fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Bogdan Święczkowski dla Rzeczpospolitej: robiono wszystko, by ułatwić życie przestępcom

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Robiono wszystko, by ułatwić życie przestępcom w białych kołnierzykach – mówi prokurator krajowy Bogdan Święczkowski.

Rz: Ostatnie miesiące to czas gorący dla prokuratury. Połączenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego nastąpiło szybko i bez większych dyskusji czy debat mimo wielu głosów przeciwnych takiemu rozwiązaniu. Uważa pan, że po połączeniu prokuratura będzie sprawniejsza?

Bogdan Święczkowski: Zawsze byłem zwolennikiem tego, by prokuratura była elementem władzy wykonawczej. Bo jeśli to rząd ma ponosić odpowiedzialność za bezpieczeństwo państwa i jego obywateli oraz za porządek publiczny, to musi mieć realny wpływ na jej funkcjonowanie. Przez ostatnie pięć lat prokuratura działała poza klasycznym demokratycznym systemem trójpodziału władzy. A dziś mamy jasność: prokuratura jest częścią władzy wykonawczej i wykonuje zadanie ścigania przestępstw, a także stoi na straży praworządności. Jest bardzo istotnym elementem systemu bezpieczeństwa narodowego.

Połączenie urzędów to dla prokuratury ogrom zmian organizacyjnych. Aż takie były potrzebne?

Polski parlament, uchwalając prawo o prokuraturze, a nie ustawę o prokuraturze, i łącząc urzędy, tak naprawdę podniósł rangę polskiej prokuratury. Prawo to zmieniło priorytety jej działania, ustaliło na nowo zadania, a więc to, czym się powinna zajmować. Ostatnie lata upłynęły głównie na nadzorowaniu pracy innych służb porządku publicznego, a praca śledcza legła w gruzach. Prokuratorów bezpośrednio prowadzących postępowania było naprawdę niewielu. Zresztą ocena pracy prokuratury wciąż trwa. Nie chcę nikogo obrazić, ale wydaje się, że zdecydowanie więcej było nieprawidłowości niż trafnych decyzji.

Oprócz zmian ustrojowych wprowadzono też sporo zmian mniej potrzebnych, np. powołanie prokuratur regionalnych zamiast apelacyjnych. Wielu twierdzi, że chodziło o obsadzenie stanowisk szefów swoimi ludźmi...

Intencją ustawodawcy zapewne była zmiana funkcjonalna w działaniu tej instytucji. Do 2015 r. prokuratury apelacyjne zajmowały się tylko nadzorem i postępowaniami sądowymi, a nie prowadzeniem śledztw. Nikt mnie nie przekona, że było to właściwe i pożądane. Teraz struktura będzie przejrzysta. Prokuratury regionalne staną się centrami ścigania najpoważniejszej przestępczości gospodarczej i skarbowej na szczeblu krajowym, czyli sprawami, w których dochodzi do  wyłudzenia zwrotu podatków, niegospodarności, karuzeli podatkowych itd. Zmienia się zatem ich właściwość. Dostosowano także nazwy poszczególnych szczebli prokuratury do kryterium terytorialnego. Wskazane byłoby, aby takimi nowymi jednostkami kierowali nowi, przygotowani merytorycznie i energiczni szefowie. Nie zapominajmy jednak o najpoważniejszej przestępczości kryminalnej z rozbojami, napadami i zabójstwami. Tą zajmą się m.in. prokuratury okręgowe. Prokuratury rejonowe załatwią pozostałe sprawy, mniej skomplikowane. Nie ukrywam, że jestem  zwolennikiem podobnych zmian w sądownictwie.

Jedną z zalet nowego prawa o prokuraturze było wprowadzenie zasady, że każdy prokurator (w tym funkcyjny) ma swój referat, czyli dostaje sprawy do prowadzenia... Czy już tak się dzieje?

Powoli referaty są przydzielane. Mamy jednak 60 dni na przeprowadzenie najważniejszych zmian, dlatego teraz skupiamy się na sprawach organizacyjnych. Kiedy jednak już cała nowa struktura ruszy, to oczywiście referaty będą już przydzielone. Proszę pamiętać, że ustawa mówi o „prowadzeniu i nadzorowaniu" śledztw. Sprawowanie funkcji nikogo więc nie zwolni z wykonywania czynności prokuratorskich, nawet na szczeblu Prokuratury Krajowej. Ja też nie chciałbym stracić kontaktu z prawdziwą prokuratorską robotą. Zamierzam chodzić do sądu na rozprawy.

Uważa pan, że wycofanie się z procesu kontradyktoryjnego uratuje sądy przed coraz gorszą sprawnością? Wielu twierdzi, że lipcowa reforma nie udała się ze względu na postawę policji i prokuratury, które nie były przygotowane do jej wprowadzenia...

Reforma nie wyszła, bo była sprzeczna z zasadami sprawiedliwości. Ostatnio robiono wszystko, aby ułatwić życie przestępcom w białych kołnierzykach. Zaczęło się to już lata temu sprawą Lex Krauze, kiedy to minister sprawiedliwości na skutek działania lobby różnych środowisk doprowadził do usunięcia przez polski parlament z kodeksu spółek handlowych art. 585, który mówił o działaniach na szkodę spółki. Zmiany z lipca 2015 r. były więc już kolejnym elementem, który miał doprowadzić do depenalizacji zachowań niektórych przestępców. Ale i na tym nie poprzestano. Mamy jeszcze przecież sprawę podwyżki stawek adwokackich i radcowskich – tą sprawą zresztą zajmuje się prokuratura z zawiadomienia Ministerstwa Sprawiedliwości. Lipcowa reforma tworzyła więc system, który miał doprowadzić do tego, by ludzie najbogatsi, których stać na lepszych prawników, mogli skutecznie swoje przestępcze  zachowania legalizować. To nie wszystko. Bo chodziło też o zwykłą przestępczość kryminalną. Rozszerzono działania trybów konsensualnych. W efekcie bogaty sprawca, wpłacając pieniądze, mógł sobie zagwarantować bezkarność. Te przepisy stosowane na większą skalę mogłyby doprowadzić Polskę do powrotu średniowiecza i tak zwanej główszczyzny. Odnoszę wrażenie, że to właśnie pójście na rękę przestępcom było powodem przygotowania zmian. Na pewno nie chodziło o przyspieszenie czy usprawnienie postępowania. Cieszę się więc, że te złe w dużej części przepisy przestają obowiązywać.

Nowelizacja procedury karnej dopuszcza możliwość korzystania z  tzw. owoców zatrutego drzewa, czyli dowodów zdobytych nielegalnie. Wielu karnistów to krytykuje...

W Polsce do 2015 r., a więc do noweli lipcowej, obowiązywała zasada prawdy materialnej i ta zasada działała. Niestety, orzecznictwo polskiego Sądu Najwyższego zmierzało do prawdy formalnej. Jestem krytycznie nastawiony do takich poglądów. Ono utrudniało wyjaśnienie i zakończenie wielu spraw. Obecna nowelizacja umożliwia realizowanie w pełni zasady prawdy materialnej i uniemożliwia eliminację dowodów, dzięki którym może dojść do prawidłowych ustaleń faktycznych i skazania winnego przestępstwa. Brak takiej możliwości mógłby doprowadzić do sytuacji, w której posiadając dowód np. na popełnienie morderstwa, ale uzyskany bez zgody sądu czy po przekroczeniu terminu na tzw. zgodę następczą, nie można by go było wykorzystać i sprawca pozostałby wolny. Tak ma wyglądać demokratyczne państwo prawa? W zasadzie każdy dowód w sprawie powinien być dopuszczany w postępowaniu karnym z urzędu. Oczywiście ocena tego dowodu i tak należy do niezawisłego sądu. Lepiej by jednak było, gdyby sądy, oceniając dowód, kierowały się jego wagą i znaczeniem w konkretnej sprawie, a nie  tym, w jaki sposób został pozyskany. Czym innym jest, jakie materiały mogą być dowodami, i zakazy w tym zakresie pozostały niezmienione w kodeksie postępowania karnego.

Lipcowa nowela wymogła na prokuratorach aktywność na sali rozpraw. Sędziowie potwierdzają, że stali się bardziej aktywni i znają sprawy, na które przyszli. Nie szkoda tego stracić?

W tym zakresie nic się nie zmienia. Tam, gdzie to tylko możliwe, na sprawę ma chodzić prokurator – autor aktu oskarżenia. Wiem, że ocena aktywności prokuratorów nie jest najlepsza. Dużo zależy od samego człowieka, jego osobowości, choć organizacja pracy prokuratury nie jest tu bez znaczenia. Wiele też od przygotowania, szkolenia, praktyk. W ostatnich latach bardzo to zaniedbano. Wstyd przyznać, ale wielu młodych śledczych nie ma pojęcia, jak poprowadzić prawidłowo przesłuchanie, oględziny itd. A przecież to podstawowe czynności. Czego więc można się potem spodziewać od nich przed sądem... Chcemy motywować prokuratorów do dobrej pracy i aktywnej roli. Wprowadziliśmy możliwość nagradzania wyróżniających się śledczych, chcemy promować tych najlepszych, także na sali sądowej. Przygotujemy też specjalne podręczniki z  metodologii prowadzenia poszczególnych typów przestępstw, np. tzw. wyłudzeń VAT-owskich, akcyzowych, oszustw itd. Coś na kształt poradników, by pomóc prokuratorom, którzy mają problem np. z najefektywniejszym pozyskiwaniem dowodów czy informacji. Prokuratura ma przede wszystkim służyć obywatelom. I jej reforma jednak nie wystarczy, jeżeli nie nastąpi reforma polskiego sądownictwa. To jest nie do pomyślenia, żeby w sądach rejonowych sędzia karny sądził sprawy zarówno o gwałty i rozboje, jak i o przejazd bez ważnego biletu oraz przestępstwa karnoskarbowe. Gwarantuję pani, że nie ma w Polsce prawnika, który doskonale znałby trzy kodeksy prawa materialnego i trzy różne procedury. Jeśli to się nie zmieni, poprawy nie będzie. Są sprawy, które nie wymagają nie tylko obecności policji czy prokuratora, ale nawet sędziego. Cieszę się, że pojawiła się w Ministerstwie Sprawiedliwości inicjatywa sędziego ziemskiego czy pokoju, który sądziłby te najdrobniejsze sprawy wykroczeniowe czy cywilne. Mógłby je rozstrzygać np. doświadczony prawnik znany w środowisku lokalnym.

To takie proste?

Tak. Najlepsze są proste rozwiązania. Gorzej jest z pieniędzmi. Muszę powiedzieć, że  budżet prokuratury jest w bardzo złym stanie. Przez lata była traktowana po macoszemu. To ma się zmienić. I od tej zmiany zależy, na ile będziemy sobie mogli pozwolić.

Sędziowie narzekają na zbyt częste zmiany przepisów. Prawdopodobne jest, że jednego dnia na wokandzie mogą mieć  trzy sprawy, z których każdą trzeba prowadzić na innych zasadach. A z powodu źle zastosowanej procedury może być więcej uchyleń wyroków.

Jeśli tak jest, to świadczyć to może tylko o złej organizacji pracy, skoro sędzia wyznacza sobie takie sprawy na jeden dzień. Żenujące są dla mnie publiczne wypowiedzi niektórych sędziów. Nie słyszę od nich żadnych deklaracji dotyczących służenia społeczeństwu, tylko utyskiwania na ich pozycję i status. A jeśli ktoś się zdecydował na taką służbę, to powinien ją godnie pełnić.

Pomówmy chwilkę o zmianach kadrowych. Prokuratorzy z PG zostali zdegradowani do rejonu i okręgu. To odwet?

Pierwszy raz słyszę o degradacjach. W prokuraturze dokonują się zmiany kadrowe, przesunięcia. Ostatnio przeczytałem gdzieś w prasie, że Rubikon został przekroczony w 2010 r. Zdegradowano wtedy kilkudziesięciu prokuratorów. Jeśli teraz dochodzi do zmian, to są przeprowadzane po to, by  równomiernie obciążyć prokuratorów pracą, by wyposażeni także w wiedzę teoretyczną prokuratorzy np. z Prokuratury Generalnej wsparli tych pierwszoliniowych. Każda zmiana kadrowa jest poparta wnioskami prokuratorów regionalnych czy prokuratora krajowego. Jeśli prokuratorzy, którzy przez lata zajmowali się  jedynie nadzorem, wykażą się dobrą, rzetelną pracą, mogą wrócić na najwyższe stanowiska. Ich możliwość awansu nie została przecież ograniczona.

Wierzy pan w apolityczną prokuraturę?

Jest apolityczna. Dużo bardziej niż w latach 2010– 2015. Na jej czele stoi jeden polityk, który za stan bezpieczeństwa państwa będzie rozliczany przez premiera, Sejm i Polaków. Pozostali, łącznie ze mną i innymi zastępcami prokuratora generalnego, to prokuratorzy. Nie dopuszczam nieuprawnionych wpływów politycznych czy biznesowych. W ustawie znalazło się kilka sporych zmian, które mają ograniczyć możliwość wpływania na prokuratorskie decyzje. Przykład? Wydzielono pion przestępczości zorganizowanej na poziom centralny – krajowy, przeniesiono pion najpoważniejszej przestępczości gospodarczej  na poziom regionu. Wszystko po to, by m.in. wyeliminować wpływy lokalne. Bo to przecież nie zawsze grupy nacisku politycznego próbują wpływać na prokuratorów. Może chodzić też o wpływy biznesowe, towarzyskie itd. Niezbędne było także wprowadzenie jawności oświadczeń majątkowych, aby wykazać, że prokurator jest krystaliczny, a jego dochody przejrzyste. Rozumiem obawy niektórych prokuratorów, też miałem takie lęki, bo przecież przed laty, jeszcze w ABW,  walczyłem z mafią, a swoje oświadczenie musiałem upublicznić. Obawy te okazały się płonne. Teraz fakt, że informacje o moim majątku są jawne, uniemożliwia zarzuty co do mojej uczciwości.

—rozmawiała Agata Łukaszewicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA