Reklama

Koniec cierpliwości w kokpitach. Piloci Lufthansy nie odpuszczają zarządowi

Konflikt z pilotami domagającymi się poprawy warunków finansowych po raz kolejny uderza w wizerunek Lufthansy jako solidnego przewoźnika. W ciągu ostatnich 4 tygodni piloci LH strajkowali dwukrotnie. Zapowiadają, że to nie koniec.
Koniec cierpliwości w kokpitach. Piloci Lufthansy nie odpuszczają zarządowi

Foto: Michaela Stache/Bloomberg

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co stanowi główną przyczynę trwającego konfliktu między pilotami a zarządem Lufthansy.
  • Jakie bezpośrednie skutki dla siatki połączeń i pasażerów niosą obecne protesty.
  • Czego konkretnie domagają się piloci różnych linii wchodzących w skład Grupy Lufthansy.
  • Czy wyniki finansowe Lufthansy mają wpływ na prowadzone negocjacje z załogami.

W czasie protestu w ostatni czwartek i piątek, którego skutki są odczuwalne przez przez cały weekend odwołanych zostało 70 proc. lotów krótkodystansowych i 75 proc. długodystansowych. Wzięło w nim udział 5,3 tysiąca pilotów. A organizator strajku, związek Vereinigung Cockpit podał, że 95 proc. jego członków opowiedziało się za zaostrzeniem protestu.

Dla pasażerów niemieckich linii to poważne ostrzeżenie, że powinni uważnie śledzić informacje, jeśli wybierają się w podróż, zwłaszcza z przesiadką we Frankfurcie czy Monachium. Konflikt jest wielowątkowy i coraz trudniejszy do rozstrzygnięcia.

Strajk Lufthansy, Lufthansy Cargo oraz, po raz pierwszy, LH Cityline nie dotyczy połączeń bliskowschodnich. Niemiecki przewoźnik, zgodnie z zaleceniami Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) nie wykonuje rejsów rozkładowych do krajów objętych obecnym konfliktem, ale nadal do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Omanu, Kuwejtu, Bahrajnu, Izraela i Jordanii wykonywane są loty repatriacyjne.

Czytaj więcej

Linie arabskie w kryzysie wizerunkowym. Lufthansa chce to wykorzystać
Reklama
Reklama

Czego domagają się piloci

Piloci Lufthansy i Lufthansy Cargo domagają się powstrzymania niekorzystnych dla nich zmian w funduszu emerytalnym, ich koledzy z LH Cityline wyższych zarobków. I są zdeterminowani do walki o podwyżki.

Zasięg obecnego strajku okazał się większy, niż tego obawiał się zarząd, który jeszcze w ostatni czwartek zakładał, że protest pilotów dotknie 60 proc. siatki długodystansowej. Najbardziej ucierpiały największe lotniska przesiadkowe, czyli Monachium i Frankfurt, a straty przewoźnika już teraz oceniane są jako większe, niż w czasie ostatniego protestu, 12/13 lutego.

Jako głównego winnego w tym konflikcie piloci wskazują na prezesa Grupy LH, Carstena Spohra, który pozostaje nieugięty w negocjacjach. Uważają, że Spohr celowo opóźnia wszystkie zmiany w programie emerytalnym i siatce płac, aby wykazać się jak najwyższym zyskiem. Zresztą ostatnio się mu to udało. Zysk operacyjny za 2025 r. zwiększył się o 20 proc. Przy przychodach w wysokości 39,6 mld euro (wzrost o 5 proc.), Niemcy wypracowali zysk w wysokości 2 mld euro. Wszystkie linie należące do Grupy LH przewiozły 135 mln pasażerów, a wypełnienie samolotów sięgało 83,2 proc., co nie jest wynikiem satysfakcjonującym. Na rok 2026 Lufthansa zapowiada wzrost zysków i to mimo zawirowań geopolitycznych. Tyle że problemy wewnętrzne są poważnym zagrożeniem w realizacji prognoz.

Czytaj więcej

Samoloty Lufthansy zostały na ziemi. Strajkują piloci i personel pokładowy

Nie chodzi o nowe podwyżki, tylko honorowanie obietnic

Piloci Cityline wskazują, że zarząd nie wywiązał się z obietnic wprowadzenia podwyżek, które zostały wynegocjowane wcześniej. Płace miały wzrosnąć o 3,3 proc. od 2 lutego 2024 i potem sukcesywnie, o taką samą wielkość od stycznia 2025 r. i stycznia 2026 r., a podwyższone zarobki powinny znaleźć się na ich kontach najpóźniej do końca lutego 2026. Zgodnie z tym porozumieniem łącznie płace pilotów powinny w tym czasie zwiększyć się o ok. 11 proc. do końca 2026 r. Podwyżka była uzasadniona rosnącymi kosztami życia, zwłaszcza w okolicach Frankfurtu i Monachium. Tymczasem zarząd Lufthansy wprowadził nowy warunek: płace wzrosną, zgodnie z ustaleniami, ale pod warunkiem, że dodatkowe środki zostaną gdzie indziej wygenerowane.

Prezes Grupy Lufthansy ma nowe pomysły

Zdaniem Carstena Spohra jakikolwiek wzrost kosztów pracy musi być zrównoważony poprawą efektywności w innych dziedzinach. A ostatni wzrost zysku nie ma z tymi negocjacjami nic wspólnego i nie może być uznany za podstawę do roszczeń strony społecznej. Zaś jako nową formę nacisku i to nie tylko na Cityline, ale i samą LH, oraz inne linie należące do Grupy LH, czyli Discover, Eurowings, Germanwings, Lufthansa wykorzystuje teraz stworzenie nowego niskokosztowego przewoźnika, City Airlines (czyli nazwa jest bardzo podobna do Cityline), gdzie nie ma układu zbiorowego. Zatrudnionych w niej jest już 800 osób.

Reklama
Reklama

W City Airlines niższe są nie tylko zarobki, ale i gorsze ogólne warunki pracy. Więc cały spór może zakończyć się tym, że załogi niemieckich przewoźników z Grupy LH będą miały do wyboru zaakceptować gorsze warunki bądź liczyć się z utratą pracy.

Transport
Budowa dróg i kolei w Polsce zagrożona. Przetargi toną w odwołaniach
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Transport
50 tysięcy odwołanych lotów i ceny wyższe o 80 procent. Wojna paraliżuje lotnictwo
Transport
Polska betonuje rynek regionalnych przewozów kolejowych
Transport
Przewoźnicy pod ścianą. „Bez podwyżek nie będziemy jeździć”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama