fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga: Nie czas na kolejną wojnę polsko-polską

AFP
Nie ma dziś większych szans na skuteczne podważenie wyników wyborów. Wszelkie nieprawidłowości powinny być jednak skrupulatnie zbadane.

Poważnej próby podważania wyników niedzielnych wyborów raczej nie będzie. Nie pozwoli na to półmilionowa przewaga głosów Andrzeja Dudy nad Rafałem Trzaskowskim. Niektórzy politycy Platformy Obywatelskiej już zadeklarowali uszanowanie werdyktu wyborców. Skala nieprawidłowości, przynajmniej tych sygnalizowanych do tej pory, nie odbiega też od polskiej normy. Problematyczne okazało się natomiast głosowanie za granicą, zwłaszcza tam, gdzie musiało odbyć się wyłącznie korespondencyjnie. Wyborcy byli uzależnieni nie tylko od sprawności organizacyjnej konsulów, ale też od brytyjskiej, niemieckiej czy amerykańskiej poczty. A pakiety dochodziły w ostatniej chwili. Były też sygnały, że nie trafiały do celu.

Można mnożyć teorie spiskowe, ale również w USA ze względu na ogromną liczbę obywateli mieszkających za granicą w każdych wyborach kilkadziesiąt tysięcy kart przychodzi do komisji już po dniu wyborów i jest nieważnych. Winna jest opieszałość poczty. W Polsce raczej trudno będzie mówić o takiej skali, ale wniosek po niedzielnych wyborach jest klarowny: forma korespondencyjna w wydaniu powszechnym się nie sprawdza. Za dużo elementów musi w niej współgrać. Wydaje się, że w normalnych, niepandemicznych warunkach powinna być zarezerwowana wyłącznie dla niepełnosprawnych.

Inne nieprawidłowości, takie jak brak pieczęci na kartach do głosowania czy incydenty w lokalach wyborczych, to za mało, aby wzruszyć niedzielny wynik. Pamiętajmy, że przed laty protesty w wyborach prezydenckich miały znacznie większą wagę. W 1995 r. do Sądu Najwyższego wpłynęło 600 tys. protestów po kłamstwie

Aleksandra Kwaśniewskiego, który w kampanii podał nieprawdziwe informacje o swoim wykształceniu. I tylko kilku sędziowskich głosów zabrakło, aby unieważnić wybory.

Protest z powodu zaangażowania się mediów publicznych po stronie jednego z kandydatów, podobny do obecnego, miał zaś miejsce w 1990 r., kiedy TVP otwarcie poparła Wałęsę w II turze wyborów. Wtedy sąd uznał, że nie miało to wpływu na ich ostateczny wynik.

Wypada mieć nadzieję, że większych kontrowersji wokół wyborów prezydenckich nie będzie. Po rozgrzanym do granic możliwości sporze wyborczym kwestionowanie wyników doprowadziłoby do jeszcze większej eskalacji społecznych emocji. Wszelkie nieprawidłowości w tych wyborach trzeba oczywiście zweryfikować i wyciągnąć konsekwencje. Nie czas jednak na ich podstawie wzniecać kolejną polsko-polską wojnę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA