Literatura

Recenzja - Z cienia. Powieść o żołnierzach wyklętych

Sebastian Reńca „Z cienia. Powieść o żołnierzach wyklętych”. Fronda, Warszawa 2010
materiały prasowe
Antykomunistyczne podziemie zbrojne nie jest już dzisiaj białą plamą polskich dziejów najnowszych

Zasługa w tym historyków z IPN i innych, ale też wielu badaczy amatorów, dzięki którym bibliografia przedmiotu liczy obecnie setki rozmaitych pozycji: od naukowych monografii organizacji i biografii znaczniejszych dowódców przez wspomnienia uczestników walk i albumy z archiwalnymi fotografiami, aż po dokumenty filmowe i teatralne inscenizacje, a nawet komiksy popularyzujące wiedzę o żołnierzach wyklętych. Trzeba tu również wspomnieć o dziesiątkach rozsianych po Polsce pomników i jeszcze liczniejszych tablicach upamiętniających bohaterów drugiej konspiracji. Że pamięć o nich jest żywa, dowodzą także rocznicowe rekonstrukcje co głośniejszych potyczek oraz cykliczne marsze szlakami leśnych, niekiedy odbywające się od lat.

Do takich należy Rajd Górski im. kpt. Henryka Flamego „Bartka”, który miał już sześć edycji. Właśnie jego zgrupowaniu poświęcona jest nowa, druga powieść Sebastiana Reńcy pt. „Z cienia”. Przedstawia ona losy kilkusetosobowego oddziału NSZ, jednego z najsilniejszych w całym kraju, który przez dwa lata operował na śląskim Podbeskidziu, siejąc strach w miejscowym aparacie partyjnym i bezpiece, niwecząc wpływy agenturalne i pracę agitacyjną wśród ludności, obniżając morale ludowego wojska. W swej najbardziej spektakularnej akcji 3 maja 1946 roku bartkowcy opanowali Wisłę i urządzili z okazji Święta Niepodległości regularną defiladę.

Oczywiście ich historia, podobnie jak wszystkich rozproszonych po lasach towarzyszy broni, nie mogła skończyć się dobrze, jednak w tym przypadku finał był szczególnie tragiczny. Po serii wpadek, odcięci od kontaktów ze sztabem stacjonującym w amerykańskiej strefie Niemiec, padli ofiarą prowokacji. W ich szeregi przeniknął oficer UB Henryk Wendrowski (u Reńcy nazywa się on Szczepański), podszywając się pod kuriera i przedstawiając fikcyjną propozycję ewakuacji na Zachód. Udało mu się, niestety, zdobyć pełne zaufanie dowódcy mimo uzasadnionych podejrzeń niektórych podkomendnych. W efekcie we wrześniu 1946 roku bezpieczniackie ciężarówki wywiozły od stu do dwustu żołnierzy na Dolny Śląsk, gdzie zostali wymordowani i pogrzebani w nieustalonym do dzisiaj miejscu. Sam „Bartek”, obwiniający się o własną naiwność, skorzystał z amnestii w 1947 roku, ale wkrótce po ujawnieniu został zabity przez rzekomo niepoczytalnego milicjanta, który uniknął kary.

Wzorem Wacława Holewińskiego, autora „Lamentu nad Babilonem”, jednej z pierwszych powieści o NSZ, Reńca łączy w opowieści snutej przez narratora, byłego żołnierza „Bartka”, literacką fikcję z fragmentami autentycznych dokumentów z epoki. Wykorzystuje też, tak jak robił to Marek Harny, pisząc w „Urodzonym z wiatru” o Józefie Kurasiu „Ogniu”, atrakcyjne fabularnie elementy prywatnego śledztwa, w którym syn jednego z zabitych szuka prawdy o nieznanym sobie ojcu. Ale „Z cienia” nie aspiruje do wiernego oddania realiów minionego czasu. Na to zbyt wiele tutaj świadomie jaskrawych anachronizmów, by przywołać choćby dyskusje prostych partyzantów w lasach świętokrzyskich nad publikowanymi w Londynie geopolitycznymi analizami Stanisława Cata-Mackiewicza na temat sytuacji Polski u schyłku wojny.

Właśnie u Cata znajdziemy za to klucz do właściwego odczytania książki Reńcy. Bodaj w „Europie in flagranti” stawia on paradoksalną tezę, iż wszystkie powieści są historyczne oprócz powieści historycznych. Proza ukazująca świat współczesny autorowi umożliwia bowiem późniejszym czytelnikom poznawanie obyczajów danego czasu, podczas gdy literackie próby wskrzeszania przeszłości są tylko swobodnymi projekcjami jej późniejszych wizji.

Kogo zatem poznajemy, śledząc losy powieściowych postaci? Zdaje się, że bardziej niż bartkowców – obecne młode pokolenie polskich inteligentów, które reprezentuje Reńca. Jego książka opowiada więc nie tyle o żołnierzach wyklętych, ile o tym, jak my sami ich dzisiaj postrzegamy, jak wyobrażamy sobie ich dylematy i oceniamy wybory, które podejmowali.

Dlatego obok obrazów z życia leśnych natrafiamy raz po raz na luźno tylko związane z głównym wątkiem epizody z gabinetów ministerialnych, podążamy ciepłymi jeszcze śladami uciekającego przed bolszewikami Józefa Mackiewicza, którego duch unosi się nad całą powieścią, i słuchamy relacji ludzi, którzy zetknęli się z nim w Krakowie na przełomie lat 1944 i 1945, albo śledzimy dramaty ocalałych z zagłady dzieci żydowskich. Kiedy indziej znów oglądamy legendarną ekshumację Ferdynanda Ossendowskiego, która miała upewnić NKWD, że osobisty wróg Lenina naprawdę nie żyje, by zaraz potem szperać w archiwach IPN lub słuchać wydanej ostatnio płyty „De Press” z piosenkami antykomunistycznych rebeliantów.

Z tytułowego cienia, czyli z pomroki coraz szybciej oddalających się powojennych dziejów Polski, wyłania się ostatecznie wielobarwna fantasmagoria. Wartki strumień luźnych skojarzeń często zastępuje tu logiczne wynikanie, a wydarzenia popychające naprzód nieskomplikowaną fabułę schodzą na plan dalszy, ustępując miejsca scenom symbolizującym nadejście zniewolenia. Prawda historyczna jest wszak tylko „uzgodnioną bajką” – przewrotnie cytuje Bonapartego narrator, weteran od „Bartka”, ocalony przed masakrą dzięki niezgodzie na wyjazd z kraju swojej kochanki, jak się po latach wydało – agentki UB. Ważniejsza okazuje się pełna pasji i patosu legenda niezłomnej walki o wolność, kształtująca pamięć i tożsamość następnych pokoleń.

[i] Sebastian Reńca „Z cienia. Powieść o żołnierzach wyklętych”. Fronda, Warszawa 2010 [/i]

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL