fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Witold M. Orłowski: Czarny scenariusz covidowy

Fotorzepa, Robert Gardziński
W informacyjnym chaosie, jaki panuje w sprawie pandemii, na pierwsze miejsce od kilku dni wybiła się afera z 200 zaszczepionymi poza kolejnością artystami i biznesmenami.

Afera spełnia wszystkie wymogi idealnego newsa początku trzeciej dekady XXI w.: jest soczysta, każdy dobrze rozumie, o co w niej chodzi, jest odpowiednio kompromitująca dla osób w nią zamieszanych, daje internetowym hejterom wymarzoną okazję do obrzucania ich wyzwiskami, świetnie poprawia humory, odwracając uwagę od spraw znacznie ważniejszych. Blednie przy niej szturm wyznawców Donalda Trumpa na Kapitol.

Nie chcę oczywiście nikomu psuć zabawy z 200 zaszczepionymi, zwłaszcza że zgadzam się, iż sprawa jest kompromitująca. Ale naprawdę wydaje mi się, że są sprawy znacznie ważniejsze, o których mówi się mało, albo wcale.

Przedstawiciele rządu od miesiąca uderzają w radosne tony, zapewniając nas, że szczepionka to bliski koniec pandemii i kłopotów. Bo przecież jesteśmy (podobno) gotowi zaszczepić w ciągu pierwszego kwartału nawet 3 mln osób!

No tak, tylko że epidemiolodzy zgodnie twierdzą, że aby zdusić pandemię, musimy zaszczepić nie 3 mln, ale co najmniej 20 mln Polaków. Wniosek jest prosty: nawet jeśli w pierwszym kwartale z nadwyżką zrealizujemy nasze plany szczepieniowe, to i tak na przełomie zimy i wiosny (w okresie, który wirusy uwielbiają), prawdopodobnie będziemy mieli w Polsce silną, trzecią falę pandemii. I trzeba się na nią jak najlepiej przygotować, zamiast pleść androny o bliskim już „silnym odbiciu" w gospodarce.

A może trzecią falę pandemii da się wytrzymać bez kolejnego, potężnego lockdownu? Proszę, nie żartujmy z poważnych problemów. O skali obostrzeń w gospodarce w Polsce, tak jak w innych krajach Europy, decyduje to, jak wielu mamy w danym momencie chorych, w porównaniu z liczbą respiratorów i łóżek na oddziałach intensywnej opieki. Najczarniejszy koszmar to powtórka katastrofy sprzed roku z północnych Włoch i Hiszpanii, czyli sytuacja, gdy system ochrony zdrowia załamuje się pod naporem liczby chorych na Covid i nie jest w stanie udzielić pomocy wszystkim potrzebującym. To nam, niestety, prawdopodobnie może zagrozić, bo już obecnie wydaje się, że szpitale pracują blisko granic wydolności. Startujemy więc z bardzo niebezpiecznego poziomu, a silny wzrost zachorowań w czasie trzeciej fali może prowadzić do epidemiologicznej katastrofy. Jeśli do tego dojdzie, wyjście będzie tylko jedno: pełny lockdown, zamrożenie działalności gospodarczej poza najbardziej niezbędną do życia, paraliż transportu, zakaz podróży.

Może nie być aż tak źle. Ale rząd musi być gotów i na taki właśnie czarny scenariusz. I już obecnie intensywnie przygotowywać zarówno plany awaryjne dla służby zdrowia, jak i starannie przemyślane plany działań służących ograniczeniu rozprzestrzeniania się epidemii. Działań podejmowanych z wyprzedzeniem (a nie wtedy, kiedy mleko się już rozleje) i wiążących się z jak najniższym kosztem gospodarczym. Jak do tej pory zamiast takich planowych działań mieliśmy decyzje niespójne, podejmowane chaotycznie i nieudolnie, bardziej kosztowne, niż było to niezbędne, zazwyczaj spóźnione. Najwyższy czas wziąć się do intensywnej pracy, a nie liczyć na cud.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA