fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Koronawirus. Oligarcha topi Ukrainę

AFP
Garstka deputowanych sabotuje ustawę, od której zależy ratunek przed upadłością państwa.

– Ukraina już nie istnieje – powiedział główny bohater serialu „Sługa narodu", patrząc na mapę rozdartego na kawałki i podzielonego na mniejsze państewka kraju. Rola w tej produkcji przetarła ścieżkę do prezydentury byłemu artyście kabaretowemu Wołodymyrowi Zełenskiemu. Dzisiaj to już nie filmowy, lecz prawdziwy prezydent Ukrainy ma powody, by z niepokojem spoglądać na mapę częściowo już rozebranego państwa.

Oderwany przez Rosję Krym i tląca się od niemal sześciu lat wojna na wschodzie to tylko część dzisiejszych kłopotów Ukrainy. Od miesięcy Kijów starał się o pomoc finansową z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, która ma zasilić borykającą się od lat z problemami ukraińską gospodarkę.

Jakby problemów było mało, nadeszła pandemia koronawirusa i dziura w ukraińskim budżecie zaczęła rosnąć. Pojawiły się dodatkowe wydatki na służbę zdrowia, która pozostawia wiele do życzenia.

– Mówimy już o deficycie budżetowym na poziomie 8 proc. PKB i nie mamy z czego tej dziury sfinansować. Pomoc MFW jest więc ostatnią deską ratunku, by państwo mogło dalej funkcjonować. Bez tego już jesienią będziemy mieli kłopoty ze spłatą długu zewnętrznego – mówi „Rzeczpospolitej" Serhij Fursa, finansista z kijowskiego oddziału Dragon Capital. Dzisiaj władzom w Kijowie chodzi już nie o 5,5 mld jak jeszcze kilka tygodni temu, lecz o 10 mld dolarów pomocy z MFW.

– Nikt nie chce niewypłacalności Ukrainy. Jestem przekonany, że nasi deputowani mnie usłyszą i do tego nie dojdzie – mówił pod koniec marca Zełenski i zdradził, że gdy Ukraina spełni odpowiednie warunki, pierwsze 2 mld dolarów „nadejdą w ciągu 15 dni".

Jednym z podstawowych warunków było przyjęcie ustawy dotyczącej zmian w systemie bankowym kraju, która uniemożliwia zwrot byłym właścicielom znacjonalizowanych banków. Nikt na Ukrainie nie ma wątpliwości, że chodzi o Privatbank, niegdyś należący do miliardera Ihora Kołomojskiego. Został znacjonalizowany w 2016 roku, a jego ratowanie kosztowało budżet państwa ponad 5 mld dolarów. Kołomojski walczy o niego w ukraińskim sądzie, a ten z kolei czeka na ostateczną decyzję parlamentu.

Gdy ustawę przegłosowano w pierwszym czytaniu 30 marca, wydawało się, że sprawa została zamknięta. Wtedy też w drugim czytaniu przegłosowano ustawę zezwalającą na sprzedaż ziemi rolnej (tego też domagał się MFW). Przyjęcie tej drugiej trwało od listopada, ponieważ przeciwnicy złożyli aż ponad 4 tys. poprawek. Tymczasem w sprawie ustawy, którą media już dawno okrzyknęły „antykołomojską", w ciągu tygodnia zgłoszono ponad 16 tys. poprawek i tym samym pobito wszystkie rekordy w historii ukraińskiego parlamentaryzmu. Najwięcej, aż ponad 6 tys., poprawek zgłosił Anton Poliakow, wyrzucony w grudniu z prezydenckiej partii Sługa Narodu. Kolejne niemal 8 tys. poprawek zgłosiło pięcioro innych deputowanych z rządzącego ugrupowania.

– To nie jest możliwe fizycznie, by w tak krótkim czasie jeden deputowany przygotował 6 tys. poprawek, nawet mając dziesięcioro pomocników, którzy będą pracować całą dobę. Większość z tych poprawek dotyczy np. samej nazwy i nic nie wnoszą. To obnażyło wadę naszego systemu prawnego, który pozwala jednemu deputowanemu zgłaszać niezliczoną ilość poprawek – mówi „Rzeczpospolitej" Iryna Wereszczuk, deputowana z partii Sługa Narodu. Jak twierdzi, jej partyjni koledzy otwarcie sabotują ustawę i powinni ponieść konsekwencje. – Maski opadły i teraz wszyscy widzą, kto od kogo jest uzależniony. Wyobraźmy sobie tylko, ile potrwa przyjęcie ustawy, jeżeli na odrzucenie jednej poprawki musimy poświęcić w parlamencie około 3 minut. Ukraina nie ma na to czasu. Można zmienić regulamin obrad, ale ustawa nie działa wstecz, rozpatrywane już ustawy będą i tak obowiązywać stare procedury. Znajdujemy się w bardzo trudnej sytuacji – dodaje.

Deputowany z opozycyjnej Europejskiej Solidarności (na jej czele stoi były prezydent Petro Poroszenko) Ołeksij Honczarenko nie ma wątpliwości, że to byli właściciele Privatbanku próbują uniemożliwić przyjęcie ustawy. Bez głosów jego frakcji ustawa nie przeszłaby nawet pierwszego czytania, ponieważ z 248 deputowanych partii Sługa Narodu na „tak" 30 marca głosowało jedynie 198 (niezbędna większość to 226), ponad 30 przedstawicieli rządzącego ugrupowania w ogóle nie było na sali.

– Po raz kolejny poprzemy tę ustawę i tu nie chodzi tylko o MFW. Nie możemy dopuścić do zwrotu Privatbanku, bo ponad 5 mld dolarów z kieszeni podatników rozpłynęłoby się w powietrzu. Wszystko jest w rękach Zełenskiego i jego partii. Gdy przyjmowali budżet 2020 roku, nie zwracali uwagi na poprawki i zdecydowali się na naruszenie regulaminu – mówi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA