fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Piloci British Airways sami obniżają sobie zarobki

Bloomberg
Wystarczyło, że piloci sami sobie obniżyli pensje o 20 proc, a przewoźnik zmniejszył liczbę pracowników do zwolnienia z ponad 1,2 tys. do 270.

To kolejny przewoźnik europejski, w którym pracownicy chcą ratować miejsca pracy. Wcześniej takie obniżki proponowali zatrudnieni w KLM i Lufthansie. W przypadku BA obniżka będzie stopniowa, po 8 proc w kolejnych dwóch latach. „Reszta cięcia zostanie rozłożona na kolejne lata" — informuje w okólniku związek brytyjskich pilotów Balpa.

Czytaj także: Posłowie: British Airways traktuje pracowników skandalicznie

Takie rozwiązanie jest bardzo korzystne dla przewoźnika, który w tej chwili nie jest w stanie przewidzieć w jakim tempie będzie się odbudowywał popyt na rejsy pasażerskie, a zwłaszcza jaka dynamika będzie w wypełnianiu kabin premium — biznesu i pierwszej, które dają liniom największą marżę zysku. Jest to szczególnie ważne w obecnej sytuacji, kiedy wydawało się, że wirus COVID-19 da chwilę wytchnąć, tymczasem praktycznie we wszystkich krajach Europy notowany jest gwałtowny wzrost zachorowań.

Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) nie pozostawia złudzeń. W ostatniej prognozie Brian Pearce, główny ekonomista napisał, że odbudowa ruchu do poziomu z ubiegłego roku potrwa przynajmniej do 2024, czyli o rok dłużej, niż sądzono jeszcze w maju. „W tej sytuacji nie ma innego wyjścia, jak dokładnie przykroić rozmiary naszej firmy do potrzeb rynku i zupełnie innej przyszłości, niż wcześniej sobie wyobrażaliśmy" — napisała International Airlines Group do której należą BA, Iberia, Aer Lingus i Vueling. Do tej grupy należał jeszcze Level – niskokosztowy przewoźnik wykonujący rejsy dalekiego zasięgu, ale zbankrutował w czerwcu z powodu przedłużającego się uziemienia.

Jak na razie wiadomo nie tylko to, że są trudności z odbudowaniem ruchu biznesowego, ale i to, że praktycznie nie ma popytu na rejsy długiego zasięgu. Przy tym akurat British Airways, największa linia w Grupie nie zdecydowała się wystąpić o pomoc publiczną, jak to zrobiły wcześniej Lufthansa i Air France KLM.

Mimo, że British Airways nie skorzystały z pieniędzy podatników, to była ostro krytykowana za plany zwolnienia 12 tys. pracowników, czyli 30 proc. wszystkich zatrudnionych. Bez tego przewoźnik-zdaniem zarządu— nie byłby w stanie przetrwać, a jedynie generowałby straty i „przepalał" gotówkę czekając na ożywienie popytu na podróże.

Ale już w czerwcu parlament uznał, że bez cięć zatrudnienia linia rzeczywiście nie będzie w stanie przetrwać, tak samo zresztą jak i bez pogorszenia warunków zatrudnienia dla pozostałych pracowników. Ostatecznie więc zwolnienia ograniczą się do 270 pilotów, a być może nawet z firmą rozstanie się ich jeszcze mniej, Jednocześnie BA zarzuciła pomysł, aby wszystkich pracowników zwolnić i potem przyjąć ich na mniej korzystnych warunkach.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA