fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Czy światu grozi pandemia choroby z Wuhan?

11-milionowe chińskie miasto Wuhan zostało objęte ścisłą kwarantanną epidemiologiczną
AFP
Śmiertelny koronawirus 2019-nCoV dotarł już na cztery kontynenty. Szczepionka najwcześniej za kilka miesięcy.

Narodowa Komisja Zdrowia Chińskiej Republiki Ludowej poinformowała, że wykryty w mieście Wuhan koronawirus 2019-nCoV pochłonął dotychczas 81 ofiar śmiertelnych i spowodował chorobę przypominającą zapalenie płuc u 3 tys. pacjentów. Zachorowania na ostrą niedrożność dróg oddechowych spowodowanych 2019-nCoV odnotowano już na czterech kontynentach.

Światowa Organizacja Zdrowia podkreśla, że obecnie nie ma lekarstwa, które zapewnia wyzdrowienie. Jak w przypadku każdej choroby spowodowanej przez wirusa, antybiotyki są nieskuteczne. Mogą one być zastosowane dopiero w przypadku powikłań bakteryjnych.

W cyklach czteroletnich pojawiają się co prawda nowe mutacje RNA-wirusów, odpowiadających za około 10–20 proc. wszystkich przeziębień i schorzeń dróg oddechowych. Tym razem jednak pojawiła się odmiana koronawirusa, która jest równie zabójcza jak epidemia SARS w latach 2002–2003.

Należy podkreślić, że większość koronawirusów, w tym najbardziej niebezpieczny SARS, może być przenoszona z wydzielin i odchodów niektórych zwierząt na ludzi. W przypadku choroby spowodowanej 2019-nCoV możemy zastosować jedynie porównania właśnie do SARS, która jest nietypową, ale śmiertelną odmianą zapalenia płuc. Pierwsze ognisko choroby pojawiło się w 2002 roku w prowincji Guangdong, na południu Chin. SARS rozprzestrzeniało się drogą kropelkową i prawdopodobnie poprzez kontakt z wydzielinami pacjenta i organizmów zarażonych. Koronawirus 2019-nCoV, który budzi niepokój na świecie, ma bardzo zbliżone objawy infekcyjne do SARS. Być może jest kolejną odmianą tego RNA-wirusa.

Jak długo rozwija się choroba?

National Center for Biotechnology Information  informuje, że okres inkubacji koronawirusa 2019-nCoV wynosi od dwóch do pięciu dni. Oznacza to, że w początkowej fazie choroby wirus może być przeoczony przez służby epidemiologiczne. Bardzo ważne jest zwrócenie uwagi na wszystkie objawy wskazujące na nietypowe przeziębienie, kłopoty oddechowe czy podniesioną temperaturę ciała u osób podróżujących z krajów, do których wirus już dotarł.

Ostateczna diagnoza może być wydana tylko przez lekarza, który zleci badania laboratoryjne próbek krwi i surowicy w celu wykrycia ludzkich koronawirusów. Wiemy na pewno, że podobny zespół ostrej niewydolności oddechowej (SARS-CoV) powoduje wysoką śmiertelność wśród zakażonych, szczególnie osób starszych. WHO zaleca natychmiastową kwarantannę chorego w szczelnej izolatce z podciśnieniem. Jedyną drogą obrony jest podanie chorym mocnych leków przeciwwirusowych stosowanych między innymi w leczeniu AIDS czy wirusowego zapalenia wątroby.

Ale jak odróżnić koronawirusa od innych objawów przeziębienia? Niestety, tu rodzi się kolejny problem. Z początku infekcja koronawirusem niczym nie różni się od większości przeziębień, angin czy objawów grypy. Zaczyna się niepozornym katarem, kaszlem, bólem gardła i tylko czasem gorączką. W większości przypadków w początkowej fazie inkubacji choroby nawet doświadczony lekarz nie będzie w stanie bez przeprowadzenia badań laboratoryjnych odróżnić wirusa wywołującego przeziębienie od tego, który wkrótce może zabić.

Skąd się wziął koronawirus

Niedawna analiza sekwencji DNA koronawirusa 2019-nCoV wskazuje, że ich pierwotnymi nosicielami mogły być węże lub nietoperze. W jaki sposób przeniosły się na ludzi?

Koronawirusy to duża rodzina wirusów posiadających pojedynczą nić RNA. Niektóre wywołują choroby u ludzi, a inne krążą wśród zwierząt, w tym głównie wśród wielbłądów, kotów i nietoperzy. Podejrzewa się, że strefą zero epidemii w Wuhan był olbrzymi lokalny rynek owoców morza i zwierząt, co sugeruje, że wirus prawdopodobnie pojawił się ze źródła zwierzęcego. Nadal trwają badania drzewa genetycznego tego wirusa, aby poznać konkretne źródło.

Podejrzewa się, że także zespół ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej SARS pochodził od kotów domowych, a bliskowschodni zespół oddechowy MERS-CoV pochodził od wielbłądów.

Amerykańskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom informuje, że znaczna część koronawirusów ma charakter zoonotyczny, czyli mogą być przenoszone ze zwierząt na ludzi.

Czy to już pandemia?

Zgodnie z definicją pandemia może być ogłoszona, kiedy epidemia tej samej choroby zakaźnej występuje w tym samym czasie, w różnych środowiskach naturalnych i na wszystkich kontynentach. Obecne rozprzestrzenianie się ostrej, potencjalnie śmiertelnej, niewydolności oddechowej wywołanej przez koronawirusa 2019-nCoV zbliża się do spełnienia tych warunków. Wirus dotarł na cztery kontynenty i zaatakował ludzi żyjących w różnych warunkach klimatycznych.

Jego migrację znacznie ułatwia rozwój komunikacji lotniczej, kilkudniowy okres inkubacji niedającej żadnych oznak oraz bezradność służb epidemiologicznych. Te trzy czynniki powodują, że choroba wywołana przez ten rodzaj infekcji staje się rosnącym zagrożeniem dla coraz większej populacji.

Zlekceważenie początków epidemii przynosi fatalne skutki. Najbardziej ponurym tego przykładem była największa w historii pandemia grypy, która w latach 1918–1919 zabiła ok. 50 mln ludzi.

Jej początki były niepozorne. 11 marca 1918 r. pewien młody szeregowiec armii amerykańskiej zgłosił się do szpitala wojskowego w Fort Riley, skarżąc się na silny ból gardła, dreszcze i gorączkę. Nazywał się prawdopodobnie Albert Martin Gitchell. Ten niepozorny kucharz wojskowy przeszedł do historii jako „pacjent zero", od którego zaczęła się śmiercionośna ekspansja najstraszniejszej grypy w dziejach świata, której mimo amerykańskiego pochodzenia nadano dość sympatyczną nazwę „hiszpanki".

Choroba rozprzestrzeniała się w postępie geometrycznym. Zdawałoby się, że podstępnie wybrała kucharza, który, kichając, rozdawał dzień wcześniej posiłki dziesiątkom żołnierzy. Wkrótce ku przerażeniu personelu medycznego 522 osoby wykazywały symptomy grypy.

Chorzy odczuwali rozrywający ból klatki piersiowej, krwawili z nosa i ust, gorączkowali i tracili kontakt z rzeczywistością. Od pierwszych, często niepozornych objawów przeziębieniowych do zaawansowanej formy choroby mijały nierzadko zaledwie dwie godziny. Natura uruchomiła swój własny protokół zagłady.

Wyjątkowo agresywny podtyp wirusa H1N1 zabił, w zależności od szacunków, od 50 do 100 mln ludzi. Tak ponure żniwo zebrała jedynie wśród Indian epidemia ospy prawdziwej, którą do Ameryki zawlekli w XVI w. konkwistadorzy. Jednak w tym wypadku wzrost zachorowań był znacznie mniej dynamiczny i trwał przez wiele lat.

Hiszpanka zniknęła równie gwałtownie, jak się pojawiła. Choć znamy pacjenta, który ją zapoczątkował, nie pamiętamy jej ostatniej ofiary. 100 lat później nadal jesteśmy bezsilni wobec grypy, której wirus H1N1 pojawia się u ludzi, a także u świń, ptaków, a nawet wielorybów, i ewoluuje 40 miliony razy szybciej niż ludzkie organizmy. Jesteśmy jednak w lepszej sytuacji w obliczu ataku koronawirusa 2019-nCoV. Naukowcy z Coalition for Epidemic Preparedness Innovations mają nadzieję, że szczepionka powstanie w ciągu 16 tygodni.

Jak Polska wdraża procedury przed wirusem – dodatek

„Rzecz o zdrowiu" >Q2

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA