fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikty zbrojne

Syria: Oferta Putina nie dla Obamy

AFP
Syria, kraj, z którego pochodzi większość uchodźców, staje się nowym polem konfrontacji Rosji i USA.

– Nie mam zamiaru ustępować. O tym zadecydować może jedynie naród syryjski – ogłosił prezydent Baszar Asad w wywiadzie dla rosyjskich mediów. Oskarżył Zachód o sprowokowanie kryzysu uchodźców w Europie. – Będzie ich jeszcze więcej, jeżeli nie ustanie pomoc dla terrorystów – zagroził. Terroryści to według terminologii reżimu w Damaszku cała syryjska opozycja walcząca z siłami rządowymi, w tym także dżihadyści z Państwa Islamskiego.

Zdaniem walczącego o przetrwanie prezydenta jedynym rozwiązaniem w Syrii jest wstrzymanie pomocy Zachodu dla zbrojnej opozycji, co ułatwi mu walkę z Państwem Islamskim.

Dokładnie taką propozycję składa prezydent Władimir Putin. – Jest jasne, że bez sił rządowych walczących z Państwem Islamskim w Syrii nie jest rzeczą możliwą wyparcie terrorystów z kraju – tłumaczył prezydent Rosji we wtorek w Duszanbe.

Moskwa nie czyni przy tym żadnej tajemnicy, iż buduje w pobliżu Latakii swą nową bazę. Tym razem lotniczą, drugą obok morskiej funkcjonującej od dawna w Tartus. Jest już gotowa do przyjmowania rosyjskich transportów lotniczych, w tym broni dla tracących grunt pod nogami sił reżimowych. Nikt na Zachodzie nie ma wątpliwości, że konsekwencją takiej strategii może być jedynie dalsza eskalacja trwającej już cztery lata wojny i co za tym idzie, dalsze ofiary śmiertelne i kolejne tysiące uchodźców szturmujących granice Europy.

Na to liczy prezydent Asad, mając nadzieję, że właśnie rzeka uchodźców skłoni Zachód do zmiany nastawienia wobec jego reżimu. Ma przy tym wsparcie materialne nie tylko Rosji, ale też Iranu, oraz w przeważającej mierze moralne Chin.

Ma też poważny atut w postaci dość nikłych wyników dotychczasowych wysiłków USA i innych państw zwalczających z powietrza dżihadystów z Państwa Islamskiego. Naloty trwają już ponad rok i mimo coraz większej liczby państw w nich uczestniczących nie są w stanie zadać islamistom decydujących ciosów.

Do koalicji pod egidą USA dołączyła właśnie Francja, decydując się na udział w operacjach powietrznych. Premier Manuel Valls wykluczył jakiekolwiek porozumienie z prezydentem Asadem i zapowiedział wsparcie dla sił lądowych innych państw, gdyby takie miały zostać utworzone i skierowane do walki z Państwem Islamskim. Niewykluczone, że było to zaproszenie wystosowane pod adresem Waszyngtonu.

– Jeżeli Amerykanie nie zdecydują się na taki krok, to żaden inny kraj tego nie uczyni – tłumaczy „Rz" Dominique Moisi, francuski politolog z londyńskiego King's College. Premier Valls nie ma złudzeń, mówiąc w Zgromadzeniu Narodowym, iż wysłanie tysięcy francuskich żołnierzy do Syrii oznaczałoby wejście w „pułapkę zastawioną przez islamistów". Z całą pewnością byłoby to na rękę Asadowi i Moskwie.

Ofensywa Moskwy w Syrii zaskoczyła nie tylko Waszyngton, ale i wiele innych zachodnich stolic. Amerykański sekretarz stanu John Kerry rozmawiał już trzykrotnie w ostatnich dniach z Siergiejem Ławrowem, szefem rosyjskiego MSZ, przekonując go, że każdy pomysł wspierania Asada jest błędem. „Amerykanie cały czas próbują odczytać intencje Putina i zastanawiają się, czy nie można go skłonić do zajęcia bardziej konstruktywnego stanowiska" – pisał w środę „New York Times". Zdaniem dziennika w administracji Obamy trwa spór, jak postąpić z Putinem. Zwolennicy dialogu z Rosją udowadniają, że skoro droga do uregulowania konfliktu na Ukrainie i opanowania sytuacji w Syrii prowadzi przez Moskwę, to trzeba z niej skorzystać. Przeciwnicy takiego rozwiązania wskazują, że rozpoczęcie teraz dialogu z Rosją mogłoby zostać odczytane jako uhonorowanie Putina, na co ten nie zasługuje.

Tak czy owak prezydent Obama będzie musiał podjąć wkrótce decyzję, czy ma ochotę porozmawiać z Władimirem Putinem, który przybywa do Nowego Jorku 25 września na obrady ONZ. Nieco wcześniej, już w przyszłym tygodniu, z prezydentem Rosji będzie rozmawiał na Kremlu premier Izraela Beniamin Netanjahu. Izrael obserwuje z największym niepokojem dozbrajanie Asada, obawiając się, że rosyjska broń może się dostać w ręce Hezbollahu.

– Bez względu na to, jak potoczą się losy wojny w Syrii, jedno jest pewne – Rosja umocni swoje wpływy na Bliskim Wschodzie – przekonuje „Rz" prof. Ilter Turan z Uniwersytetu Bilgi w Stambule. Nie ma złudzeń, że Putin pragnie odbudować tam pozycję, jaką miał Związek Radziecki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA