fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Paweł Dariusz Wiśniewski: Podatki i covid, czyli make taxes great again

Adobe Stock
Ponad 80 proc. Europejczyków uważa, że potrzebne są lepsze reguły, które pomogą walczyć z unikaniem płacenia podatków. Do tych rozwiązań należy podejść wspólnotowo, bo w pojedynkę nikt nie da rady.

Do niedawna, gdy poznawałem kogoś nowego i zadawano mi pytanie, czym zajmuję się zawodowo, odpowiedź „podatkami" była powodem do wstydu. Ale już nie jest.

Ostatnie pandemiczne miesiące, a zwłaszcza tygodnie – czy to na rodzimym, polskim podwórku czy na poziomie unijnym – pokazały, jak kluczowe dla osiągnięcia politycznych celów są właśnie podatki. Są one teraz bardziej „trendy", niż gdy śpiewali o nich Beatlesi w piosence „Taxman".

Ci, którzy dziś interesują się podatkami, lepiej rozumieją politykę i jej szerszy kontekst, w którym należy umieścić dyskusje i negocjacje polityczne. Podejście do podatków, także ze strony Polski, musi stać się bardziej wspólnotowe, bo tego wymaga konstrukcja gospodarki w dzisiejszych „koronaczasach" i tak możemy znacząco wzmacniać Unię.

Podatek od GAFA czy tylko gafa?

Na krajowym podwórku tzw. podatek od reklam przyćmił wszystkie inne nowe daniny sukcesywnie wprowadzane przez rząd PiS. Protest przeciwko niemu stał się kwintesencją walki o niezależność mediów i praworządność. Mateusz Morawiecki porównał tę „składkę z tytułu reklamy" z pracami, które trwają na poziomie UE czy OECD. I minął się z prawdą. Różnic między tymi rozwiązaniami jest wiele, ale premier je zignorował. To jest tak, jakby ktoś nie widział różnicy między disco Donny Summer a disco polo zespołu Piękni i Młodzi i przekonywał, że „disco to disco".

Podatek przygotowywany na poziomie OECD ma dotyczyć nie tylko firm cyfrowych, ale także innych międzynarodowych gigantów, którzy obecnie łatwo mogą unikać płacenia podatków. Ma on stanowić podstawę dla unijnych regulacji. Prace skupiają się tam na dwóch filarach: pierwszy dotyczy opracowania metody alokacji profitów z podatków, drugi ma ustalić minimalną stawkę podatkową.

Oznacza to, że te nowe standardy najprawdopodobniej nie będą miały na celu obarczenia mediów kolejnymi podatkami, ale skupią się przede wszystkim na sprawiedliwym podziale zysków z danin (istnieje też pomysł rozwiązania nawiązującego do Digital Services Tax i nałożenia na podmioty cyfrowe dodatkowej daniny; o taki typ podatku wnosi Lewica w Sejmie).

Paradoksem jest to, że polski rząd, który walczy w Warszawie z unikaniem podatków, na poziomie OECD zaliczany jest przez unijnych partnerów do hamulcowych prac nad ustaleniem minimalnej stawki. Warszawa walczyła wręcz, by niektóre podmioty były spod tego opodatkowania wyłączone. Ewidentnie coś tu nie gra.

To jednak jeszcze nie koniec nieścisłości, bo proponowany przez rząd polski podatek od reklam najprawdopodobniej nie dotknąłby takich platform jak Amazon. Ten amerykański gigant dynamicznie się rozwija w czasie pandemii i ma coraz większe zyski, bo chętniej robimy zakupy przez internet. To sprawia, że rzeczywiście mógłby „dołożyć się" do walki z epidemią Covid-19 w Polsce poprzez płacenie podatków tu, na miejscu.

Dziwny jest też moment wyjścia z propozycją polskiego podatku reklamowego, który byłby liczony od przychodów, a nie dochodów (zatem firmy mające straty i tak musiałyby go uiścić), podczas gdy mające go płacić media odczuły skutki pandemii, notując mniejsze zyski.

Kolejna różnica między podatkiem proponowanym przez UE a tym, który próbuje się wprowadzić w Polsce? Unijny projekt nie będzie miał na celowniku mediów. Natomiast projekt rządowy w sposób znaczący dotknąłby nie tyle platform cyfrowych, ile mediów tradycyjnych i kina.

Prace w OECD mają zakończyć się do połowy bieżącego roku. W podatkowym światku wciąż głośno o nadziei na nawiązanie lepszej współpracy w tej sprawie z nową administracją USA. Ale nawet gdyby negocjacje w OECD zakończyły się fiaskiem, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i wiceprzewodnicząca Margrethe Vestager już zobowiązały się do przedstawienia propozycji legislacyjnej unijnego podatku cyfrowego jeszcze w tym roku.

Czy premier Morawiecki tak bardzo się śpieszy i ryzykuje fragmentację wspólnego rynku, bo jeszcze w 2019 r. w Warszawie „nasz największy sojusznik", w osobie ówczesnego wiceprezydenta USA Mike'a Pence'a, dziękował mu za rezygnację z wprowadzenia nad Wisłą podatku cyfrowego?

Unijne dramaty podatkowe

Rozważania o podatku cyfrowym wpisują się w szerszą dyskusję dotyczącą polityki Unii Europejskiej. Podatki stały się bowiem jednym z głównych narzędzi służących do osiągania politycznych celów we Wspólnocie. To coś mocno dzieli rodziny polityczne w Parlamencie Europejskim.

Trzej wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej uważają, że ktoś musi pokryć koszty związane z pandemią lub chociaż ich część. Postcovidowa odbudowa europejskiej gospodarki ma bazować na „zazielenianiu" i cyfryzacji Unii. Vestager, która odpowiada właśnie za ową cyfryzację gospodarki, już teraz zaciera ręce na myśl o pracach nad podatkiem cyfrowym.

Ulubieniec polskiego rządu Holender Frans Timmermans, odpowiedziany za Europejski Zielony Ład, już zapowiedział rewizję dyrektywy dotyczącej opodatkowania produktów energetycznych i energii elektrycznej oraz objęcie opodatkowaniem paliw lotniczych. Walczy wraz z silnie wspierającym go Valdisem Dombrovskisem i Parlamentem Europejskim o wprowadzenie opłaty granicznej, która pozwoli na opodatkowanie produktów przemysłu energochłonnego importowanych do UE z krajów nieprzestrzegających tak restrykcyjnych norm środowiskowych jak UE 27.

Valdis Dombrovskis zaś, odpowiedzialny za „gospodarkę, która działa dla ludzi", firmuje m.in. postcovidowe inicjatywy mające ułatwić europejskim firmom działanie na wspólnym rynku poprzez np. rejestrację działalności w całej Unii, rozliczanie się z podatków na wspólnym rynku oraz współpracę pomiędzy krajowymi fiskusami, która utrudni popełnianie przestępstw podatkowych. Rozumie on też, że szczególnie po brexicie należy zrewidować kryteria dotyczące unijnej listy rajów podatkowych. Te wszystkie działania punktuje Parlament Europejski, który stworzył nawet podkomisję ds. podatkowych.

Podatki dzielą politycznie. I tak na przykład Maltańczycy i Szwedzi w grupie Socjaldemokratów są bardzo sceptyczni wobec podatku cyfrowego. Malta to jeden z krajów o największych problemach z przejrzystością podatkową, oferujący tzw. złote wizy dla bogatych obywateli krajów trzecich.

Z kolei Szwecja nie tylko nie jest zwolennikiem „mieszania się" Unii w sprawy podatkowe, ale też nieoficjalnie walczy, by podatek nie uderzył zbyt mocno w jej rodzimego giganta Spotify. Europosłowie z Finlandii, Malty, Cypru czy krajów bałtyckich są z kolei negatywnie nastawieni do opłat za paliwa samolotowe, które uderzą w mobilność ich obywateli.

Nie wiadomo też, jak przy rewizji zasad kwalifikowania jako rajów podatkowych zostaną potraktowane niektóre unijne wyspy i zamorskie terytoria. O wiele łatwiej będzie można natomiast skierować działania UE na terytoria zamorskie i zależne Wielkiej Brytanii, jak Jersey czy Wyspa Man.

Holandia, Luksemburg, Malta, Irlandia i Cypr zawsze podejrzliwie spoglądają na reformy podatkowe. Holandia nieoficjalnie wspominała już nawet, że jeżeli podatek cyfrowy wejdzie w życie, nie chciałaby, aby był to środek własny UE, trafiający bezpośrednio do budżetu unijnego, a nie do fiskusów narodowych.

Sęk w tym, że podatki są prerogatywą narodową i w ich przypadku obowiązuje jednomyślność. Tak jak Polska i Węgry trzymały w szachu dalsze prace nad instrumentem Next Generation EU, tak w przypadku podatku cyfrowego jeden kraj może blokować przyjęcie reform podatkowych, które będą niekorzystne dla tego państwa bądź jego przedsiębiorców.

Zawetowanie reform podatkowych jest w tej chwili zbyt proste – może to uczynić każdy kraj członkowski, z byle powodu. Z tej przyczyny Parlament Europejski coraz bardziej liczy na to, że Komisja Europejska będzie publikowała swoje propozycje podatkowe w ramach art. 116 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który umożliwia prace nad wnioskiem w ramach zwykłej procedury ustawodawczej w celu skorygowania zakłóceń konkurencji na jednolitym rynku.

By UE nie była za silna?

Nie podejrzewam, by było to działanie celowe, ale niestety, aktualna polityka polskiego rządu dotycząca podatku od reklam wpisuje się w dalszą politykę osłabiania UE. Parlament Europejski kilkakrotnie apelował, by podatek cyfrowy stał się jednym ze środków własnych UE. Obecnie należą do nich wpłaty krajów członkowskich bazujące na wysokości dochodu narodowego brutto, wpłaty bazujące na narodowym VAT i tradycyjne środki własne (głównie opłaty celne, które państwa członkowskie zbierają w imieniu UE). Pierwszym nowym środkiem własnym, na który zgodził się polski rząd, będzie tzw. podatek od plastiku.

Podatek cyfrowy, tak jak wspomniany wcześniej graniczny (tzw. carbon border adjustment mechanism) czy zrewidowany ETS miałyby być kolejnymi źródłami środków własnych Unii Europejskiej. Tymczasem pewne jest, że różnice między wieloma typami podatków cyfrowych oraz fakt, że dany przychód nie trafi już bezpośrednio na konto danego państwa, będą hamowały chęć uwspólnotowienia dochodów.

Zbyt mało osób zwraca uwagę na to, jak ważne dla działania UE jest znalezienie nowych dochodów własnych. Byłyby one kolejnym krokiem ku stworzeniu prawdziwej unii fiskalnej, która wydaje się być kluczowa w kontekście programu Next Generation EU. Ponadto wydaje się, że kolejnym trudnym krokiem byłaby rewizja zasad podejmowania decyzji podatkowych i ustanowienie swoistego ministra finansów UE.

A jak sprawa wygląda z perspektywy naszego podwórka? W kontekście unii fiskalnej musimy zacząć lepiej współpracować w ramach UE. W sprawach podatkowych, dla dobra dalszej integracji, powinniśmy wesprzeć zwiększenie koszyka zasobów własnych UE. Ponadto najwyższy czas rozpocząć ogólnopolską merytoryczną dyskusję o dołączeniu Polski do strefy euro. To ważne nie tylko z perspektywy gospodarczej, ale także geopolitycznej. Ten pociąg odjeżdża, a bez dalszej zarówno gospodarczej, jak i monetarnej integracji zostaniemy na peryferiach Wspólnoty w tych nieciekawych, postpandemicznych czasach. No, chyba że właśnie tego chcą rządzący?

Podatki, głupcze!

To między innymi ze względu na wybuch pandemii podatki stały się kluczową kwestią, która będzie miała olbrzymi wpływ nie tylko na sprawy fiskalne w Polsce. Jak pokazały ostatnie dni, może stać się narzędziem do atakowania wolnych mediów i dalszego komplikowania naszych relacji z UE.

W Unii Europejskiej podatki będą kluczowym czynnikiem decydującym o przyszłości współpracy na poziomie Wspólnoty. Unikaniem podatków interesuje się już nie tylko polityka, ale nawet popkultura (opowiada o tym film „Pralnia" z Meryl Streep i Garym Oldmanem, a tabloidy piszą o Bono i Shakirze chcących wykorzystać dziury w prawie podatkowym). Ponad 80 proc. Europejczyków uważa, że potrzebne są nowe, lepsze reguły, które pomogą walczyć z unikaniem płacenia podatków i ułatwić walkę z rajami podatkowymi. Do tych rozwiązań należy podejść wspólnotowo, bo w pojedynkę nikt nie da rady skutecznie walczyć z nadużyciami podatkowymi.

Teraz podatki nie mogą być już postrzegane jako temat dla nudziarzy, bo dzięki nim możemy lepiej zrozumieć otaczającą nas polityczną i gospodarczą rzeczywistość. Jak do tego doszło? Nie wiem!... ale, jak śpiewał Bob Dylan: „The Times They Are a-Changin"...

Autor jest doradcą

w Parlamencie Europejskim

i doktorantem w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA