warto zacząć od próby przekonania polityków do sposobu rozumowania, jakim kierują się ekonomiści. W bardzo skomplikowanym współczesnym świecie podejmujący decyzje coraz częściej stają nie tylko wobec dylematów, ale i trylematów (np. trylematu Mundella czy trylematu Rodrika). Natomiast w przemówieniach naszych polityków słowo „dylemat" czy „wymienność" (trade-off) prawie nigdy się nie pojawia – wszystkie niespójne czy nawet sprzeczne cele wydają się być możliwe do zrealizowania.

Takie podejście jest ważną przyczyną stosowania przez władze błyskawicznej ścieżki legislacyjnej, której wysokie, przesunięte w czasie koszty są całkowicie ignorowane. Bardzo przydatne jest więc przytoczenie przypisywanej Jimowi Jarmuschowi uogólnionej wersji trylematu, przed jakim stają osoby czy instytucje podejmujące decyzje. W liście do „The Economist" jeden z czytelników przedstawił go następująco: „Szybko, tanio i dobrze... wybierz dwa. Jeśli jest szybko i tanio, to nie będzie dobrze. Jeśli jest tanio i dobrze, to nie może być szybko. Jeśli jest szybko i dobrze, to nie może być tanio".

Ciekawe byłoby przeanalizowanie pod tym kątem procesu legislacyjnego okresu „dobrej zmiany". Główna lekcja jest jednak jasna: należy unikać popełnienia dużych błędów, bo wtedy trzeba je naprawiać szybko, a to nie będzie tanie, chyba że koszty zostaną przerzucone na przyszłe pokolenia.

W dalszej kolejności ekonomiści powinni przybliżyć politykom m.in. takie pojęcia, jak zależność między liczbą narzędzi a liczbą celów polityki gospodarczej, zasada optymalnego przyporządkowania narzędzi do celów, optymalizacja międzyokresowa czy rozróżnienie równowagi ogólnej i cząstkowej oraz predystrybucji dochodów i ich redystrybucji. Pozostaje tylko pytanie, jak stworzyć u polityków popyt na wiedzę ekonomistów...

Prof. Andrzej Wojtyna pracuje na Uniwersytecie Ekonomicznym  w Krakowie. W latach 2004–2010 był członkiem RPP

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA