fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Kto może latać bez maseczki? Linie lotnicze zdecydowały

AdobeStock
Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) apeluje do pasażerów o przestrzeganie obowiązku zakrywania nosa i ust podczas podróży lotniczych.

Organizacja zrzeszająca wszystkie liczące się tradycyjne linie lotnicze na świecie postanowiła zabrać głos w sytuacji, kiedy wraz ze wzrostem ruchu lotniczego coraz częściej pojawiają się incydenty z niesfornymi pasażerami (takimi jak np. Polak latający na wewnętrznym połączeniu w Grecji), którzy nie chcą bądź utrzymują, że nie mogą zakrywać ust i nosa przez dłuższy czas.

- Tutaj nie chodzi o modę, ale o zdrowy rozsądek i odpowiedzialność. Znaczna większość pasażerów rozumie, jak ważne jest zakrywanie części twarzy ich samych oraz innych pasażerów i linie lotnicze naprawdę doceniają ten wysiłek. Niestety niewielka mniejszość wciąż stwarza problemy. Tymczasem bezpieczeństwo to podstawa funkcjonowania lotnictwa, a stosowanie się do zaleceń załogi samolotu jest obowiązującym prawem. Niestosowanie się do tych zaleceń może zagrozić bezpieczeństwu podróży lotniczej i doprowadzić do przerwania rejsu - mówi Alexander de Juniac cytowany w komunikacie IATA. 

Rzeczywiście zasłonięcie maseczką twarzy i nosa od momentu wejścia na teren lotniska, przez cały czas pobytu w porcie lotniczym, wsiadania do samolotu, czas trwania lotu i potem aż do opuszczenia portu docelowego dla osoby, która nie ma większych problemów w układem oddechowym, nie jest problemem. Nie jest to sytuacja komfortowa, ale i nie żyjemy w normalnych czasach, tylko podczas pandemii śmiercionośnego wirusa. To dlatego właśnie są konkretne zalecenia dotyczące zachowania na lotnisku, w tym utrzymywania dystansu społecznego, kolejności pasażerów przy wsiadaniu do samolotu i zawieszeniu wielu przywilejów.

Są jednak osoby, dla których zakrycie ust i nosa nie jest prostym brakiem komfortu (ani ograniczeniem swobód obywatelskich), tylko sytuacją, w której może mieć problemy z oddychaniem. To dla nich właśnie przewoźnicy z Grupy Lufthansy (LH, Austrian Airlines, Swiss, Brussels Airlines, Eurowings) wprowadziły jasne zasady, kto i w jakiej sytuacji może podróżować bez maseczki. Te zasady zapewne wkrótce zostaną skopiowane przez innych przewoźników. Jak wykazały badania przeprowadzone przez Uniwersytet Edynburski, jeśli mamy prawidłowo założoną maseczkę, to jest gwarancja, że zatrzyma ona 90 proc. wirusów znajdujących się w wydychanym powietrzu.

Tak więc od 1 września bez maseczki będzie można polecieć jedynie w sytuacji, kiedy dostarczymy przewoźnikowi zaświadczenie na formularzu zamieszczonym na stronie Lufthansy wypełnionym przez lekarza. I to nie jest wszystko. Tacy pasażerowie będą jeszcze musieli posiadać zaświadczenie, że nie są zarażeni COVID-19, a testy muszą być wykonane nie wcześniej niż 48 godz. przed odlotem. W praktyce jednak te zasady już obowiązują. 

Trzeba się do nich stosować już także podczas lotów wewnętrznych po Stanach Zjednoczonych, gdzie wcześniej załogi przymykały oko na pasażerów bez zakrytych ust i nosa i to współpasażerowie swoimi protestami zmusili przewoźników do stosowania środków zapobiegawczych. W efekcie teraz przewoźnicy odmawiają wejścia na pokład osobom, obojętne chorym czy zdrowym, które nie noszą maseczek. Od czasu wybuchu pandemii COVID-19 amerykańscy przewoźnicy z tego właśnie powodu odmówili już wejścia na pokład 300 pasażerom. Jak na razie jednak nie ma żadnych dowodów na to, że podróże lotnicze są wylęgarnią zakażonych. Jednym z powodów, oprócz stosowania się do zasad bezpieczeństwa lotów, jest fakt, że na pokładzie samolotu oddychamy czystym powietrzem, które podczas rejsu jest nieustannie filtrowane i mieszane z pobieranym z atmosfery, gdzie panuje temperatura minus 50 stopni Celsjusza, w której nawet niebezpieczny wirus COVID-19 nie ma szansy przetrwania.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA