fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Odporni na dezinformację

Marek Miller: Rozświetlić ciemne miejsca

andrzej rybczyński/pap
Polityka jest rakotwórcza z natury i ma skłonność do patologii, więc rzeczą dziennikarza jest podnosić rękę na każdą władzę - mówi Marek Miller, reporter i założyciel Laboratorium Reportażu.

Czy polityka to wyłącznie sztuka kłamania?

Nie podzielam zdania, że polityka składa się wyłącznie z kłamstwa. Są bowiem politycy, którzy nie kłamią bądź kłamią rzadko. To nie jest zdanie prawdziwe. Jeżeli mamy przestrzec czytelników i rozmawiamy o fake newsach, to powiedziałbym, że zadaniem czytelnika jest nabyć świadomość, która uchroni go przed fake newsem. Podstawą tego jest wiedza, że za każdą stacją telewizyjną, rozgłośnią radiową, gazetą, również „Rzeczpospolitą”, stoi określona koncepcja człowieka. Jeżeli czytelnik jest świadomy i odróżnia to, jaka koncepcja człowieka stoi za „Gazetą Wyborczą”, TVN-em, „Gazetą Polską” itd., to inaczej patrzy na informację, która do niego dociera. Zwraca uwagę, w jakiej mierze służy ona przedstawieniu obiektywnego świata, wydarzeń i faktów. Wtedy możemy ocenić, czy to jest propaganda czy rzetelna informacja i gdzie może nastąpić nadużycie. Jeżeli mamy świadomość profilu stacji TVN, to wiemy, jakie wartości i koncepcja mogą stać za tym, że wciska się Polakom materiał o neofaszystach świętujących urodziny Hitlera. Wiadomo, że jak oni to pokażą, to mają w tym swój interes, żeby osłabić inne myślenie niż własne. Odbiorcy natychmiast powinna włączyć się czerwona lampka, skąd akurat TVN wiedział, że będą obchodzone w lesie urodziny Hitlera. Ta świadomość jest ważna.

Czujny odbiorca jest bezpieczniejszy?

Czytelnik broni się przed fake newsem wtedy, gdy pracuje nad własnym światopoglądem, pogłębia go. Jeżeli czyta o historii, interesuje się kulturą własnego narodu. Taki człowiek jest mniej podatny na manipulację. A fake news jest po prostu prostytucją, czymś nie do zaakceptowania w zawodzie dziennikarskim. Natomiast manipulacja jest cienką sprawą. Telewizja rządowa w dniu, w którym prezes Kaczyński chodził po cmentarzach bez maseczek, pokazała to wydarzenie. Tego samego dnia TVN również to pokazywał. TVN akcentował, że oni chodzili w grupach i bez maseczek, a telewizja rządowa pokazała to w zupełnie innym świetle. Obydwie stacje pokazywały to samo wydarzenie. Z tym że TVN uczepił się tego, czego telewizja rządowa nie skomentowała w ogóle. Czyli pomijanie i akcentowanie również są ważne. Można powiedzieć, że żadna ze stacji nie kłamała, obydwie powiedziały częściową prawdę. W telewizji rządowej nie odnosili się do tego, co było przedmiotem ataku TVN, który pokazał, że oni mówią, żeby chodzić w maseczkach i się nie grupować, a sami to robią. Wszyscy wiedzą, że to jest manipulacja. Człowiek świadomy jest bardziej odporny na nią.

Czy „zbroją” na fake newsy może być sprawdzanie wielu źródeł?

Tak, zawsze. Najlepszą ochroną przed fake newsem jest weryfikacja informacji. Człowiek musi pracować nad swoimi poglądami, nad swoją tożsamością, musi je pogłębiać i rozwijać, musi sprawdzać. Człowiek piszący musi mieć swój światopogląd. Bez względu na to, jaki on będzie – czy katolicki, czy taki, w którym nie ma miejsca na Pana Boga, ważne jest to, żeby być człowiekiem racjonalnym. Zawsze gdy tylko można porównywać i sprawdzać. Nie podzielam poglądu, że każda polityka jest kłamstwem, to nie ma nic wspólnego z prawdą, natomiast uważam, że każda polityka jest rakotwórcza z natury. Ma skłonność do patologii. Dlatego ważne jest to, co mówił Ernest Hemingway: rzeczą dziennikarza jest podnosić rękę na każdą władzę, pod którą dziennikarz żyje, ponieważ wiemy, że polityka to ciemne miejsce. Polityka i politycy są szczególnie narażeni na dwuznaczność, na manipulację, na uprawianie propagandy, dlatego rzeczą społeczeństwa jest patrzeć tej władzy na ręce. Takie ciemne miejsca trzeba prześwietlać. Podoba mi się np. to, że widzę prezydenta na mszy świętej, czyli deklarującego się człowieka, ponieważ gdyby prezydent miał kochankę, mogę mu powiedzieć „panie prezydencie, to nie jest zgodne z głoszoną przez pana religią, światopoglądem, to hipokryzja”. Taka hipokryzja zdarza się także mediom. Np. kiedy „Gazeta Wyborcza” na pierwszej stronie zamieściła kiedyś artykuł o walce z rakiem, którego przyczyną jest tytoń, a na czwartej stronie umieściła reklamę tytoniu. Albo inny przykład, są przeciwko nękaniu homoseksualistów, ale gdy homoseksualistą jest sędzia Sądu Najwyższego, to mu to wyciągają. To niewyobrażalna hipokryzja. Mówi się jedno, a robi się drugie. I ta hipokryzja, to jest ten ciemny element mediów. A wszędzie, gdzie są takie ciemne miejsca, musi pojawić się nadzieja. W czasie wojny był specjalny oddział młodych ludzi w AK, którzy wykonywali wyroki na prostytutkach, które utrzymywały kontakty seksualne z esesmanami. Trzeba było wejść do domu takiej kobiety i ją zastrzelić. To bardzo deprawowało, bo strzelanie z daleka to moment, gdy człowiek w zasadzie nic nie widzi, ale strzelenie młodej kobiecie w głowę jest rzeczą straszną. I ci młodzi ludzie w Armii Krajowej mieli specjalnego kapłana, z którym się modlili, aby nie zapędzić się w tę ciemność, a ktoś musiał likwidować osoby, które donosiły na Polaków. Dlatego w miejscach, gdzie dochodzi do upadku człowieka, powinno być miejsce nadziei, miejsce dla Pana Boga.

Co zrobić, by nie wpaść w takie ciemne miejsca?

Trzeba być świadomym, a to wymaga nieustannej pracy nad sobą. Co jest największym dramatem Rosji? Chroniczna nieumiejętność pracy nad sobą. To są ludzie, od których nigdy nic nie zależało, wiecznie czekający na ukazy z Kremla. Podobnie polska lewica jest skażona komunizmem i nie umie pracować nad sobą.

Jaka jest rola dziennikarzy?

Czytelnik, widz, słuchacz musi umieć żądać od środków masowego przekazu, żeby mówiły mu prawdę. Dlatego dziennikarze powinni utworzyć silną reprezentację. U nas jej nie ma. Polskie dziennikarstwo jest zatomizowane, pokłócone, podzielone i zamiast służyć społeczeństwu, służy partiom, mafii, Kościołowi. Nie reprezentuje społeczeństwa, tylko interesy poszczególnych grup. Gdyby dziennikarze mieli silną reprezentację, to stworzyliby ciało, które by badało fake newsy i jeżeli jakaś redakcja miałaby udowodnionych dużo fake newsów, to takie ciało składałoby wniosek do prokuratury, ponieważ redakcja, która zamieszcza fake newsy, popełnia przestępstwo, które eliminuje ją z profesji. Dlatego dziennikarzom potrzebny jest kodeks wspólnych zasad. O takim kodeksie piszę w mojej nowej książce „Katechizm reportera” opartej na nauczaniu Jana Pawła II . Istnieją wartości, wokół których dziennikarze mogliby się organizować pomimo różnic. Te wartości to sumienie i podstawowe zagrożenia: ekologia, narkotyki, kataklizmy… W Polsce jest za dużo bezkarności w przypadku fake newsów. Gdyby dziennikarze starali się być niezależni, co jest podstawową wartością, wtedy pełniliby swoją rolę. Ale polskie media nie są niezależne, bardziej służą propagandzie niż prawdzie.

Co jest niebezpieczniejsze? Fake newsy sięgające do emocji czy te, które udają opinię ekspercką?

Zawsze niebezpieczniejszy jest człowiek inteligentny, który stoi za złem. Kiedyś rozmawiałam o generale Jaruzelskim, jak to możliwe, że on – z ziemiańskiej rodziny – z oddaniem służył komunizmowi. Ktoś mi wtedy powiedział, że on uwierzył we wszechmocną siłę zła, że zło może wszystko, że wszystko można załatwić, że każdego można zniszczyć, zgnoić, że nikt i nic nie jest ważne, i że wszystko można wywrócić do góry nogami. Ponieważ zło jest tak wszechmocne, wszechogarniające, że dobro nie może podnieść głowy. Dlatego zło jest atrakcyjne i niebezpieczne. Dobro natomiast jest bardziej tajemnicze. Nie wiadomo, dlaczego ludzie je czynią. Bo mają sumienie?

Czy polityka zawsze opierała się na kłamstwie?

A co robił Goebbels? Służył fake newsom, mówiąc współczesnym językiem. Prowokacja i kłamstwo były sposobem działania NKWD i KGB. Mieli całe grupy, które nad tym pracowały. To pokazuje, że istnieje ta ciemna strona, ale możemy wytworzyć przeciwciała, obronę przed tym złem. Komunizm prowadził taką politykę, że był antykościelny, ale ponieważ życie i polityka jest symultaniczna i zachodzą jednocześnie rzeczy dobre i złe, to cenzura świadomie nie pozwalała puszczać pewnych rzeczy przeciwko Kościołowi. Np. pedofilia według cenzury to nie było coś, o czym warto było pisać w gazetach, ponieważ można to było lepiej wykorzystać. Takiego księdza pedofila lepiej było nagrać i szantażować. Komunizm świadomie ukrywał prawdę dla własnych celów. Dlatego musimy zdawać sobie z tego sprawę, być świadomi, wtedy polityka stanie się lżejsza, wtedy będziemy mogli ją sprawdzać i przynajmniej częściowo kontrolować, zmniejszając zło.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA