fbTrack

Opinie

LNG to priorytet

Dominik Smyrgała
Fotorzepa, Piotr Nowak now Piotr Nowak
Wobec podpisania przez zachodnie koncerny porozumienia z Gazpromem w sprawie budowy gazociągu Nordstream 2 (czyli dodania dwóch kolejnych nitek do już istniejących, które podwoją przepustowość), sprawa jak najszybszego ukończenia terminalu regazyfikacyjnego LNG w Świnoujścia staje się absolutnie priorytetowa.

Już dziś trzeba jednak szykować rozwiązania prawne, które umożliwią w przyszłości jego sprawne funkcjonowanie. Jednym z najważniejszych aspektów będzie pokrywanie jego kosztów bieżących. Szacuje się, że będą one wynosić między 400 a 500 mln złotych rocznie. Oznacza to, że aby nie odbijały się one za bardzo w cenie końcowej gazu, terminal powinien przyjmować i tłoczyć do polskiego systemu jak najwięcej surowca.

Pojawia się jednak jeszcze jedno pytanie: kto te koszty pokryje? Na razie wygląda na to, że będzie to robiło Polskie LNG, spółka-córka Gaz-Systemu, która oczywiście refakturuje je na firmy sprowadzające surowiec. Tak się składa, że jak dotąd jedynym takim podmiotem jest PGNiG, który ma podpisany słynny kontrakt z Qatargasem, na mniej więcej jedną trzecią mocy przesyłowych gazoportu. Narzut na cenę końcową produktu z tytułu pokrywania kosztów funkcjonowania terminalu będzie bardzo wysoki.

Jednak z drugiej strony, z istnienia terminalu korzystać będą wszyscy - potencjalni konkurenci PGNiG będą mogli sprowadzać własny surowiec, a przede wszystkim poprawi się bezpieczeństwo energetyczne państwa, spadną (bądź co najmniej nie wzrosną) także ceny "błękitnego paliwa" sprowadzanego rurociągami, ponieważ będzie istniało konkurencyjne wejście do systemu.

Co więcej, obciążanie tylko jednego podmiotu kosztami utrzymywania wspólnej infrastruktury z pewnością nie wyraża ducha liberalizacji rynku. Oczywiście wiadomo, że PGNiG ma w tej chwili na krajowym rynku gazownictwa pozycję bliską monopolowi, ale jako jedyny posiada też szczególne, statutowo zapisane zobowiązania w zakresie zapewniania bezpieczeństwa energetycznego państwa, a także cały szereg umów długoterminowych z przeszłości, z kontraktem jamalskim na czele. Można podejrzewać, że żadna prywatna spółka konkurująca z PGNiG nigdy dobrowolnie nie przyjęłaby na siebie tego typu obciążeń.

Stąd też zasadne wydaje się jakieś podzielenie kosztów funkcjonowania terminalu także między pozostałe podmioty, tak jak dzieje się to z inną infrastrukturą, np.. drogowa i elektroenergetyczna państwa, której funkcjonowanie jest pokrywane przez użytkowników z podatków, bądź opłat stanowiących część rachunku końcowego za usługę.

Nie tylko w Polsce kwestia ta była przedmiotem regulacji. Ostatnio głośna dyskusja na ten temat trwa na Litwie, gdzie proponuje się wprowadzenie specjalnego podatku na utrzymanie terminalu LNG w Kłajpedzie. Nieco inne rozwiązanie przyjęto w Chile, gdzie terminal LNG w Quintero jest po prostu spółką joint-venture głównych podmiotów importujących gaz do tego kraju, którzy potem uwzględniają koszty funkcjonowania gazoportu w swoich rachunkach. Z kolei amerykańska Federalna Komisja Regulacyjna ds. Energii opublikowała w 16 kwietnia br. politykę ws. modernizacji infrastruktury gazowej, wchodzącą w życie 1 października br., w której wprost stwierdza, że zezwala operatorom gazociągów i terminali na występowanie o zgodę pobieranie opłat mających pokryć dodatkowe koszty wynikające z tego tytułu. Jak zatem widać, socjalizację kosztów funkcjonowania infrastruktury można uważać za pewien standard. Powinniśmy przyzwyczaić się, że tak jak wszyscy płacimy za "twarde" bezpieczeństwo i usługi publiczne (utrzymywanie policji i wojska, służby porządkowe, itp), powinniśmy też za gwarancję, że nie zabraknie nam energii.

- Dominik Smyrgała, ekspert ds. bezpieczeństwa energetycznego, Collegium Civitas.

Źródło: energianews.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL