fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

USA na kwarantannie. 80 mln Amerykanów musi pozostać w domu

Pusta dzielnica finansowa w San Francisco w Kalifornii
Bloomberg
Ponad 80 milionów osób w kilku stanach musi pozostać w domu. W Nowym Jorku ogłoszono stan wyjątkowy.

Życie w ponad 300-milionowym kraju spowolniło w obliczu zagrożenia koronawirusem. Jedna czwarta USA, czyli mieszkańcy kilku najbardziej zaludnionych stanów, w tym Kalifornii, Illinois, Nowego Jorku, New Jersey i Connecticut, ma nakaz przymusowej kwarantanny.

W tych stanach w poniedziałek do pracy mogli wyjść tylko pracownicy niezbędnych sektorów, w tym służby zdrowia, policji, straży pożarnej, transportowego, spożywczego, aptek, zakładów produkujących żywność i materiały medyczne. Reszta może wyjść do sklepu po najpotrzebniejsze rzeczy oraz na samotny spacer z psem czy jogging, z zachowaniem fizycznego dystansu od innych osób. To najostrzejsze formy walki z wirusem, jakie wprowadzono w USA.

Izolacja Kalifornii

Decyzje o zakazach wychodzenia z domu oraz inne kroki mające na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa w Ameryce leżą w gestii gubernatorów poszczególnych stanów. W zależności od stanu miejskie władze same mogą wprowadzać podobne obostrzenia, z czego skorzystały np. miasta w Kalifornii czy New Jersey.

Władze miasta Nowy Jork, które jest epicentrum wirusa, do wprowadzenia zakazu wychodzenia z domu musiały mieć zgodę władz stanowych. Prezydent też może wprowadzić ogólnokrajową blokadę, ale nie podjął jeszcze takiej decyzji.

– Izolowanie ludzi w domach jest konieczne dla bezpieczeństwa mieszkańców – powiedział gubernator Kalifornii Gavin Newsom, który jako pierwszy wprowadził to najostrzejsze rozporządzenie, obejmujące 40 milionów mieszkańców jego stanu.

Zdaniem ekspertów bez takich drastycznych kroków USA mogą pójść w ślady Włoch. – Nawet jeżeli kraj ten zapobiegnie połowie zarażeń, to i tak około 650 tys. ludzi może zostać dotkniętych Covid-19 w ciągu dwóch miesięcy – przewiduje Columbia University.

– Wszyscy muszą się podporządkować, inaczej nikt z nas nie będzie bezpieczny – powiedział Andrew Cuomo, gubernator Nowego Jorku. Jeszcze w ubiegłym tygodniu nie chciał wyrazić zgody na wprowadzenie podobnego nakazu w mieście Nowy Jork, ale wraz ze wzrostem liczby zarażeń w piątek zmienił zdanie.

We wszystkich tych stanach, nawet tam, gdzie większość mieszkańców nie mogła od poniedziałku pójść do pracy, nadal działa komunikacja publiczna, nie zamknięto też granic między stanami. To ostatnie byłoby trudne do wyegzekwowania w wielu regionach, które są połączone gospodarczo i społecznie o wiele bardziej niż np. kraje UE. Decyzją prezydenta Trumpa natomiast zamknięte zostały granice z Meksykiem i Kanadą.

Stan z połową chorych

Największym epicentrum wirusa w Ameryce jest liczący 19,5 mln mieszkańców stan Nowy Jork. Tam mieszka prawie 50 procent zarażonych wirusem Covid-19 w całych Stanach. Aż 70 proc. zarażonych w stanie Nowy Jork to mieszkańcy Wielkiego Jabłka, gdzie duże zagęszczenie ludności, przemieszczającej się środkami transportu publicznego, sprzyja rozprzestrzenianiu się wirusa. W sobotę, gdy liczba zarażonych w stanie Nowy Jork przekroczyła 10 tys., Donald Trump ogłosił tam stan katastrofy. Pozwala to na uwolnienie federalnych funduszy na walkę z wirusem oraz większą pomoc logistyczną.

Od kilku tygodni gubernator Andrew Cuomo walczy o zaopatrzenie lokalnych szpitali w maski, ubrania ochronne oraz sprzęt niezbędny dla chorych z niewydolnością górnych dróg oddechowych. Wezwał do powrotu na służbę emerytowanych pracowników służby zdrowia.

Cuomo był pierwszym gubernatorem, który zwrócił się do prezydenta Trumpa o pozwolenie na przeprowadzanie testów na obecność wirusa przez lokalne laboratoria, a nie federalne. Dzięki temu w stanie tym możliwe jest testowanie aż 10 tys. osób dziennie. Władze posuwają się też w planach stworzenia szpitali polowych w Javits Center, potężnym centrum targowym i konferencyjnym na Manhattanie oraz w kilku hotelach.

Ponad podziałami

– W najgorszym wypadku potrzebować będziemy 110 tys. dodatkowych łóżek, bo 18 proc. zarażonych potrzebuje opieki szpitalnej – mówi Cuomo. Choć liderami w walce z pandemią w Stanach są demokratyczni gubernatorzy regionu nowojorskiego, Kalifornii czy Illinois, republikańscy włodarze innych stanów nie stronią od wprowadzania ostrych środków w walce z wirusem i w miarę rosnącego zagrożenia zamykają szkoły i inne instytucje, ograniczają przemieszczanie się i gromadzenie ludzi.

Na Kapitolu ustawodawcy obu partii wspólnie pracują nad ustawami pomocowymi dla Amerykanów. – Zarówno republikanie, jak i demokraci rozumieją konieczność szybkiego działania – pisze „Washington Post”.

Choć mają różnice zdań, w ubiegłym tygodniu zatwierdzili ustawy przewidujące świadczenia dla bezrobotnych i płatne dni chorobowe dla osób borykających się z koronawirusem oraz zniesienie opłat za testy na jego obecność.

W weekend, gdy liczba zarażonych w całym kraju przekroczyła 25 tys., a setki tysięcy Amerykanów złożyły podania o zasiłek dla bezrobotnych, debatowali nad pakietem stymulacyjnym, który może wynieść prawie 1,5 bln dol. i przewiduje wsparcie finansowe dla wielu sektorów gospodarki, ale też indywidualnych Amerykanów i małych firm. Jak zauważają krytycy, pomysł ponadtysiącdolarowych czeków dla Amerykanów, który jest trzonem tego pakietu, wyszedł niespodziewanie z kręgów republikańskich, a nie liberalnej lewicy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA