fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Nieznana strona stereotypów - Anna Wojda o dyskryminacji płacowej kobiet

Anna Wojda
rp.pl
Wynagrodzenie nie powinno być powiązane z płcią, lecz z kompetencjami, doświadczeniem i wykształceniem. Wszyscy byśmy sobie tego życzyli w idealnym świecie. Niestety nie żyjemy w takim, dlatego zdarza się, w zależności od firmy czy instytucji, że występują większe lub mniejsze różnice w wysokości płac kobiet i mężczyzn.

Pierwsze skojarzenie, gdy coś takiego słyszymy: jak nic dyskryminacja ze względu na płeć (której zresztą zabraniają przepisy). Drugie to stereotypy o roli kobiet i mężczyzn. I właśnie stereotypom chcę poświęcić nieco więcej uwagi.

To prawda, że kobiety są słabsze (w sensie fizycznym – dlatego nie decydują się na pracę w kopalniach, na budowach itp.). Podobno są bardziej wrażliwe (rzeczywiście mamy zdecydowanie więcej pielęgniarek niż pielęgniarzy, przedszkolanek, opiekunek itp.). Pracowite (z tym też trzeba się zgodzić, zwłaszcza gdy próbują godzić obowiązki służbowe z domowymi). Lepiej wykształcone (być może, podobno dziewczynki chętniej się uczą). Konkretne i prostolinijne (może mam szczęście na takie trafiać, ale potwierdzam: potrafią podejmować decyzje). Bardziej poświęcają się rodzinie (trudno z tym dyskutować, to kobiety zachodzą w ciążę, rodzą dzieci, potem się nimi opiekują, korzystają z urlopów macierzyńskich, wychowawczych, to one częściej biorą wolne z powodu choroby dziecka, to one biegną do przedszkola, by obejrzeć przedstawienie, w którym synek lub córka występują itp. itp.). Mają doświadczenie tak samo bogate jak mężczyźni (fakt, ich CV potrafi być imponujące i robi wrażenie na niejednym mężczyźnie, wiele z nich jednak wtedy, gdy ich koledzy pracowali i zdobywali doświadczenie, spędzało czas w domu z dziećmi).

Dlatego zatem są gorzej wynagradzane przez pracodawców?

Czytaj także:

Niższe płace kobiet biją w mężczyzn

Kobiety w rządzie dyskryminowane? Zarabiają dużo gorzej

Dyskryminacja w rządzie PiS: Premier oszczędza na urzędniczkach

Jeden z argumentów jest taki, że męski świat biznesu i polityki skutecznie je blokuje. Czyżby? Znam wiele kobiet, które zrobiły kariery i awansowały, bo były kompetentne, miały odpowiednie doświadczenie itp. Są prezesami, szefami, dyrektorami, członkami zarządów. Często kierują dużymi zespołami.

Inny powód mający potwierdzać różnice płacowe: stereotypy pokutujące w naszym społeczeństwie. A kto powiedział, że to kobieta ma się zajmować dziećmi? Jeśli sama się na to zdecydowała i spędziła wiele miesięcy lub lat z dzieckiem w domu, nie powinna mieć pretensji, że nie jest oceniana (i doceniana) tak dobrze jak jej koledzy z zespołu, którzy w tym czasie zajmowali się często skomplikowanymi projektami, zostawali w pracy po godzinach itp. Korzystanie ze zwolnień lekarskich, urlopów macierzyńskich i rodzicielskich, praca na część etatu – to wszystko nie pozostaje bez wpływu na czas i staż pracy, co pośrednio przekłada się też na wysokość wynagrodzeń.

I jeszcze jeden, rzekomy element dyskryminacji i przejaw stereotypów: to kobieta ma gotować i zajmować się przygotowywaniem świąt. A kto to ustalił? Czy przypadkiem nie same kobiety? Przecierałam ze zdziwienia oczy, gdy przeczytałam w tekście Anity Błaszczak („Niższe płace kobiet biją w mężczyzn”), że menedżer, która jako jedyna kobieta weszła do rady nadzorczej znanej firmy, uważała, że nietaktem jest doroczne spotkanie firmowe w wigilię w południe, bo nikt z członków rady nie bierze pod uwagę udziału w przygotowaniu świąt. Jeśli kobiety mają nie być dyskryminowane w płacach, dlaczego tak jawnie domagają się dyskryminacji ze względu na podział obowiązków domowych? Dlaczego szef ma płacić tyle samo kobiecie i mężczyźnie, a jednocześnie planując firmowe spotkania brać pod uwagę kalendarz świąt, zakładając, że zatrudniona może być bardziej zainteresowana lepieniem pierogów niż podsumowaniem roku w firmie?

Rzeczywiście potrzebna jest zmiana kulturowa. Powinna zacząć się od samych kobiet: od tego, jak widzą siebie w pracy, w domu i w społeczeństwie. Może zamiast żądać idiotycznych przepisów prawa pracy, zacznijcie, drogie panie, lepiej wychowywać swoje dzieci - w duchu poszanowania dla kobiet i zrozumienia ich zalet. Bo łatwo cały czas wymagać, a jednocześnie mało z siebie dawać. W końcu to my, matki, wychowujemy mężczyzn, z którymi będą pracować inne kobiety i którzy być może będą je oceniać. Wychowujemy również córki, które potem będą ustalały podział obowiązków we własnej rodzinie. Trzeba nauczyć synów i córki szacunku, respektowania przestrzeni innego człowieka, uczciwości i prawości. Nie są to wartości zarezerwowane dla kobiet. Muszą dotyczyć każdego człowieka. Potrzeba równego traktowania nie dotyczy jedynie kobiet. Odnosi się także do słabszych, biedniejszych czy w jakikolwiek inny sposób wykluczonych.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA