fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Ułaskawienie nieskazanego Mariusza Kamińskiego a konstytucja

Adw. dr Tomasz Ludwik Krawczyk
Fotorzepa, Robert Gardziński
Prezydencki minister, informując o ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego, który został jedynie nieprawomocnie skazany za przestępstwo związane z działalnością CBA, powołał się na pogląd komentatorów Konstytucji, wskazujący, że Prezydent może zastosować prawo łaski wobec osoby, która nie została prawomocnie skazana.

Rzeczywiście, komentatorzy w większości pogląd taki wyrazili (choć nie wszyscy, np. prof. Winczorek wskazywał, że prawo łaski może być stosowne wobec osoby prawomocnie ukaranej), acz zapewne bez głębszej refleksji, zakładając prawdopodobnie, że żaden prezydent nie będzie nawet rozważał zastosowania prawa łaski przed prawomocnym wyrokiem. Czyniąc to dawałby bowiem dowód lekceważenia zasady trójpodziału władzy i deklarował z góry brak zaufania do władzy sądowniczej. Cóż, są rzeczy na niebie i ziemi...

Nawet pobieżna analiza skąpej regulacji konstytucyjnej dot. „prawa łaski" pozwala jednak na stwierdzenie, że pogląd o dopuszczalności ułaskawienia osoby skazanej nieprawomocnie (a zatem, w świetle prawa nie skazanej w ogóle) jest równie powszechny, co chybiony.

Art. 139 Konstytucji RP stanowi, że „Prezydent Rzeczypospolitej stosuje prawo łaski. Prawa łaski nie stosuje się do osób skazanych przez Trybunał Stanu."

Konstytucja nie definiuje więc, czym jest „prawo łaski", a zatem – według ogólnych reguł wykładni – odwołać się trzeba do znaczenia tego terminu w języku naturalnym. W języku potocznym „łaska" oznacza „darowanie lub złagodzenie kary" (Słownik Języka Polskiego PWN, pod red. W. Doroszewskiego). Zatem „prawo łaski", o którym mówi art. 139 Konstytucji to darowanie komuś negatywnych konsekwencji (sankcji), które wiążą się ze skazaniem za czyn zabroniony (czyli kary i innych skutków bycia karanym).

Tymczasem, z punktu widzenia karalności, czyli zastosowania wobec danej osoby sankcji za przestępstwo, nie ma różnicy pomiędzy kimś przeciwko komuś nie toczy się postępowanie karne, a kimś nieprawomocnie skazanym za przestępstwo. Ba, w aspekcie karalności nie ma nawet różnicy pomiędzy kimś, kto przestępstwo popełnił i takim, który tego nie uczynił.

Osoba nieprawomocnie skazana nie podlega zatem żadnej sankcji, którą można by jej w ramach „prawa łaski" darować lub złagodzić.

Zatem w przypadku osoby, która nie została prawomocnie skazana „prawo łaski" mogłoby działać wyłącznie „na przyszłość" (pro futuro). Nie byłoby jednak wówczas „prawem łaski" (czyli unicestwieniem sankcji za przestępstwo), ale zakazem zastosowania takiej sankcji w przyszłości, a więc immunitetem. Otwarte pozostawałoby pytanie, czy byłby to immunitet formalny, czyli uniemożliwiający skazanie za czyn zabroniony popełniony w określonych okolicznościach, czy też immunitet materialny, czyli uniemożliwiający jej sądzenie i skazanie za dany czyn. Dla niniejszych rozważań jest to jednak bez znaczenia.

Konstytucja nie daje bowiem prezydentowi prawa do przyznawania wybranym osobom żadnych immunitetów, ani formalnych, ani materialnych (choć sama takowe ustanawia), a jedynie uprawnienie do stosowania „prawa łaski".

Ponadto, gdyby uznać, że prezydent dysponuje prawem łaski jeszcze przed skazaniem, to argumentując ad absurdum trzeba również przyjąć, że może on ułaskawić daną osobę przed jej nieprawomocnym skazaniem, przed postawieniem ułaskawionemu zarzutów, a nawet - skoro rzekomo Konstytucja nie wprowadza ograniczeń w stosowaniu prawa łaski - przed popełnieniem czynu zabronionego, którego dotyczy ułaskawienie. To nie byłby już jednak nawet immunitet (materialny), ale bondowska „licencja na zabijanie". Prawa do nadawania takowej Konstytucja nie wymienia jednak wśród prerogatyw Prezydenta.

Warto też zauważyć, że choć Konstytucja nie stanowi wyraźnie, iż ułaskawić można tylko od prawomocnego skazania, to jednak zawiera wskazówkę, iż to właśnie ustawodawca miał na myśli, mówiąc o „prawie łaski". Zdanie drugie art. 139 Konstytucji mówi bowiem o niemożliwości ułaskawienia osoby „skazanej" przez Trybunał Stanu. Gdyby iść torem rozumowania prezydenta Dudy, pozwalającym na ułaskawianie osób nieskazanych, to trzeba by uznać, że Prezydentowi wolno ułaskawić osobę wobec której wszczęto postępowanie przed Trybunałem Stanu, a nie wolno mu ułaskawić osoby przezeń skazanej, co byłoby wnioskiem oczywiście nonsensownym. Raczej zatem ustawodawca konstytucyjny, regulując wyłącznie prawo łaski wobec osoby „skazanej" przez Trybunał Stanu, przyjmował za „oczywistą oczywistość", że osoba która nie jest „skazana" (przez Trybunał Stanu) w ogóle nie może być „ułaskawiona". Wniosek taki, lege non distinguente dotyczy osoby skazanej lub oskarżonej w postępowaniu karnym, co dodatkowo wzmacnia argumentację wskazującą, że w pojęciu „prawo łaski" nie mieści się uwalnianie od przyszłej odpowiedzialności osób, które nie zostało skazane za dany czyn.

Zważywszy, że okazany przez prezydenta Dudę akt łaski godzi w elementarne poczucie sprawiedliwości i podważa fundamenty państwa prawa, wypada jedynie trzymać kciuki aby Sąd Okręgowy nie uległ presji większości doktryny prawa konstytucyjnego. Powinien uznać, że akt łaski zastosowany przez Prezydenta wykraczał poza jego prerogatywy, przez co był bezskuteczny. Skutkować to winno odmową umorzenia postępowania karnego i merytorycznym rozpoznaniem apelacji (o ile tylko, wobec ponownego wyboru Mariusza Kamińskiego na posła nie ma potrzeby ponownego uchylenia mu immunitetu, co już jest jednak zupełnie inną kwestią). A nuż w wyniku rozpoznania apelacji sąd w drugiej doszedłby do wniosku, że przestępstwo nie zostało popełnione i uniewinnił oskarżonego. Byłoby to z wielkim pożytkiem dla samego Kamińskiego (który mandat do sprawowania funkcji publicznych wywodziłby wówczas z oceny niezawisłego sądu, a nie z posiadania wpływowych kolegów), ale przede wszystkim dla budowy w Polsce państwa prawa.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA