fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie Zdrowie

Czeka nas wirtualna medycyna

Adobe stock
Wizyta u lekarza ze szczegółowym wywiadem, zbadaniem chorego, odpowiednią edukacją i pisemną instrukcją dalszego postępowania stanie się trudno dostępnym luksusem

Jeszcze nie tak dawno lekarze zażarcie bronili się przed powszechnymi e-zwolnieniami i e-receptami, do ostatniej chwili próbując odwlec ich wprowadzenie. Samorząd lekarski grzmiał jak szkodliwe przyniesie to skutki wyrzucając z rynku emerytowanych lekarzy, co przy brakach kadrowych pogłębi kryzys w służbie zdrowia. Resort zdrowia szybko jednak odtrąbił sukces donosząc, że najstarszy lekarz, który wystawił e-receptę miał 92 lata. Po wybuchu pandemii okazało się jak zbawienne były to działania, umożliwiające pomoc medyczną starszym chorym, bez konieczności opuszczenia izolacji domowej, jazdy komunikacją publiczną i oczekiwania w poczekalniach wśród chorych, być może także na COVID-19. Bardzo chętnie korzystali z porady telefonicznej także młodzi ludzie uzyskując recepty drogą elektroniczną, podobnie jak to czynią z innymi sprawami. Zalety tej formy pracy szybko również dostrzegli lekarze, szczególnie ci, którzy obawiali się zakażenia SARS-Cov-2.

W miarę odmrażania gospodarki okazało się, że powrót sektora zdrowia do normalnego trybu nie jest tak dynamiczny jak można by oczekiwać. Przepisy, które jeszcze nie tak dawno uniemożliwiały wydanie orzeczenia, czy przepisanie leków, bez zbadania chorego zostały zmienione i teleporada została prawnie usankcjonowana. Bardzo wielu lekarzy i pacjentów dla wygody lub sanitarnego bezpieczeństwa woli pozostać w zdalnej formie współpracy. Zależy to głównie od ich charakteru i preferencji. Koronawirus długo jeszcze będzie nam towarzyszył wraz z innymi bakteriami i wirusami. Po co zatem ryzykować zakażenie przez bezpośredni kontakt z chorym zakaźnym bez zabezpieczeń, skoro można teraz wszystko zrobić nie oglądając pacjenta?

Prywatny sektor szybko dostrzegł biznesowy aspekt telekonsultacji proponując niższe ceny pacjentom i płacąc za to niższe stawki lekarzom. Obniżenie kosztów jest atrakcyjną propozycją dla osób korzystających z prywatnego sektora. Dlaczego zatem nie przestawić się w pełni na wirtualną medycynę? W dobie braku lekarzy i utrudnionego dostępu do służby zdrowia w Polsce e-medycyna robi błyskawiczną karierę i na trwałe zagości w naszej rzeczywistości. W przypadku niepowodzeń i zgonu pacjenta w wyniku takich działań kierownicy placówek medycznych stwierdzą, że nie było bezwzględnego zakazu osobistego konsultowania chorych w poradni i lekarz zawsze mógł podjąć taką decyzję. Rozpoczną się długotrwałe procesy o to „co by było gdyby”, w których każda ze stron dostarczy ekspertyzy potwierdzające ich tezy. Przed pandemią sytuacja była jednoznaczna - bez osobistego zbadania lekarz nie może działać. A teraz odpowiedzialność została rozmyta, bo w procesie uczestniczyć będzie wiele osób i trudno będzie rozstrzygnąć czy to chory dla wygody, z obawy przed zakażeniem, czy z oszczędności nie zgłosił się osobiście do lekarza, czy może kierownik placówki narzucił tańsze i bezpieczniejsze formy konsultacji, a może lekarz preferował taki sposób pracy, czy końcu winę ponosi rejestratorka, która odebrała telefon? Chory będzie miał za sobą kilka e-konsultacji co czynić będzie odpowiedzialnym wiele osób. Nie będzie wygranych w tej w tej kwestii a przegrają kolejny raz pacjenci.

Nawet się nie zorientujemy a wizyta u lekarza ze szczegółowym wywiadem, zbadaniem chorego, odpowiednią edukacją i pisemną instrukcją dalszego postępowania stanie się trudno dostępnym luksusem. Niepostrzeżenie pod pretekstem pandemii, przy początkowym zadowoleniu chorych z wygody, ograniczony został dostęp pacjentów do profesjonalnej opieki lekarskiej i sprowadzony do rozmowy telefonicznej.

Dodatkowym problemem stanie się możliwość dodzwonienia się do lekarza w celu uzyskania teleporady. Od tego czy ktoś odbierze telefon może zależeć życie ludzkie i nie można będzie udowodnić, że ktoś nie wykonał obowiązku udzielenia pomocy medycznej skoro nie odebrał telefonu. Szybko się jednak okaże, że wirtualna medycyna spowodują konkretne konsekwencje zdrowotne. Nastąpiła bowiem powszechna zgoda na obniżenie jakości świadczonych usług. Nie obejrzawszy chorego i nie zbadawszy go lekarze częściej popełniać będą błędy. Można zaakceptować telekonsultację w przypadku chorych z ustalonym rozpoznaniem choroby, których lekarz zna od dawna a stan chorego nie uległ zmianie. Trudno jednak zgodzić się na taką formę prowadzenia chorego przez następne miesiące czy lata, nie weryfikując efektów leczenia. Szczególnie ważnym problemem jest podejmowanie decyzji terapeutycznych u osób wcześniej nigdy nie konsultowanych, u których pojawiły się nowe objawy lub doszło do zaostrzenia chorób przewlekłych. Nie badając chorego łatwo wówczas popełnić błąd nie doceniając wagi problemu. Próby leczenia chorób o nie ustalonej przyczynie mogą spowodować opóźnienie w postawieniu właściwego rozpoznania i nieodwracalne skutki. Problem jest zróżnicowany i zależny od specjalizacji. Porady przez telefon okulisty, laryngologa, dermatologa, ortopedy, neurologa czy chirurga z medycznego punktu są bezwartościowe.

Oczywiście sytuację mogłaby w niektórych przypadkach poprawić, acz nie rozwiązać, wideokonsultacja. Z kolei diabetolodzy i endokrynolodzy opierają swoje decyzje głównie na wynikach badań laboratoryjnych a ocena fizykalna gruczołów dokrewnych nie ma znaczenia. Kardiolodzy, pulmonolodzy i gastrolodzy choć osłuchują płuca i serce, badają brzuch, to coraz częściej decyzje podejmują na podstawie wyników ultrasonografii, tomografii, spirometrii, skopii itp. Ciekawa będzie postawa pediatrów i geriatrów, u których wywiad jest niemiarodajny i podstawą decyzji jest szczegółowe zbadanie chorego. Tak duże zróżnicowanie utrudnia jednoznaczne stanowisko, w jakich przypadkach można nie badać chorego. Telekonsultacje mogą stać się łatwym sposobem wyłudzenia orzeczeń o niezdolności do pracy. Lekarz posiadać będzie jedynie informacje od chorego i na tej postawie, nie weryfikując podanych przez chorego faktów, będzie wystawiał orzeczenie. Można się spodziewać wzrostu nieobecności w pracy spowodowanych chorobą. Żaden lekarz nie był uczony zasad i sposobu udzielania porad przez telefon. Nie opracowano jeszcze wytycznych jak należy to czynić. Potrzebne zatem są szybkie zmiany zarówno obowiązujących algorytmów postępowania diagnostyczno-terapeutycznego jak i głęboka reforma edukacji medycznej.

Z e-konsultacją wiązać się będzie problem wykluczenia pewnej grupy chorych nie posiadających telefonu lub internetu, nie słyszących lub niedowidzących, bezradnych, z zespołem otępiennym itp. Nie można ich wykluczać z dostępu do pomocy medycznej. Pomimo tworzenia coraz to nowych zabezpieczeń, jak np. Rzecznik Praw Obywatelskich czy Rzecznik Praw Pacjenta dochodzi do rozwiązań naruszających te prawa. Nie łatwo będzie powrócić do powszechnego udzielania tradycyjnych konsultacji lekarskich. Braki kadrowe i epidemie chorób zakaźnych sprzyjać będą uproszczonej formie kontaktu ze służbą zdrowia. Pacjent będzie mógł na początek jedynie porozmawiać przez telefon z rejestratorką, pielęgniarką a na końcu z lekarzem. Alternatywą będą Szpitalne Oddziały Ratunkowe, w których dla rozwiązania problemu spędzić będą musieli od kilkunastu godzin do kilku dni w warunkach nie zawsze przypominających szpital. Pandemia spowoduje zatem, że bezpośredni kontakt z lekarzem stanie się w Polsce luksusem dla bogatych.

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA