fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikty zbrojne

Etiopia. Koniec wojny, który nie zapowiada pokoju

AFP
Po trzech tygodniach walki z separatystami wojska rządowe zdobyły ich stolicę. Nikt nie wie, co będzie dalej.

„Jestem zadowolony, mogąc podzielić się wiadomością, że wykonaliśmy i zakończyliśmy operację militarną w rejonie Tigraj (...). Teraz trzeba się skupić na odbudowie" – napisał w Twitterze etiopski premier, laureat zeszłorocznej Pokojowej Nagrody Nobla Abyi Ahmed.

Wojska Addis Abeby zdobyły stolicę separatystycznego regionu Mekile. Ale już po wkroczeniu do miasta (co stało się okazją do ogłoszenia zakończenia walk) seria rakiet wystrzelonych przez Tigrajczyków trafiła stolicę sąsiedniego państwa Erytrea, Asmary.

Samo Mekile było ostrzeliwane przez rządową artylerię. Dowództwo sił rządowych twierdzi, że zniszczono jedynie ośrodki oporu utworzone na obrzeżach półmilionowego miasta w „szkołach, kościołach, budynkach publicznych". Nikt jednak nie wie, jakie są straty zarówno wśród ludności cywilnej, jak i materialne. Cały region jest odcięty od świata, zablokowane są też wszelkie połączenia komunikacyjne.

Pewne jest jedynie, że z powodu walk trwających cały listopad do odludnych rejonów Sudanu uciekło około 40 tysięcy mieszkańców Tigraj. W samej prowincji z powodu konfliktu miała ucierpieć ok. 1/8 mieszkańców. ONZ szacuje, że natychmiast potrzeba 150 mln dolarów na pomoc dla uciekinierów do Sudanu. Ale w samej prowincji też znajdują się obozy uchodźców z sąsiedniej Erytrei (w których mieszka kilkadziesiąt tysięcy osób), przez które przeszedł front.

Liderzy prowincji na początku listopada doprowadzili do otwartego konfliktu z Addis Abebą. Rządzący od dwóch lat premier Abyi Ahmed podjął próby scentralizowania ustroju państwa, tworząc na przykład pierwszą partię polityczną nieopartą na podziałach etnicznych. Tigrajczycy (tworzący znaczną część elity politycznej poprzednich władz, obalonych w 2018 roku) oskarżyli premiera o zapędy dyktatorskie. Detonatorem stało się odwołanie z powodu pandemii wyborów parlamentarnych. Jednocześnie Addis Abeba chciała bowiem zamienić głosowanie w poszczególnych regionach na jedne, ogólnonarodowe. Tigraj nie podporządkował się, wzywając inne prowincje, by poszły w jego ślady.

Dodatkowym powodem wrogości było zakończenie przez Abyi Ahmeda ciągnącej się od dziesięcioleci wojny z Erytreą (za co właśnie dostał Nobla). Tigrajczycy jednak uważają Erytrejczyków za zaklętych wrogów i nawet obecnie, mimo że walczyli z armią centralną, bez przerwy atakowali sąsiadów.

Obecnie wszyscy obawiają się długotrwałej wojny partyzanckiej na terenie zbuntowanej prowincji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA