fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MH17

Zestrzelenie MH17: Honor oficera wywiadu

1 sierpnia 2014, dwa tygodnie po zestrzeleniu, holenderscy i australijscy śledczy zostali dopuszczeni do wraku boeinga
PAP/EPA
Człowiek, który dowodził zestrzeleniem malezyjskiego boeinga nad Donbasem, to oficer GRU Oleg Iwannikow.

„Jest on wysokiej rangi oficerem rosyjskiego wywiadu wojskowego. Ale Ministerstwo Obrony Rosji nie odpowiada na pytania na jego temat" – podała niemiecka telewizja publiczna ZDF wyniki prawie rocznego śledztwa dziennikarskiego.

18 lipca 2014 roku, gdy zestrzelono pasażerski samolot wiozący 298 osób (pasażerów i załogę) lecący z Amsterdamu do Kuala Lumpur, Iwannikow był „doradcą wojskowym Ługańskiej Republiki Ludowej" i koordynował działania bojowe separatystów w okolicach Ługańska przeciw armii ukraińskiej.

Pseudonim Orion

„Próbowałem zestrzelić samolot. Ale mi uciekł" – mówił cztery dni przed katastrofą jeden z dowódców separatystów o pseudonimie Oleg. „Już niedługo będzie łatwiej. Załatwiłem Buk" – odpowiedział mu „Orion" (ZDF używa też wersji „Oreon").

ZDF dostała nagranie tej rozmowy telefonicznej z ukraińskiej służby bezpieczeństwa. „Oriona" rozpoznał jeden z jego byłych kolegów ze studiów w kijowskiej akademii wojskowej, któremu dziennikarze puścili nagranie. – On ma bardzo charakterystyczny, wysoki głos – powiedział, wskazując na zdjęcie Olega Iwannikowa.

Faktycznie dowodząc separatystami z Ługańska i rosyjskimi najemnikami (nie podlegały mu oddziały regularnej armii rosyjskiej), Iwannikow załatwił przez znajomych oficerów wypożyczenie zestawu rakiet przeciwlotniczych Buk z rosyjskiej 53. Brygady Przeciwlotniczej z Kurska. Opanowaną przez separatystów granicę ukraińsko-rosyjską rakiety przejechały bez problemu – Iwannikow był odpowiedzialny za nią i transportowanie na Ukrainę rosyjskiej broni. Rakieta wystrzelona ze stepów trafiła samolot pasażerski i stała się przyczyną dziewiątej największej katastrofy w historii światowego lotnictwa.

– Kilka krzeseł z przypiętymi pasami pasażerami spadło wprost na naszą wieś. Sąsiedzi pobiegli od razu na miejsce, gdzie padł samolot – opowiadała Olga Politowa, mieszkanka wioski Hrabowo, obok której runął boeing. W 2015 została aresztowana przez separatystów, a dwa lata później uwolniono ją w ramach wymiany więźniów.

– Po 20 minutach przyjechali separatyści z miasta Torez i zaczęli strzelać w powietrze, rewidować miejscowych, przeszukiwać kieszenie, kto co wziął. Wszyscy byli przerażeni (...) Luk bagażowy spadł osobno. Żadna walizka, żadna torba nie była rozerwana. Rozkradli to potem separatyści – opowiadała.

– Barek samolotu spadł za wsią. Okoliczni alkoholicy chodzili tam później po polach i szukali buteleczek, żeby napić się whisky, rumu – dodała.

Zawód separatysta

– Honor munduru nie pozwala mi odpowiedzieć na to pytanie – powiedział dziennikarzom były dowódca separatystów i kolejny oficer GRU Igor Girkin, pytany, czy to Iwannikow wydał rozkaz zestrzelenia samolotu. Przyznał jednak, że zna go. Podający się na wschodniej Ukrainie za „Igora Striełkowa" pułkownik Girkin sformował tam pierwszy oddział separatystów i doprowadził do wybuchu walk z armią ukraińską.

ZDF ustaliła, że Iwannikow urodził się w... Niemczech – w dawnym NRD, mieście Chemnitz, które wtedy nazywało się Karl-Marx-Stadt. Był synem radzieckiego generała, który dowodził stacjonującymi tam oddziałami. W Kijowie ukończył akademię wojskową, a po studiach w Moskwie w latach 1991–1994 służył w pułku rosyjskiego lotnictwa we wschodniej części już wtedy zjednoczonych Niemiec.

Według prowadzącej wcześniej śledztwo grupy dziennikarzy Bellingcat Iwannikow został zwerbowany do GRU między 1994 a 2003. W 2004 roku bowiem już był przewodniczącym „Rady Bezpieczeństwa", a potem ministrem obrony w separatystycznej Osetii Południowej. Tam występował podobno pod nazwiskiem Andriej Iwanowicz Łaptiew. Później, w Donbasie, do którego trafił w czerwcu 2014 roku, również używał pseudonimu Andriej Iwanowicz.

Z Ukrainy zniknął dopiero w styczniu 2015 roku.

Rosja konsekwentnie zaprzecza, by miała coś wspólnego z wojną na wschodniej Ukrainie i z zestrzeleniem boeinga. Obecnie krewni 65 holenderskich ofiar katastrofy pozwali Rosję przed Europejski Trybunał Praw Człowieka.

Tydzień temu zaś pięć najbardziej zainteresowanych państw (Holandia, Malezja, Australia, Belgia i Ukraina) postanowiło wspólnie finansować dalsze poszukiwania odpowiedzialnych za katastrofę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA