fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Letnie lotnicze turbulencje

Bloomberg
To wygląda, jakby branża lotnicza sprzysięgła się przeciwko podróżującym do i z Wielkiej Brytanii. Trudny sierpień zapamiętają oni na długo. Ale i na innych rynkach szykują się kłopoty.

Strajk pracowników naziemnych na Heathrow został zawieszony, ale loty i tak były odwołane. Konflikt w British Airways nadal wisi w powietrzu. A teraz o strajku zadecydowali piloci Ryanaira. Za strajkiem głosowało 79 proc. biorących udział w referendum, zdaniem Ryanaira protest popiera jedynie 30 proc. i jest on „nieuzasadniony i niepotrzebny". Jakby tego było mało, w BA w ostatnią środę padł system komputerowy, masowo odwoływano rejsy tego przewoźnika, rozkład został przywrócony dopiero we czwartek rano. Chociaż nadal wielu pasażerów, którzy mieli wylecieć we środę wciąż koczuje w Londynie.

Już wiadomo, że piloci Ryanaira i to już w całej Wielkiej Brytanii zastrajkują przez 48 godzin od 22 i przez 72 godziny od 2 września, czyli w szczycie powrotu z urlopów Brytyjczyków. I jest bardzo prawdopodobne, że zbiegnie się to z protestem ich kolegów z BA oraz personelu naziemnego na Heathrow. Brytyjski związek zawodowy pilotów Balpa stwierdził, że wyczerpane zostały wszystkie możliwości negocjacyjne i strajk jest teraz jedyną metodą wywarcia presji na pracodawcę. Piloci, dla których średnia zarobków, to 135 tys. funtów rocznie (ale z tej kwoty muszą płacić np. za nocowanie poza bazami) chcą podwyżek oraz zmiany warunków pracy. Zarząd Ryanaira nawet nie chce o tym słyszeć. — Ze strony Ryanaira nie mamy w tej chwili żadnej oferty, a bardzo chcielibyśmy rozwiązać sprawę nie decydując się na strajk — mówił Brian Strutton, sekretarz generalny związku Balpa. — I zapewniam, że żaden pilot nie chce psuć wakacji pasażerów, ale wszystko wskazuje na to, że nie będziemy mieli innego wyboru — podkreślił.

Balpa nadal negocjuje wysokość podwyżek w British Airways i związkowcy nie ukrywają, że ich cierpliwość jest na wyczerpaniu. Jeśli zdecydują się na strajk, będą musieli poinformować o tym na dwa tygodnie przed planowaną datą protestu.

Z kolei strajk personelu naziemnego na Hethrow został zawieszony i związkowcy z Unite odwołali go w ostatniej chwili. Nadal jednak 4 tysiące zatrudnionych przy kontroli bezpieczeństwa, strażaków i pracowników zatrudnionych przy odprawach pasażerów jest gotowa zastrajkować 22 i 23 sierpnia, czyli tego samego dnia, kiedy swój protest rozpoczną piloci Ryanaira.

Wielka Brytania nie jest jedynym „problemowym" krajem, gdzie Ryanair ma kłopoty. Jak podał portal Fly4Free Irlandczycy mają kłopoty z pilotami zatrudnionymi w przejętym Laudamotion. Linia ma straty i właściciel planuje tam kolejne ostre cięcia, mówi o zwolnieniach pilotów a do pilotów polskich zwrócił się z pytaniem, czy byliby gotowi przenieść się na jakiś czas do bazy w Wiedniu. O tym, czy będą strajkować, czy nie zadecydują w najbliższy piątek irlandzcy piloci Ryanaira. Związkowcy z Forsa Ialpa wybrali tę metodę nacisku wobec braku postępu w negocjacjach z pracodawcą.

O strajku zadecydowali również portugalscy piloci Ryanaira i zamierzają protestować przez pięć dni począwszy od 21 sierpnia. Tu także powodem jest nieustępliwość negocjatorów pracodawcy i brak wypełnienia umowy podpisanej w listopadzie 2018 roku, zwłaszcza w części dotyczącej wynagrodzenia za urlopy, gwarancji urlopów trwających 22 dni robocze, oraz poszanowania portugalskiego prawa. Ryanair zapowiedział już zamknięcie bazy w portugalskim Faro od 2020 roku, gdzie w tej chwili ma zbazowanych 10 samolotów. Jak powód podał kryzys związany z B737 MAX, gorsze wyniki finansowe, brak przewidywalności skutków brexitu. Pracę ma stracić tam 120 osób. Wcześniej, w ostatnim tygodniu Ryanair zapowiedział zwolnienie 500 pilotów i 400 pracowników pokładowych.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA