fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Ile demokracji w Sejmie

Szef Klubu PiS Ryszard Terlecki (z lewej) mówi, że pakiet demokratyczny nie może utrudniać życia rządowi
Fotorzepa/Jerzy Dudek
Po objęciu władzy PiS wycofuje się z części dawnych postulatów.

Zgodnie z zapowiedziami PiS wniósł do Sejmu tzw. pakiet demokratyczny, czyli zmiany w regulaminie Sejmu, które w teorii mają służyć umocnieniu roli opozycji. PiS dwukrotnie proponowało takie zmiany w poprzedniej kadencji, gdy rządziła PO. Wówczas pakiet nie został wprowadzony w życie.

Tym razem jednak na pewno zostanie uchwalony, jako że PiS ma w parlamencie większość. Tyle że po zdobyciu władzy PiS swą pierwotną wersję pakietu mocno przykroił. „Rzeczpospolita" porównała oba dokumenty – sprawdziliśmy, czego od władzy domagał się PiS, gdy było opozycją, i czego opozycji dać nie chce, gdy samo objęło władzę.

Zaletą pakietu PiS w obu jego wersjach jest to, że likwiduje tzw. zamrażarkę. W ten sposób nazywane są uprawnienia marszałka Sejmu, który może zablokować trafiające do niego projekty ustaw autorstwa opozycji. W pierwszej wersji pakietu – wniesionej do Sejmu w 2014 r. – PiS zaproponowało, aby projektów nie można było „zamrażać" na dłużej niż pół roku. W obecnej wersji pakietu proponuje krótszy okres – cztery miesiące.

Kolejną pozytywną zmianą jest wprowadzenie zasady, że projekty obywatelskie – pod którymi podpisało się co najmniej 100 tys. Polaków – muszą zostać rozpatrzone przez Sejm. Platforma bez prac merytorycznych odrzuciła kilka takich głośnych projektów, w tym dotyczących rozpisania referendów w sprawie wieku emerytalnego oraz sześciolatków, a także ustawę całkowicie zakazującą aborcji.

Ale PiS kilka swych dawnych postulatów z pakietu usunął. Chodzi np. o wysłuchania publiczne, czyli otwarte debaty z obywatelami, których będzie dotyczyć przygotowywane prawo. Pierwotnie PiS domagało się, by wysłuchanie dotyczące kontrowersyjnych projektów mogła zarządzać komisja, która je rozpatruje. Miało wystarczyć poparcie 1/3 członków komisji – wówczas mogłaby je zorganizować opozycja. W nowym projekcie rozdział dotyczący wysłuchania został po prostu usunięty.

Podobnie PiS zrobiło z ustawami podatkowymi. W wersji złożonej za rządów Platformy PiS domagało się, by opozycja miała więcej do powiedzenia w kwestii podatków. W obecnej wersji pakietu, złożonej po przejęciu przez PiS władzy, nie ma już na ten temat ani słowa. Wszak – wedle zapowiedzi polityków PiS – obecny Sejm będzie zmieniał system podatkowy, choćby poprzez wprowadzenie podatku na służbę zdrowia czy też media publiczne.

– Krytykowaliście PO, że odrzuciła wasz pakiet demokratyczny. Dlaczego sami tak znacząco przycięliście go po dojściu do władzy? – pytamy szefa Klubu PiS.

– Inna była sytuacja, gdy byliśmy w opozycji, a inna, gdy rządzimy. Nie możemy utrudniać rządowi życia – przyznaje wprost Ryszard Terlecki.

– A co zrobicie, jeśli któraś z partii opozycyjnych wniesie wasz oryginalny pakiet demokratyczny jako własny projekt?

– Rzeczywiście, pojawił się taki pomysł. Zresztą braliśmy to pod uwagę. Jesteśmy gotowi na negocjacje. Nasz obecny projekt nie jest wersją ostateczną.

Pakiet demokratyczny zmienia też zasady prowadzenia politycznego sporu w parlamencie. W obu wersjach projektu PiS zaproponował zasadę, że po uchwaleniu wotum zaufania dla Rady Ministrów wszystkie sejmowe kluby muszą na piśmie zadeklarować, czy popierają rząd czy pozostają w opozycji. Te deklaracje są punktem wyjścia rozstrzygnięć prawnych. Otóż w pierwszej wersji projektu każdy klub miał zyskać prawo uzupełnienia porządku dziennego posiedzenia Sejmu o jeden punkt. W drugiej opozycja już nie ma tak różowo – musi się porozumieć albo pokłócić, bo będzie miała prawo do zgłoszenia tylko jednego projektu.

Podobne ograniczenia dotyczą sztandarowego pomysłu PiS: pytań do premiera. Jako opozycja PiS proponowało, aby szef rządu oraz ministrowie na każdym posiedzeniu Sejmu – czyli średnio co dwa tygodnie – odpowiadali na bieżące pytania klubów opozycyjnych. Teraz chce na pytania odpowiadać jedynie raz w miesiącu.

PiS wycofało się także z pomysłu, by opozycja miała dostęp do informacji dotyczących relacji z UE. Kiedyś politycy PiS chcieli dostawać od rządu dokumenty dotyczące prac Rady Europejskiej (szefów państw UE) wraz z informacją o polskich stanowiskach negocjacyjnych. Teraz sami takich informacji dawać nie chcą – wykreślili ten zapis z pakietu demokratycznego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA