fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Bezpłatna pomoc prawna: zamiast 500+ zwalczmy patologie - komentuje Tomasz Pietryga

Adobe Stock
Z jednej strony państwo tworzy wielostopniowy system szkolenia prawników, częściowo za pieniądze podatników. Pięcioletnie studia, najeżona egzaminami aplikacja, egzamin zawodowy – wszystko po to, aby usługi prawne dla obywateli były jak najwyższej jakości. Z drugiej strony buduje system bezpłatnej pomocy prawnej, w którym potencjał tak wykształconych osób nie jest wykorzystywany.

Co więcej, państwo preferuje w nim organizacje pozarządowe, nie patrząc na to, czy pomoc świadczą ludzie o najwyższych kwalifikacjach.

Oczywiście wszystko ma swoją przyczynę. Korporacje prawnicze przez wiele lat szczelnie blokowały dostęp do swoich profesji. Na szczęście mamy to już za sobą. Wahadło odbiło w drugą stronę. Rynek każdego roku zasilają tysiące absolwentów prawa i tysiące tych, którzy w zgodzie z zasadami napisanymi i nadzorowanymi przez państwo stali się adwokatami czy radcami prawnymi.

W lipcu byłem na ślubowaniu młodych prawników, którzy ukończyli aplikację adwokacką w Rzeszowie. Zdali trudny egzamin i uzyskali wymarzone togi. Było więcej niż stu, dołączyli do tysięcy adwokatów i radców, którzy działają już na Podkarpaciu. Przebicie się na takim rynku będzie bardzo, bardzo trudne. I oczywiście nie chodzi o to, aby państwo miało pomagać tym ludziom jakimś nowym prawniczym 500+. Jeżeli jednak już ingeruje w rynek usług prawniczych, to niech to robi racjonalnie, uwzględniając jego realia.

W systemie pomocy prawnej tak nie jest. Państwo stawia bardziej na organizacje pozarządowe, które mają ją organizować. Na 1500 takich punktów w całej Polsce połowa ma należeć do NGOs, a te w większości nie mają zaplecza prawnego, często korzystają z adwokatów i radców na zasadzie podwykonawstwa, przejmując „jakiś procent" kwot, które otrzymały z budżetu na świadczenie bezpłatnej pomocy. Przyjmując zmiany w systemie pomocy prawnej, ustawodawca musiał zdawać sobie sprawę z patologii na rynku poradnictwa prawnego. Nie reagował jednak. Bez wątpienia trochę w wyniku lobbingu NGOs, ale i niechęci do samorządów prawniczych, bardzo krytycznych wobec reform PiS dotyczących sądownictwa.

Politycy nie pomyśleli jednak, że w tej historii nie chodzi o władze korporacji, bo te w większości mają dobrze prosperujące kancelarie, ale o tysiące dobrze wykształconych młodych prawników, którzy z wojnami na górze nie mają nic wspólnego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA