fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

„Dzika rzecz" Rafała Księżyka. Miliard prosto z walizki

Armia w Stanclewie: Od lewej: Tomasz Budzyński, Krzysztof „Banan” Banasik, Piotr „Stopa” Żyżelewicz, Darek Malejonek, Robert Brylewski
archiwum Marcina Millera „Oni nagrali legendę”/wyd. czarne
„Dzika rzecz" Rafała Księżyka opisuje transformację przez pryzmat dokonań Kazika, Muńka, Roberta Brylewskiego.

Hucznie obchodzono rocznicę Jesieni Narodów, kiedy obywatele „demokracji ludowej” obalali reżimy w Pradze i Berlinie, zaś Rafał Księżyk przypomina, że polska alternatywa też mogła mieć w tym udział.

Gdy reggae’owy Izrael przyjechał do Pragi na koncert, okazało się, że bojkotuje go opozycja, której liderzy przebywali w więzieniu.

Ziele i pomidory

Robert Brylewski nie miał wątpliwości: zaczął od żądania uwolnienia Václava Havla i zaintonował „Wolny naród”. A gdy koncert przerwano, Izrael wykonał „Get Up, Stand Up” Marleya i obecni na koncercie czescy żołnierze deptali symbolicznie czapki. Występ przeszedł do legendy praskiej alternatywy, a według wielu wpłynął na studentów, których demonstracje obaliły Gustáwa Husáka.

Rok później Izrael poznawał kapitalizm, nagrywając w Londynie album „1991”. Brylewski udowodnił, że dniówkę z budowy można uzbierać, podnosząc monety z chodnika na targowisku. Ścigająca go policja pytała o tego „ze wzrokiem wbitym w ziemię”.

Łatwiej było się utrzymać w Stanclewie na Mazurach, gdzie tym, co daje przyroda, żywiły się rodziny Brylewskiego i Darka Malejonka, zmarły w niedzielę Paweł Rozwadowski „Kelner” oraz ukrywający się przed wojskiem Tomasz Budzyński. Tam powstał kultowy album „Legenda” Armii.

Mecenasem muzyków stał się londyński emigrant Marcin Miller, którego dziadek Wojciech Jastrzębowski był współtwórcą polskiego art deco i ostatnim przedwojennym rektorem Akademii Sztuk Pięknych.

Rodzice Millera przyjaźnili się z rodziną Józefa Szanajcy, wybitnego architekta Saskiej Kępy, organizatora pierwszego europejskiego pokazu dzieł malarza Kazimierza Malewicza. Zaś jego wnuk Paweł, zanim został malarzem, grał na saksofonie w Izraelu i Kulcie. Przedwojenna awangarda łączyła się z awangardą, która rozsadzała PRL. Z kolei Marcin Ciempiel wspomina, jak nagrywał z Apteką u teściów Czartoryskich. Studio mieściło się w ich szklarni.

Ostatecznie „lokalsi” w Stanclewie uznali muzyków za „sektę słońca” i donieśli na milicję o tajemniczym ziele, które miało odwracać uwagę owadów od pomidorów. Muzycy musieli wrócić do Warszawy. Miller sfinansował wtedy wyposażenie słynnego studia nagraniowego Złota Skała, gdzie powstały płyty Włochatego, Post Regimentu, Falarka.

W Stanclewie zaczęła się rodzić płyta „Tehno terror” Maxa (pseudonim Brylewskiego) i Kelnera. Duet opisał reformy ministra Wilczka, gdy centrum Warszawy przedstawiało psychodeliczny widok. Tworzył go bazar, wesołe miasteczko Cricoland z diabelskim młynem.

Kelner widział, jak mordowano cielaki, a krew lała się do miednicy. To obrazy z piosenki „Mamy Zahut”, której towarzyszyło pytanie, czy jest możliwa mentalna przemiana Polaków. W „Mieście” Kelner opisał gangsterów. Zachwyceni, że stają się bohaterami piosenek, oferowali wszystkie możliwe dragi. Kelner wspomina całodobowy pub w stolicy, gdzie kałasznikowy i torby pełne pieniędzy z haraczy stanowiły codzienność.

Album „Spalam się” Kazika, którego wydawca reklamował jako „najlepszego rapera Wschodu”, opisywał w „Jeszcze Polska” społeczne i gospodarcze absurdy. Jednym z nich było honorarium: starczyło na wypad nad jezioro. Najwięksi godzili się na kontrakty ze słynnym śląskim biznesmenem Krzysztofem Szwedem, który oferował miliard prosto z walizki Różom Europy, Kazikowi, T. Love.

Moc Totartu

Książka jest hołdem dla klubów: hedonistycznego sopockiego Sfinksa, warszawskich Filtrów i Fugazi. Jego pomysłodawca musiał uciekać przed mafią. Księżyk opisuje też inwazje narkotyków. Ofiar było wiele. Skandal, wokalista Dezertera został didżejem, dilerem i autorem samobójczego „złotego strzału”.

Czytamy o trójmiejskich ruchach ekologicznych, które protestowały przeciwko budowie elektrowni atomowej w Żarnowcu i Totarcie, którego energia stanowiła napęd dla grupy Miłość, Trupów Tymona Tymańskiego i ekipy programu telewizyjnego „Lalamido”, poprzez który Krzysztof Skiba i Paweł „Konjo” Konnak zarażali fanów abstrakcyjnym poczuciem humoru. Księżyk wspomina też, jak Ruch Społeczeństwa Alternatywnego tworzony przez Skibę wyłamywał się z podziałów komuna-Solidarność, krytykując negatywne strony tej ostatniej. Objawiły się w „wojnie na górze”, czego skutki obserwujemy do dziś.

Znamienne są losy majora Fydrycha z Pomarańczowej Alternatywy. Podczas czerwcowych wyborów wsparł go koncertem Kult. Jednak Fydrych, zwalczający PRL humorem, przegrał nawet z komunistami. Wyjeżdżając z Polski, żegnał się może z przesadą, ale zastanawiająco: „W miejsce wesołej dyktatury powstaje smutna demokracja”.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA