fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Polska literatura w 2019 roku: Talenty i produkty

Rzeczpospolita
Nobel dla Olgi Tokarczuk pozwolił zapomnieć, że polska literatura rzadko ma do zaproponowania coś więcej niż przekłady.

Biografie ustępują miejsca tańszym w „wytworzeniu” wywiadom rzekom. Prozę gatunkową zalały półprodukty. Tylko polski reportaż i poezja trzymają ponadprzeciętny poziom, ale czy mogą zastąpić dobre i ważne powieści?

Zacznijmy od reportażu. Znakomite wrażenie zrobiła Katarzyna Kobylarczyk, pisząc w „Strupie” o hiszpańskiej wojnie domowej, o tym, jak dzisiejsze ekshumacje dzielą kraj na pół, choć od śmierci Franco minęło 45 lat. Arcyciekawą książką była „Jak nakarmić dyktatora?” Witolda Szabłowskiego. Wrażenie robiły „Dzieci Kazimierza” Michała P. Garapicha. Karolina Kuszyk w reportażu „Poniemieckie” opowiedziała historię dawnych mieszkańców Ziem Zachodnich poprzez przedmioty i nieruchomości, które pozostawili.

To dobre książki reporterskie, ale reportaż to gatunek dziennikarski, tylko niekiedy proponujący wysmakowany literacki styl. Tak jest w przypadku Adama Robińskiego piszącego o Bieszczadach w „Kiczerach” oraz Anny Romaniuk eksplorującej Podlasie („Orzeszkowo 14”).

Hity 2019

  • „Dzieje Józefa Zakrzewskiego” Józef Łobodowski (Test). Cztery tomy o II RP – kilkaset stron czytelniczej radości.

  • „Baśń o wężowym sercu” Radek Rak (Powergraph). Młody pisarz w estetyce horroru i językiem baśni wywołuje duchy dawnej Galicji.

  • „Strup” Katarzyna Kobylarczyk (Czarne). Sugestywna opowieść polskiej reporterki o kraju z drugiego końca Europy.

Fabryka kryminałów

Proza gatunkowa to raj dla pracowników działów marketingu wydawnictw. Co chwila pojawiają się nowe „królowe” i „króle” polskiego thrillera/kryminału/sensacji. Polski rynek książki jest zdominowany przez produkty, a nie dzieła, mocny w deklaracjach na okładkach („wybitna”, „znakomita” etc.), rozdęty do granic możliwości (masa autorów publikujących więcej niż dwie książki rocznie).

Popularność książek gatunkowych oraz ich niski poziom (język, fabuła, tło społeczne, psychologia postaci) sprawiają, że za gatunki biorą się także pisarze utalentowani, którzy czują głód popularności i sprzedażowych sukcesów. Tak słaby rynek zasysa talenty potencjalnych twórców literatury pięknej.

Są jednak ci, którzy szukają własnego pomysłu na opowiedzenie o współczesności. Maciej Hen napisał powieść drogi („Deutsch dla średnio zaawansowanych”). Tytułowy Marek Deutsch odkrywa, że jego przodkowie mieli krew na rękach. Jakub Małecki w „Horyzoncie” zręcznie poprowadził analogie między traumą wojenną a doświadczeniem rodziny. Ten 37-letni pisarz szlifuje wyrazisty styl, coraz lepszy z książki na książkę.

Jakub Żulczyk postanowił czytelnika zemdlić stężeniem wulgarności, przemocy i nienawiści, jaką świat i ludzi obdarza bohater „Czarnego słońca”, psychotyczny neonazista Gruz. Kogo zmogło, tego zmogło, ale odwołania i cytaty z kultury popularnej mogą zaintrygować, choć na 500 stronach męczą. Nie boli za to 400 stron „Zimowli” Dominiki Słowik, powieści z pogranicza archetypu i mitu, rozgrywającej się w małopolskiej miejscowości stanowiącej środek świata. Gdyby „Zimowla” została napisana 20 lat temu, stanowiłaby mocną konkurencję dla ówczesnych książek Olgi Tokarczuk.

Kity 2019:

  • „Była sobie miłość” Cezary Harasimowicz (W.A.B.). Tristan i Izolda, getto, Sejm Czteroletni, Krzyżacy, masoni, powstania i wiele innych cudów. Pisarska bajaderka roku.

  • „Kolejne 365 dni” Blanka Lipińska (Agora). Polska wersja rozerotyzowanych „50 twarzy Greya”.

  • „Około północy” Mariusz Czubaj (W.A.B.). Kryminał w świecie jazzmanów w latach 50. XX wieku. Niestety, na pomyśle się skończyło.

Potęga historii

Nowelistyka za to rozwija się intensywniej. Najważniejsze zbiory opowiadań wydali Jan Polkowski, Paweł Sołtys i Wojciech Chmielewski, ale dobrych premier było więcej.

Ciekawe rzeczy dzieją się w powieści historycznej. Łukasz Orbitowski napisał jedną ze swoich najdojrzalszych książek – „Kult” o rzekomych objawieniach maryjnych w Oławie w czasie stanu wojennego. Martyna Bunda „Kotem niebieskim” potwierdziła, że ma do opowiedzenia inspirującą historię o Kaszubach i Pomorzu. W sposób przekonujący cofnęła się w czasie aż do średniowiecza. Jeszcze błyskotliwiej z historią zabawił się Radek Rak, pisarz dopiero początkujący. Miesza okrucieństwo historii z językiem baśni i opowiada o Jakubie Szeli w estetyce horroru i fantasy. „Baśń o wężowym sercu” to perełka, także formalna. Miniony świat polskich Żydów pokazał Mikołaj Łoziński w „Stramerze” i podzielił krytyków. Jedni wskazali powieść tę jako książkę roku, inni uznali za wprawkę w stylu Singera.

Czy jednak w ogóle była książka roku? Zależy, kto czego szuka. Dla niektórych będzie to eseistyczne „Po piśmie” Jacka Dukaja – wizjonerskie, przenikliwe, niepokojące. Dla innych to korespondencja Herlinga-Grudzińskiego z Giedroyciem lub szósty, ostatni tom dziennika Jana Józefa Szczepańskiego. Szkoda, że w roku jego setnej rocznicy urodzin tak mało było o tym niedocenionym prozaiku i scenarzyście.

Dla mnie książką roku była rzecz nienowa i na dodatek pojawiła się pod koniec roku 2018 dzięki lubelskiemu wydawnictwu Test. To pierwsze u nas wydanie czterotomowego cyklu powieściowego „Dzieje Józefa Zakrzewskiego”, które Józef Łobodowski (1909–1988) opublikował w Londynie w latach 60. Autobiograficzna, choć z kluczem, powieść o studencie, który w Lublinie lat 30. orbituje wokół zdelegalizowanej partii komunistycznej, świetnie zniosła upływ czasu. Jest nieoczywista, bez prostych ocen, a przede wszystkim autentyczna i powstała z tęsknoty na emigracji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA