Opinie

Czystki bez precedensu - wymianę prezesów sądów komentuje Tomasz Pietryga

Tomasz Pietryga
Fotorzepa, Waldemar Kompala
Wczoraj do dziennikarzy prawnych „Rzeczpospolitej" trafiła tajemnicza przesyłka ze stemplem Ministerstwa Sprawiedliwości. Po otwarciu koperty przeżyliśmy szok. Był w niej wydany na kredowym papierze kolorowy folder z fotografią Zbigniewa Ziobry. Broszura, zatytułowana „Dwa lata dobrych zmian w Ministerstwie Sprawiedliwości", naszpikowany jest tabloidowymi opisami sukcesów. A pieczęcie na stronach informują czytelnika: „Zrobione!", „Robimy!", „Spektakularne sukcesy", „Pionierskie pomysły"...

Tych, oczywiście, jest bez liku: walka z wyłudzeniami VAT, pedofilią, zabieraniem dzieci, dziką reprywatyzacją. Jest też strona „Uczciwi i profesjonalni sędziowie", mówiąca o jawnych oświadczeniach majątkowych, asesorach. Ani słowa za to o operacji wymiany kadry zarządzającej, która jak tsunami przeszła przez polską Temidę. Operacji, której zasadniczy etap ma zakończyć się w najbliższy piątek, a z punktu widzenia MS jest przecież sukcesem.

Ustawa, która dawała Ziobrze nadzwyczajne uprawnienia do wymiany kadr, była jedyną, której nie zawetował w lipcu zeszłego roku prezydent Andrzej Duda. Podczas wielkiej burzy, jaka rozpętała się latem wokół reform Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa, ta nowelizacja przeszła wręcz niezauważona.

Dziś można powiedzieć, że była to najważniejsza z reform. Dała bowiem MS nieograniczony wpływ na obsadę prezesów i wiceprezesów we wszystkich sądach powszechnych. Ziobro wykorzystał swoje uprawnienia, z żelazną konsekwencją wymieniając blisko jedną piątą kadry zarządzającej całej Temidy (129 prezesów i wiceprezesów).

To operacja bez precedensu. A chodziło w niej nie tylko o wprowadzenie do sądów lepszych prezesów, ale i o zabezpieczenie wdrażania kolejnych reform, które PiS planuje w tym roku. Ziobro obawiał się, że skonfliktowani, wrogo nastawieni prezesi łatwo rozmontują każdą kolejną reformę na etapie jej wdrażania lub będą stosować obstrukcję przy okazji przesunięć kadrowych. Dobrze ma w pamięci lekcję sprzed 11 lat, kiedy to niechętne mu środowisko sędziowskie zatopiło bardzo ambitny projekt sądów 24-godzinnych.

Dziś, czyszcząc prezesowskie stołki nie tylko z nieudaczników, ale też buntowników i nieprawomyślnych, Ziobro gwarantuje sobie, że podobna historia się nie powtórzy. Zaufani prezesi, rekrutujący się ze stowarzyszenia Iustitia i spośród sędziów delegowanych do MS, pewnie nie będą mu rzucać kłód pod nogi. To jednak wcale nie gwarantuje ministrowi sukcesu.

Zdaje sobie on przecież sprawę , że kryterium fachowości przy nowych wskazaniach na prezesów nie zawsze było decydujące, a wybuchające na tym tle konflikty wewnątrz sądów będą jak kropla drążąca skałę. Może właśnie dlatego czystki kadrowe w sądach nie trafiły do kolorowego folderu ze stemplem „Zrobione!", gdyż tlące się w nich konflikty mogą się okazać bardzo groźne.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL