fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga: Gersdorf - Morawiecki 1:0

Fotorzepa
Dzisiejsze oświadczenie prof. Małgorzaty Gersdorf, twórczo rozwinięte ustami jej rzecznika sędziego Michała Laskowskiego, przecina spekulacje, że mogłoby dojść do próby szukania rozwiązań kompromisowych wokół Sądu Najwyższego.

Takie spekulacje pojawiły się po nieoczekiwanym spotkaniu z premierem Mateuszem Morawieckim. Oświadczenie, w którym prof. Gersdorf wskazuje, że ów kompromis, to nic więcej jak: konieczność przywrócenia sędziów przymusowo odesłanych w stan spoczynku, respektowanie jej kadencji (która zgodnie z konstytucją kończy się w 2020 r.), a także przywrócenie konstytucyjności KRS, nie pozostawia złudzeń, że jej postawa pozostaje nieugięta i o żadnych rozwiązaniach pośrednich nie może być mowy.

Zresztą, gdyby teoretycznie obóz władzy przystał na warunki prof. Gersdorf, praktycznie zwinąłby całą reformę sądownictwa, którą z takim zapałem forsuje od wielu miesięcy.

Dla obu strony było to spotkanie wysokiego ryzyka. Premier przychodząc do gabinetu Gersdorf niejako autoryzował jej dalszą bytność w fotelu Pierwszego Prezesa SN oraz fakt, że nadal jest właściwą osobą, z którą należy rozmawiać o kształcie sądownictwa. Tymczasem przecież sędzia w stanie spoczynku, nawet były prezes - realnego wpływu na kształt instytucji, którą kierował, już nie ma. To tak, jakby o potencjalnych zmianach w Trybunale Konstytucyjnym rozmawiać z prof. Andrzejem Rzeplińskim, w gabinecie prezes Julii Przyłębskiej.

Premier Morawicki zaryzykował takim krokiem - spójność retoryki obozu prawicy, zgodnie z którą prof. Gersdorf jest na sędziowskiej emeryturze, bo tak stanowi obowiązująca ustawa o SN. Oczywiście również Gersdorf, godząc się na zamknięte spotkanie z premierem, podjęła ryzyko. Naraziła się na krytykę obrońców starego porządku, że próbuje się w tajemnicy układać z władzą łamiącą konstytucję.

Po dzisiejszym oświadczeniu można powiedzieć, że to jednak ona wyszła z tego kontaktu zwycięsko, pokazując swoją bezkompromisowość w relacji z premierem, który przyszedł proponować kompromis. Oczywiście dla premiera Morawieckiego mógłby to być wykalkulowany koszt w rozgrywce z Brukselą. Nie ulega wątpliwości, że Komisja Europejska nie zdecydowała się na skierowanie skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE przeciwko Polsce. Co mogło być pokłosiem wydźwięku tego właśnie spotkania.

A cała reszta, w tym koncepcje zmian w ustawie o SN, które pojawiły się w sensacyjnym tonie w mediach, wydaje się mało realna. Koncepcje te  idą bowiem wbrew logice wydarzeń. Ta nie pozostawia złudzeń: PiS od blisko trzech lat, z żelazną konsekwencją zmierza do celu w sprawie sądownictwa, nie licząc się z kosztami i nie biorąc jeńców. W tym kontekście spekulacje, że mogłoby się to wszystko zmienić, a PiS zgodziłby się na powtórne dopuszczenie do orzekania choćby sędziego Józefa Iwulskiego, który orzekał w stanie wojennym, rozwiązał KRS, i unieważnił wybór nowych sędziów SN można włożyć między bajki.

Czytaj także:

Władza rozważa ustępstwa w sprawie zmian w Sądzie Najwyższym — wynika z informacji Onetu.

Prof. Zoll o spotkaniu premiera z I prezes Sądu Najwyższego: jeśli nie była to tylko wizyta kurtuazyjna, to jest to rzecz nie do zaakceptowania.

Powodem braku decyzji KE o pozwaniu Polski do unijnego Trybunału było podjęcie przez polski rząd zakulisowych rozmów z Brukselą w sprawie sądownictwa - dowiedziało się nieoficjalnie RMF FM.

Premier Mateusz Morawiecki spotkał się w środę z prof. Małgorzatą Gersdorf w siedzibie Sądu Najwyższego.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA