fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Narzekają na swój los w Boeingu, ale związkowców nie chcą

Bloomberg
Pracownicy Boeinga w Karolinie Południowej nie przyłączą się do związkowego Międzynarodowego Stowarzyszenia Mechaników i Pracowników Przemysłu Lotniczego. Zdaniem obserwatorów, krok taki mógłby oznaczać trzęsienie ziemi dla pracodawców na południu USA.

W głosowaniu 74 proc. z ponad 2800 pracowników zakładu Boeinga w Charleston sprzeciwiło się dołączeniu do związków Międzynarodowego Stowarzyszenia Mechaników i Pracowników Przemysłu Lotniczego.

Uniknąć wpływu związków zawodowych

Zdaniem analityków, Boeing umieścił swoją drugą linię montażową samolotów Dreamliner w Charleston w Karolinie Południowej właśnie z powodu pracowniczego lobby. Władze lotniczego giganta chciały w ten sposób zmniejszyć wpływ związków zawodowych w fabryce w Waszyngtonie, którym w przeszłości udawało się przekonać pracowników do przestojów w pracy, by nacisnąć na kierownictwo spółki i skłonić je do ustępstw. Nie bez znaczenia był też fakt, że Karolina Południowa jest jednym z najmniej uzwiązkowionych stanów w USA.

Hoyt N. Wheeler, emerytowany profesor Uniwersytetu Południowej Karoliny, specjalista w zakresie m.in. prawa pracy, jeszcze przed głosowaniem w Charleston podkreślał, że ewentualne zwycięstwo zwolenników utworzenia związku w zakładzie byłoby bardzo znaczące, ponieważ jedną z motywacji przybycia Boeinga do Południowej Karoliny było uniknięcie wielkich wpływów związków zawodowych. Zdaniem Nelsona Lichtensteina z Uniwersytetu Kalifornijskiego, zwycięstwo zwolenników zrzeszenia się w związek w zakładzie Boeinga w Charleston, oznaczałoby „trzęsienie ziemi na południu USA". Do niczego takiego jednak nie doszło.

Nieuczciwe podejście kierownictwa

Część pracowników Boeinga w Charleston jest zdania, że inicjatywa przystąpienia do Międzynarodowego Stowarzyszenia Mechaników i Pracowników Przemysłu Lotniczego mogła zakończyć się powodzeniem, ponieważ Boeing nie rozwiązał ich problemów, co obiecywał jeszcze przed głosowaniem. Najważniejszym jest nieuczciwe podejście kierownictwa zakładu do oceny pracowników produkcyjnych. Są oni oceniani w skali od 1 do 5, a każdy, kto uzyska notę najwyższą, może liczyć na największą podwyżkę.

Al Reatz, jeden z menadżerów, który odszedł z firmy we wrześniu twierdzi, że menadżerowie nierzadko wstrzymują wydanie najwyższej oceny. Robią to nawet wówczas, gdy kryteria jej przyznania są spełnione.

Pracownicy skarżą się ponadto na instrukcje związane z obowiązkami w miejscu pracy, które ich zdaniem zmieniają się z miesiąca na miesiąc. W opinii zatrudnionych, przystąpienie do związku zawodowego mogłoby przynieść większą regularność w pracy. Organizator głosowania w zakładzie w Charleston Mike Evans podkreślił, że decyzja pracowników go rozczarowała. Dodał, że nie poznali oni wszystkich korzyści z przystąpienia do związku zawodowego.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA