fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Witold M. Orłowski: tarcza Morawieckiego

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Jeśli w pogodną letnią noc spojrzymy w niebo, możemy dostrzec tuż nad południowym horyzontem grupkę gwiazd.

To Tarcza Sobieskiego, niewielki gwiazdozbiór ochrzczony w roku 1684 na cześć zwycięzcy spod Wiednia przez znanego gdańskiego astronoma i świetnie prosperującego przedsiębiorcę branży browarniczej Jana Heweliusza.

Dziś również wielu polskich przedsiębiorców rozgląda się dokoła, czekając na odsiecz ze strony państwa. I modląc się tylko o to, by obiecana tarcza Morawieckiego nie okazała się zbyt słaba, a przede wszystkim, by na ujrzenie jej nie trzeba było czekać aż do lata. Bo jeśli nawet oferowana przez nasz rząd pomoc wygląda dość skromnie, to i tak w obecnej chwili większym zmartwieniem jest to, czy pomoc zdąży na czas, by uratować zagrożone firmy i zagrożone miejsca pracy.

Nie wiemy jeszcze, jak wielka będzie skala pandemii, która nawiedziła dzisiaj świat. Bardzo mało prawdopodobne, by zatrzymała się na obecnym poziomie, nie wygląda też na to, by miała się skończyć na jednej fali. Na razie daleko jej jeszcze do dwóch pandemii grypy z ostatniego półwiecza (grypy azjatyckiej i Hongkong), na którą zapadły na świecie setki milionów ludzi. Ale kto wie, może jednak skończy się na strachu (oby!).

Nie ma natomiast wątpliwości co do tego, że obecna pandemia okaże się najbardziej kosztowną chorobą w dotychczasowej historii świata. Niesłychanie wysokie straty, które już obecnie ponosi gospodarka, są zapewne tylko skromnym wstępem do tego, co nas czeka w przyszłości, a konsekwencje kryzysu ciągnąć się będą przez wiele lat.

Rządy większości krajów zachodnich odpowiedziały na wybuch pandemii lockdownem – zamknięciem znacznej części gospodarki po to, by maksymalnie ograniczyć kontakty między ludźmi i przerzucanie się wirusa z jednej ofiary na kolejne. To grozi jednak nie tylko spadkiem produkcji, ale również masowymi bankructwami odciętych nagle od znacznej części przychodów firm i ogromnym wzrostem bezrobocia. W USA, gdzie elastyczny rynek pracy natychmiast reaguje na zmiany koniunktury, w ciągu dwóch tygodni do 6 milionów bezrobotnych dołączyło kolejne 10 milionów, podnosząc stopę bezrobocia z najniższych od półwiecza 3,5 proc. do jednego z najwyższych poziomów od czasów Wielkiego Kryzysu.

Rządy uznały jednak, że w takiej sytuacji muszą zapobiec gospodarczej i społecznej katastrofie, wykładając na stół takie pieniądze, jak tylko jest to konieczne. Niemcy już zaoferowały pomoc dla przedsiębiorstw i zatrudnionych w wysokości 20 proc. PKB, USA zaczęły od niższego poziomu 10 proc. PKB, ale już debatują nad jego podwojeniem.

Nasza tarcza wygląda przy tych programach bardzo skromnie – choć padały fantastyczne liczby, rzeczywista skala rządowej pomocy zawiera się między 3 a 6 proc. PKB. Ale nie ma co narzekać. Ważne jest przede wszystkim to, by pomoc zaczęła płynąć. O jej zwiększeniu można dyskutować później. Podobnie jak o tym, skąd wziąć na nią pieniądze. Bo kiedy zapobiegliwi Niemcy oszczędzali publiczne pieniądze na cięższe czasy, myśmy je przez ostatnie lata beztrosko przepuszczali.

Witold M. Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, Akademia Finansów i Biznesu Vistula

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA