fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Pierwsze wypłaty za uziemione B737MAX

materiały prasowe)
Zaliczkę w wysokości 125, a nawet może 128 mln dolarów (zależnie od źródła) dostaną amerykańskie linie Southwest za uziemienie 34 Boeingów 737 MAX.

Przewoźnik swoje straty z tego tytułu, oraz z powodu niedotrzymania przez Boeinga terminu dostaw kolejnych 41 maszyn wycenił na razie na 830 mln dol.

Czytaj także: Amerykanie wolą europejskie Airbusy. Problem dla Boeinga

To oznacza, że średnio za każdą uziemioną lub niedostarczoną maszynę Southwest, który jest największym użytkownikiem tego typu maszyn na świecie, będzie się domagał ponad 11 mln dol. Gdyby zastosować taki sam przelicznik do floty LOTu (5 maszyn uziemionych i 9 jeszcze niedostarczonych) oznaczałoby, że straty z tego samego tytułu wyniosłyby ponad 165 mln dol. Tyle, że amerykańscy przewoźnicy zdecydowali się na inną strategię w kryzysie MAX-a, rezygnując z niektórych połączeń.

Na przykład Southwest odwołuje po ponad 100 rejsów dziennie. Podobnie zrobiły United i American Airlines. LOT postawił na inną strategię, wypożyczając maszyny zastępcze, bo nie mógł sobie pozwolić na zamknięcie połączeń zasilających trasy długodystansowe. Ale prezes polskiego przewoźnika, Rafał Milczarski nie ukrywa, że będzie się domagał od Boeinga pieniędzy, chociaż powrót MAX-ów jest priorytetem.

Czytaj także: Piloci wsiedli do B737 MAX. To dopiero początek

Wiadomo jednak nieoficjalnie, że Boeing rozmawiając ze swoimi klientami, którzy ucierpieli z powodu kryzysu B737MAX, oferuje w ramach rekompensaty nie tylko odszkodowanie, ale i niższe ceny samolotów. Wiadomo również, że o odszkodowaniu rozmawiają z Boeingiem American Airlines, które w tej chwili powinny mieć w swojej flocie 40 MAX-ów.

Teraz Southwest nie ukrywa, że negocjuje z Boeingiem kolejne wypłaty, chociaż zaznaczył, że rozmowy są poufne a Boeing odmawia jakichkolwiek komentarzy. Z tego, co jest jawne, wiadomo, że linia zdecydowała się podzielić odszkodowaniem z pracownikami, którzy utracili część zarobków z powodu uziemienia maszyn 12 marca 2019 po katastrofie Ethiopian Airlines. Ze swojej strony piloci i personel pokładowy swoje straty wycenili dodatkowo na 100 mln dol. i teraz domagają się takiej właśnie kwoty od Boeinga.

Czytaj także: Potrójny ból głowy Boeinga

Tymczasem nic nie wskazuje, jakoby uziemione maszyny miały być certyfikowane w najbliższym czasie. Steve Dickinson, prezes FAA nie ukrywał, że Boeing nie ma, co liczyć na certyfikację w grudniu, tak jak to było planowane i że najprawdopodobniej będzie to dopiero luty. - To fatalna wiadomość dla linii lotniczych - powiedział „Rzeczpospolitej" Alexandre de Juniac, dyrektor generalny IATA. Przyznał, że jak na razie linie doskonale sobie poradziły z uziemieniem samolotów.

- Ale jeśli się ono przedłuży, mogą się pojawić poważne kłopoty - dodał szef IATA. Z kolei szef FAA jeszcze zasugerował prezesowi Boeinga, Denisowi Muilenburgowi, żeby przestał zapowiadać szybko powrót MAX-ów, ponieważ to nie jest prawda. Jak na razie wiadomo, to po ponownej certyfikacji trzeba będzie 2-3 miesięcy na powrót tych maszyn do latania z pasażerami.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA