Publicystyka

O. Maciej Zięba: Dlaczego się „odjaniepawla”

Fotorzepa, Piotr Guzik
Ten slangowy neologizm oznacza, że generacja młodych Polaków jest zmęczona przesytem obchodów i obiektów im. Jana Pawła II.

Młodzież zawsze jest wyczulona na wszelkie formy sztuczności, fasadowości czy hipokryzji starszego pokolenia. Dlatego papież może stać się Wielkim Nieobecnym zamkniętym w starannie opieczętowanym panteonie Wielkich Polaków – pisze dominikanin.

W piątek mija 98. rocznica urodzin Karola Wojtyły – największego Polaka w historii. Jedynego naszego rodaka, który realnie, w znaczący i pozytywny sposób wpłynął na losy całego globu; jednego z najważniejszych autorów obecnej polskiej niepodległości. W Kościele, ten biskup „pochodzący z dalekiego kraju”, dokonał wielu historycznych przełomów, a jego nauczanie jest obecnie studiowane na uczelniach całego świata.

Dlaczego więc w ubiegłym roku wśród polskiej młodzieży karierę zrobiło słowo „odjaniepawlać”, które acz nie ma wydźwięku bluźnierczego, czy stricte antyklerykalnego, to posiada wyraźnie pejoratywne znaczenie? „Odjaniepawlać” oznacza bowiem robić rzeczy bez sensu, rzeczy, które wywołują szok, są dziwaczne i niekiedy utrudniają innym życie.

Niestety, jest to słowo oskarżenie. Oskarżenie całego świata dorosłych: rządów i samorządów, kleru – od biskupów po wikarych i katechetów (w tej grupie zapewne wina jest największa), nauczycieli i pracowników mediów, polityków i wszystkich katolickich zrzeszeń i organizacji.

Owszem, można replikować – nie warto się tym nadmiernie przejmować. Nie jest to cała młodzież, zresztą młodzi od zawsze buntują się wobec świata dorosłych, często bywają jednostronni w sądach i umieją je złośliwie wyrażać. To prawda. Ale trzeba też zarazem pamiętać, że młodzież zawsze jest wyczulona na wszelkie formy sztuczności, fasadowości czy hipokryzji, niezmiernie inteligentnie wyczuwa rozbieżność pomiędzy warstwą słów i deklaracji a realiami życia.

Ten slangowy młodzieżowy neologizm oznacza, że generacja młodych Polaków jest zmęczona ilością obchodów rocznic, akademii, prelekcji, uroczystości, monumentów, rond, ulic, alei, bulwarów, mostów, kładek, szpitali, przychodni, żłobków, przedszkoli, szkół, ośrodków, szlaków górskich, wodnych oraz lądowych im. Jana Pawła II.

Na taki przesyt zawsze reaguje się ironią.

Ten neologizm oznacza również, że spora część młodzieży uważa, że o Janie Pawle II i jego dziele uczono ich metodą prof. Bladaczki z Ferdydurke, który w taki sposób ukazywał wielkość poezji Juliusza Słowackiego: „Dlaczego kochamy? Bo był wielkim poetą. Wielkim poetą był! Nieroby, nieuki, mówię wam przecież spokojnie, wbijcie to sobie dobrze w głowy – a więc jeszcze raz powtórzę, proszę panów: wielki poeta, Juliusz Słowacki, wielki poeta, kochamy Juliusza Słowackiego i zachwycamy się jego poezjami, gdyż był on wielkim poetą”.

Nie potrzeba pomników

Z pewną dozą arbitralności można powiedzieć, że ludzie po 60. roku życia to generacja Polaków (ok. 6 mln osób), która świadomie pamięta cały pontyfikat Jana Pawła II, a ludzie młodsi, lecz powyżej trzydziestki (15 mln) mieli możność świadomego, osobistego spotkania z papieżem podczas jego pielgrzymek, audiencji, dni młodzieży etc. Ale jeszcze od nich młodsi Polacy (17 mln) w chwili ostatniej wielkiej pielgrzymki papieża do ojczyzny mogli mieć co najwyżej dziesięć lat i najstarsi z nich pamiętają już tylko chorobę oraz odchodzenie Jana Pawła II. Dzisiejsi maturzyści (to w ich generacji stworzono neologizm „odjaniepawlać”) w chwili śmierci papieża rozpoczynali naukę w szkole podstawowej.

Prowadzone systematycznie badania opinii publicznej są jednak nadal zadziwiająco stabilne. Przez cały czas ogromna większość społeczeństwa uważa Jana Pawła II za wielki duchowy i moralny autorytet (uważa tak nawet dwie trzecie z tych respondentów, którzy deklarują się jako niewierzący).

Jednakże – ze zrozumiałych względów – grupa świadków pontyfikatu z każdym rokiem będzie malała, a grupa młodych ludzi uważających ten pontyfikat za coraz bardziej zamierzchłą, minioną historię będzie coraz liczniejsza

Z powyższego można wyciągnąć trzy wnioski.

Po pierwsze, jeżeli chce się młodszej generacji w sposób twórczy przekazać wizję i nauczanie Jana Pawła II o Kościele, Polsce oraz świecie, to czas nagli. Za dziesięć lat pokolenie świadków pontyfikatu straci możliwość społecznego oddziaływania, a pokolenie, które już nie poznało papieża, będzie dominowało i odpowiadało za kształt życia chrześcijańskiego oraz społecznego w Polsce.

Po drugie, należy w istotny sposób zmienić sposób narracji o papieżu i jego dokonaniach. Metoda prof. Bladaczki skutkuje coraz powszechniejszym „odjaniepawlaniem się” młodej generacji. Pamiętam, jak w 1998 r., rozmawiając wraz z abpem Gocłowskim o idei Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia, usłyszeliśmy od Jana Pawła II: „Nie potrzeba pomników, trzeba docierać do serc”. Trzeba więc docierać do serc i umysłów młodej generacji, nie tylko znacznie częściej używając jej środków komunikowania się pomiędzy sobą, ale ukazując dzieło papieża jako twórczą inspirację do rozwiązywania dzisiejszych problemów i poszerzające horyzonty w naszym myśleniu o przyszłości.

Po trzecie, nadchodzą ostatnie lata, kiedy w sposób twórczy można wykorzystać dobre energie zapisane w sercach pokolenia znającego pontyfikat, które nazywam „pokoleniem daru oraz długu”. Żadna inna postać historyczna czy współczesna, żadne inne wydarzenie z najnowszej lub dalszej historii, nie jest – w niewielkiej choćby części – tak głęboko egzystencjalnie wpisane w świadomość Polaków, jak pontyfikat Jana Pawła II.

Mosty nad rzekami krwi

To jest wielki i realny potencjał wykorzystywany dziś w niewielkim stopniu. A przecież w setkach tysięcy naszych domów wiszą na ścianie fotografie dokumentujące spotkania domowników z papieżem. W połowie polskich rodzin – jak pokazują badania – nadal często rozmawia się o papieżu. Ci ludzie z chęcią spłaciliby choć cząsteczkę długu zaciągniętego wobec Pana Historii za dar spotkania z Janem Pawłem II. Potrzeba jednak wspólnego impulsu wyzwalającego tę dobrą energię.

Spójrzmy na naszą teraźniejszość – na tę część półpełnej szklanki, która jest pusta. Socjologowie mówią o „pełzającej sekularyzacji”, a tezę tę popierają konkretne liczby. Biskupi przestrzegają przed rozpowszechnianiem się różnych form nacjonalizmu dolepianych do ewangelicznego orędzia, a także przed ezoteryzmem i pentakostalizacją (ucharyzmatycznieniem – red.) wiary, które absolutyzują indywidualne doświadczenie połączone z nieznajomością Tradycji i ignorowaniem Magisterium.

Piszą też o ogromnych podziałach w społeczeństwie, które jeszcze nigdy w III RP nie było tak głęboko skłócone i nasycone wzajemną wrogością. Nasze relacje z sąsiadami oraz ze społecznością żydowską także są bardzo nadwyrężone.

Każdy, kto choć trochę zna nauczanie Jana Pawła II, wie, że jego magisterum pontificium stanowi szansę twórczego i nośnego społecznie szukania odpowiedzi na te wyzwania. Jest w nim mądry opis chrześcijańskiej rzeczywistości, głęboka wizja Kościoła, jest też – poświadczony życiem – żarliwy patriotyzm. I aż wstyd przypominać, że wobec wszelkich podziałów, tak między Polakami, jak i w relacjach z Ukraińcami, Żydami, Niemcami czy Litwinami Jan Paweł II jest wielkim budowniczym mostów. Nawet wobec najtrudniejszych historycznych doświadczeń. Jak powiedział dyrektor Yad Vashem: „Jan Paweł II buduje mosty nad rzekami krwi”.

Modlitwa na dzisiaj

Niedługo okrągły jubileusz stulecia urodzin Karola Wojtyły. Niewiele później obchodzić będziemy dziesięciolecie kanonizacji (2024), potem 20. rocznica śmierci (2025) i wreszcie w 2028 r. minie półwiecze od wyboru metropolity krakowskiego na Stolicę Piotrową. Każda z tych rocznic będzie okazją do sesji, akademii, fet i innych solennych uroczystości świeckich oraz religijnych. A rok 2020 z pewnością najwyższe władze państwowe i kościelne, a także samorządy oraz liczne organizacje ogłoszą rokiem Jana Pawła II, Poczta Polska wyda serię znaczków, NBP wydrukuje nowy banknot o wysokim nominale, znacznie wzrośnie liczba popiersi i statui papieża

Nie jestem ex definitione przeciwnikiem takich działań. To jednak, czego się poważnie obawiam, to faktu, że będą to uroczystości akcydentalne, zewnętrzne i nieskoordynowane, że starsza generacja zadowoli się poczuciem „dobrze spełnionego obowiązku”, młodsi, przymuszani do udziału w uroczystościach, wymyślą kolejny pejoratywny neologizm, a Jan Paweł II stanie się Wielkim Nieobecnym zamknięty w starannie opieczętowanym panteonie Wielkich Polaków.

Nasz kraj stoi przed poważnymi problemami wewnętrznymi i międzynarodowymi. Przyszłość świata nie rysuje się w jasnych barwach. Kościół w Polsce też stawia czoło bardzo poważnym wyzwaniom. To, czego potrzebujemy, to szerszego i długofalowego planu odnowy duchowej i odbudowy polifonicznej wspólnoty. Stworzenia wspólnej okazji do wyzwolenia pokładów dobrej energii w sercach milionów Polaków.

Wymaga to modlitwy, pogłębienia formacji i nowych, rozlicznych społecznych zaangażowań. Mnie i wielu przyjaciołom promującym nauczania Jana Pawła II marzy się nowenna „Niech zstąpi Duch Twój…” spięta klamrą rocznic 2020–2028, ale można też przygotować inny wariant rozpisany na krótszy okres, choćby rozpoczynający się w 100. rocznicę urodzin, a kończący się w rocznicę beatyfikacji czy śmierci Jana Pawła II. Takie Quadriennium też byłoby piękne.

Najważniejsze, by powstał skoordynowany, wielowątkowy plan inspirowany nauczaniem Jana Pawła II, pozwalający dotrzeć do ludzkich serc. Dlatego tak ważne byłoby zaangażowanie Episkopatu, gdyż, po pierwsze, biskup to specjalne teologiczne miejsce w strukturze Kościoła, po drugie, bo tylko episkopat może sprawić, by program duszpasterski dotarł do wszystkich polskich parafii.

Przed 20 laty pisał do mnie Jan Paweł II: „Czy Polacy wyciągną nieodzowne wnioski w stosunku do przyszłości? Czy potrafią się zmobilizować pod kątem Tertio Millennio? Modlił się kiedyś Wyspiański słowami Konrada w »Wyzwoleniu«: »Jest tyle sił w narodzie, jest tyle mnogo ludzi. Niechże w nie Duch Twój wstąpi i śpiące niech pobudzi…«. Chyba jest to modlitwa także na dzisiaj”.

Tak, to jest modlitwa także na dzisiaj.

Autor jest fizykiem, teologiem i filozofem. W latach 1973–1981 związany z opozycją demokratyczną. W 1981 roku wstąpił do zakonu. W latach 1998–2006 był prowincjałem Polskiej Prowincji Dominikanów, a w latach 2007–2010 dyrektorem Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL