fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Ludzie z tłumu Solidarności

Sonia Bohosiewicz w spektaklu „Zakład Doświadczalny Solidarność” wcieliła się w postać siostry Grażyny. Niedziela TVP2, 22. 55.
PAT
Przełomowe wydarzenia lat 80. są tematem spektaklu „Zakład Doświadczalny Solidarność”. Premiera w Studiu Teatralnym Dwójki w niedzielę.

Sztuka Szymona Bogacza znalazła się w finale Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej w 2012 roku. Opowiada dzieje Solidarności – od strajków sierpniowych przez stan wojenny, wizytę papieską aż po dziś. 40 bohaterów – ludzi rozmaitych profesji, z różnymi doświadczeniami i w różnym wieku, dzieli się refleksjami o tamtych latach. Spektakl stwarza wrażenie dokumentalnej opowieści filmowej.

Reżyser Adam Sajnuk w 1980 roku miał cztery lata: – Autor Szymon Bogacz jest w podobnym wieku co ja – mówi „Rzeczpospolitej". – Chcieliśmy opowiedzieć zdarzenia tamtego okresu z perspektywy ludzi niezaangażowanych. Ciekawy był dla mnie portret zbiorowy Polaków po roku 1990, jak wspominają tamten czas, co się z nimi stało, w jakim miejscu dziś są. Ta opowieść jest bardziej o współczesności niż o historii Solidarności. Nie chodziło mi o realistyczne odtwarzanie, ale w przypadku zdarzeń z 1980 i 1981 roku, ściśle trzymałem się wytycznych autora, który zbudował historię, wykorzystując archiwa, dokumenty, rozmowy z ludźmi – bohaterami opowieści.

Główną bohaterką (która nie pojawia się w spektaklu) jest Grażyna. W 1980 roku po zakończeniu studiów spędzała nad morzem wakacje, by wkrótce podjąć pracę w jednym z dolnośląskich zakładów. Zapisała się do nowo powstałej Solidarności. Tak rozpoczęła się trudna konfrontacja idealistycznych wyobrażeń młodości z rzeczywistością. I właśnie o Grażynie z tamtego czasu opowiadają wszyscy w spektaklu.

– Miałem okazję ją poznać – wspomina Adam Sajnuk. – Po obejrzeniu przedstawienia potwierdziła, że wiele zgadza się z rzeczywistością. Pani Grażyna nie bardzo chce uczestniczyć w medialnym szumie i spotykać się z publicznością. Jest idealistką, która rozczarowała się do Solidarności. A zaczynała działalność pełna wiary i zapału. Pracowała w księgowości, spotykała różnych ludzi, obserwowała, co się tam dzieje – i traciła zapał. W którymś momencie wycofała się. Została w Polsce, żyje na Dolnym Śląsku.

Adam Sajnuk widział się z nią tylko raz. – Nie budowała obrazu bohaterki, tylko mówiła, że była jedną z wielu – opowiada. – To było ujmujące. I rzadkie, gdy się słyszy wypowiedzi różnych tzw. bohaterów Solidarności używających wielkich słów i żyjących swoją legendą. Pani Grażyna potwierdziła zwyczajnie, że pieniądze, te słynne 80 milionów ukryła, dzięki czemu wróciły potem do Solidarności.

Zapytany, co treść sztuki wniosła do jego wiedzy o czasie przełomu lat 80. reżyser odpowiada: – Podobało mi się, że postaci, które pojawiają się przy okazji opowiadania o Solidarności i tamtych wydarzeniach – są z tłumu, a takich było przecież najwięcej. Ten tekst nie próbuje gloryfikować mitu, bo ludzie są i byli bardzo różni jedni robili karierę, drudzy zbijali kapitał polityczny, inni jeszcze – pieniądze. Między nimi byli też jednak idealiści, którzy wierzyli, że ich działanie ma sens. Chciałem opowiedzieć zarówno o tym, co było nieciekawe i szemrane, tak jak o tym, co szczere i autentyczne.

Na końcowych ujęciach pojawia się napis graffiti: „Boże strzeż mnie przede mną". – To rodzaj puenty, przestrogi odnoszącej się zarówno do bohaterów, jak i do samej Solidarności – mówi. – Mam wrażenie, że przez te 27 lat najwięcej szkód sama sobie wyrządziła. Po roku 1990, kiedy już nie trzeba było walczyć z wrogiem, wyszły małości i kompleksy. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ale warto przypomnieć, że nie było tak kryształowo. Nie próbowałem stawać po żadnej ze stron.

Spektakl „Zakład Doświadczalny „Solidarność"" to także opowieść o mechanizmie dziejowym i ludzkiej naturze – wykraczającej poza rodzime, polskie podwórko.

– Moje pokolenie jest zmęczone podziałami, które wytworzyły się po 1989 roku – kto był, a kto nie był bohaterem, ciągnącymi się procesami lustracyjnymi – mówi Adam Sajnuk. – Trochę też młodzi ludzie są skołowani docierającymi do nich sprzecznymi opiniami. Ciągle jedni atakują drugich. Prowadziłem ostatnio warsztaty teatralne z 18-20-latkami i zobaczyłem, że oni w ogóle nie chcą do tego wracać. A że, jak wszystkie kolejne pokolenia, potrzebują autorytetów i bohaterów - to łatwiej ich znajdują w historii odleglejszej niż Solidarność – choćby w Powstaniu Warszawskim i jego bohaterach. I musi minąć jeszcze ze 30 lat, by ta historia z lat 80. jakoś się ułożyła. Tyle, że nie możemy się od niej odcinać...

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA