fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga o wyborach do Sądu Najwyższego: Źle strzeżona granica padła

Adobe Stock
Głęboko rozczarowująca. Tak definiuję postawę Krajowej Rady Sądownictwa wobec wyborów do Sądu Najwyższego. Jej urobek to 12 rekomendacji do Izby Dyscyplinarnej dla kandydatów w zdecydowanej większości związanych na różne sposoby z władzą. Sześciu prokuratorów podlegających prokuratorowi generalnemu Zbigniewowi Ziobrze to za dużo, aby próbować szukać dla wskazań Rady jakiegoś uzasadnienia, a tym bardziej usprawiedliwienia.

Oczywiście w otwartym naborze nikt nie zabrania startować do SN ludziom, którzy mieli jakieś związki z władzą polityczną. Jeżeli mają wysokie kwalifikacje prawnicze i na tyle mocny system etyczny, aby oderwać się od swych sympatii, kiedy przyjdzie pora, to nic nie powinno stać na przeszkodzie.

W tym przypadku jednak proporcje wyboru, a także skład personalny nie pozostawiają złudzeń: to ludzie z politycznych rekomendacji. A KRS jedynie uwiarygodnia próbę budowania nowych prawniczych elit o sprecyzowanym światopoglądzie. Jak pokazują wyniki głosowań, nikt nawet nie próbował udawać, przekonywać, że może być inaczej. Nie było tu gry pozorów, ale pójście na całość.

Dla KRS był to tymczasem jedyny moment, aby udowodnić, że zaciekli krytycy się mylą, a ich zarzuty o upolitycznieniu są wyssane z palca. Rada straciła tę szansę bezpowrotnie. Politycy PiS też nie mogą już utrzymywać, że to o dobro wymiaru sprawiedliwości, a nie o personalia chodziło.

W Polsce nigdy nie było trójpodziału władzy z twardymi gwarancjami. Albo inaczej: był, ale wyłącznie umowny. Wynikał z bieżących relacji między władzą polityczną i sądowniczą. Konsensus brał się wyłącznie z tego, że politycy nigdy wcześniej nie nosili się z planem totalnego resetu lub nie mieli takiego potencjału jak obecnie. Nie powstrzymywały ich jakieś mityczne konstytucyjne bezpieczniki. Cóż to zresztą były za bezpieczniki, jeżeli można je wymontować bez wysiłku kilkoma zwykłymi ustawami, wywracając Temidę w ciągu dwóch lat do góry nogami. Konstytucja, jeśli chodzi o gwarancje dla władzy sądowniczej, okazała się totalną porażką!

Dziś dążymy do modelu sądownictwa niemieckiego, państwowego. A wybór do SN zaczyna bardziej przypominać plebiscyt do naszego Trybunału Konstytucyjnego, niż do sądu szczelnie odseparowanego od politycznych westchnień i sympatii. Następuje ewidentne złamanie obowiązującego od blisko 30 lat systemu.

Oczywiście można się zastanowić, czy dzisiejsze rekomendacje będą do zaakceptowania dla Andrzeja Dudy. I nie chodzi tu o jego pogląd na reformę sądownictwa, ten jest znany od dawna, ale o niechęć do wypełniania Izby Dyscyplinarnej SN ludźmi ministra Ziobry. Prezydent może ograniczyć to pójście na całość, gdyż rekomendacje KRS nie są dla niego wiążące. Nie ulega wątpliwości jednak, że umowna, systemowo źle strzeżona granica między władzami została przekroczona. Politycy nie tylko trwale weszli na terytorium sądownictwa, ale rozdają na nim karty. Prezydent tego nie zatrzyma. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA