fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Kolejny defekt fabryczny w MAX-ach. Mógł uderzyć w nie piorun

Adobe Stock
Amerykański urząd lotnictwa FAA zaproponował liniom lotniczym przeprowadzenie kontroli ważnego elementu w samolotach B737 MAX z powodu wady produkcyjnej wykrytej w grudniu, która może narazić je na uderzenie pioruna i utratę mocy obu silników.

Inspekcje należy przeprowadzić przed powrotem tych samolotów do pracy. Boeing ogłosił w grudniu biuletyn serwisowy z procedurami szczegółowej inspekcji i naprawy albo wymiany w razie potrzeby górnych paneli gondoli silników, które mogą nie zapewniać odpowiedniej izolacji dla wewnętrznego okablowania. Defekt dotyczy samolotów wyprodukowanych od lutego 2018 do czerwca 2019, poinformował o nim w styczniu dziennik „The Seattle Times”.

Wykryto go, gdy mechanicy na etapie prac wykończeniowych przy samolocie polerowali kompozytowe gondole silników i zeszlifowali część warstw metalowej folii w górnej części gondoli, które chronią silnik przed uderzeniem pioruna. Ten błąd sprawił, że gondola straciła zabezpieczenie przed piorunami, „co mogłoby doprowadzić do utraty mocy w obu silnikach” — stwierdził FAA. Gdyby tego nie naprawiono, mogłoby to doprowadzić do przymusowego lądowania poza lotniskiem „z powodu utraty kontroli nad siłą ciągu obu silników” — dodał FAA. Usunięcie tego wymaga 12 godzin pracy przy każdym samolocie: 5 godzin inspekcji i 7 dalszych samej naprawy, jeśli okaże się konieczna — oszacował urząd.

FAA ocenia, że jej dyrektywa dotyczy 128 samolotów zarejestrowanych w Stanach, ale nalega, by skontrolować przed wznowieniem lotów wszystkie ok. 800 samolotów dotychczas wyprodukowanych. Wszelkie koszty zostaną pokryte przez Boeinga w ramach gwarancji. Do końca marca potrwa publiczna ocena proponowanej dyrektywy. W najbliższych tygodniach FAA ma ogłosić dodatkowe dyrektywy dotyczące żeglowności MAX-ów. Nadal rozpatruje opinię Boeinga, że nie ma potrzeby rozdzielania albo przeniesienia wiązek okablowania w MAX-ach, które zdaniem urzędu mogą doprowadzić do zwarcia w instalacji elektrycznej z katastrofalnym skutkiem. — odnotował Reuter.

Rzecznik Boeinga, Bernard Choi powiedział, że koncern „koordynuję działania z klientami, aby zakończyć te prace przed bezpiecznym ich powrotem do służby”. Dodał, że Boeing przewiduje dopuszczenie MAX-ów do latania przed połową lata, te dodatkowe prace nie powinny wpłynąć na ten termin, bo można je przeprowadzić na ziemi, gdy samoloty czekają na zatwierdzenie unowocześnienia rozwiązań projektowych. — Nie zmieniliśmy naszego przewidywania ich powrotu do pracy — powiedział Choi dziennikowi z Seattle.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA