Zorientowawszy się poniewczasie, że w 100. rocznicę Święto Niepodległości wypada w niedzielę, grupa posłów PiS niezwłocznie wniosła do laski marszałkowskiej projekt wprowadzenia dodatkowego dnia wolnego, aby umożliwić Polakom „godniejsze uczczenie jubileuszu odzyskania niepodległości".

W samym pomyśle, choć dla gospodarki dość kosztownym (projektodawcy mówią o 4 mld zł, a przedsiębiorcy o 6 mld zł), być może nie ma nic złego. Problem jednak w tym, w jaki sposób wprowadza się ów pisany na kolanie projekt w życie.

Wnioskodawcy nie pomyśleli ani o chorych, którzy na ten dzień mieli zaplanowane wizyty u lekarzy (wyjątek dla nich wprowadziła dopiero późniejsza poprawka), ani o osobach, które na 12 listopada miały wyznaczone rozprawy. Co jednak z przedsiębiorcami i pracownikami, którzy na „święty poniedziałek" mieli ustalone plany produkcyjne, dostawy czy spotkania? Im w najbliższym czasie posłowie PiS zgotowali chaos.

Ta ustawa to legislacyjna patologia PiS w pigułce: znienacka pojawiający się projekt, przegłosowywany bez żadnych konsultacji na szybko w nocy i niosący natychmiastowe konsekwencje. To ilustracja niewrażliwości na problemy ciężko pracujących Polaków, którzy teraz na chybcika będą musieli dostosowywać swoje plany do kaprysów władzy. ©?

Marcin Zieliński, Forum Obywatelskiego Rozwoju