fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikty zbrojne

Izrael: Filozofia zabijania wrogów

Gdybym znał odpowiedź na pytanie o przyczynę śmierci Jasera Arafata, nie mógłbym jej w tej książce podać, nie mógłbym nawet napisać, że ją znam. Poruszania tematu zabrania mi cenzor wojskowy Izraela – pisze Ronen Bergman. Na zdjęciu wykonanym kilka dni temu plakat z Arafatem w Nablusie na Zachodnim Brzegu Jordanu.
AFP
Jaką cenę zapłaciło państwo żydowskie za zlikwidowanie setek terrorystów i bojowników? – pyta izraelski autor.

Bez wyroku, ale z rozkazem zatwierdzonym przez izraelskiego premiera, ginęli palestyńscy i libańscy przywódcy, irańscy naukowcy od programu atomowego, wielu cywilów i rosyjski generał. Mały bliskowschodni kraj żyjący w ciągłym zagrożeniu sięga jak żaden inny z szeroko pojętego Zachodu po metody, które rodzą wiele pytań politycznych i moralnych.

To „długie pasmo sukcesów taktycznych, lecz zarazem klęsk strategicznych" – pisze w swojej książce izraelski dziennikarz Ronen Bergman. Nosi ona tytuł „Powstań i zabij pierwszy. Tajna historia skrytobójczych akcji izraelskich służb specjalnych" i właśnie ukazuje się jej polskie tłumaczenie.

O Bergmanie usłyszeliśmy w Polsce rok temu, gdy spytał premiera Mateusza Morawieckiego, czy gdy będzie opowiadał o prześladowaniach, których doznała jego matka od polskich sąsiadów, będzie podlegał karze na mocy ustawy o IPN.

W książce Polska pojawia się tylko w kontekście poszukiwania jednego z liderów Hamasu Jahji Ajasza, który miał się ukrywać na początku lat 90. w naszym kraju, ale okazało się to nieprawdą. Szin Bet, służba bezpieczeństwa wewnętrznego, zabił go w 1996 roku w Strefie Gazy, detonując ładunek w telefonie komórkowym, który był podarunkiem od współpracującego z Izraelczykami bogatego Palestyńczyka.

Dlaczego Bergman wspomina o klęskach strategicznych skrytobójczych akcji? Bo, jak wnioskuje, konflikt z Palestyńczykami może zakończyć jedynie rozwiązanie polityczne (dwa państwa). Po zabitych liderach pojawiali się jeszcze bardziej wrogo nastawieni do Izraela, a równocześnie radykalizowały się kolejne pokolenia Palestyńczyków.

Książka powstała na podstawie około tysiąca rozmów z politykami, w tym premierami, szefami służb, oficerami uczestniczącymi w kluczowych operacjach. To imponująca reporterska praca. Obejmuje czasy nawet sprzed powstania państwa izraelskiego, ale tutaj skupimy się fragmentach dotyczących ostatnich dwóch dekad.

Cenzura

Autor podkreśla we wstępie, że służby i armia starały się uniemożliwić mu pracę nad książką, przestrzegały byłych i obecnych pracowników przed udzielaniem informacji, a jego starały się zdyskredytować, pojawiło się nawet oskarżenie o „akt szpiegostwa" (w związku z pozyskaniem wielu tajnych dokumentów). Bohaterowie książki, którzy zdradzali tajemnice, poważnie ryzykowali. „Niektórzy zmarli po spotkaniu ze mną, większość z przyczyn naturalnych".

Moim zdaniem Ronen Bergman nie ujawnia jednak tajemnic, które mogłyby zagrozić obecnym operacjom w obronie bezpieczeństwa Izraela. Ostatnie obnażone sekrety dotyczą epoki sprzed dziesięciu czy nawet kilkunastu lat.

W opisach ostatnich przestawionych przez niego operacjach, w tym zabicia w styczniu 2010 w Dubaju zajmującego się dostawami broni dla Hamasu, Mohameda al-Mahbuha, nie ma nic, czego nie można by bez trudu znaleźć w internecie. Na YouTubie są zebrane przez policję dubajską ujęcia z kamer przemysłowych, na których widać członków zabójczego komanda izraelskiego wywiadu, w tym paru udających tenisistów (z rakietami bez pokrowców).

O cenzurze, poza wstępem, Bergmann wspomina w zasadzie raz, w kontekście śmierci przywódcy Palestyńczyków Jasera Arafata w 2004 roku (umarł w podparyskim szpitalu, gdzie trafił za zezwoleniem Izraelczyków w związku z tajemniczą chorobą jelit).

Bergman podkreśla: gdybym znał jej przyczynę, „nie mógłbym jej w tej książce podać, nie mógłbym nawet napisać, że ją znam. Poruszania tematu zabrania mi cenzor wojskowy Izraela". Dwie strony dalej aluzyjnie dodaje jednak, że „o ile zabijanie przywódców z dużą dozą prawdopodobieństwa kierowało historię na nowe tory, o tyle nie było powiedziane, że był to kierunek lepszy od dotychczasowego", bo mógł utrudnić osiągnięcie pokoju. Na początku tego zdania zaś pojawiają się dwa nazwiska: założyciela Hamasu Ahmeda Jasina i Arafata. Niepełnosprawnego szejka zabili Izraelczycy w 2004 roku w mieście Gaza, Bergman opisuje tę operację dokładnie.

Wygląda na to, że największym tabu dla Izraela pozostaje śmierć najbardziej znanego Palestyńczyka.

Syryjski kucharz

Dopiero w 2001 roku armia i siły specjalne Izraela postanowiły uregulować prawnie zabijanie wrogów, które zniszczyło wizerunek kraju i nawet przez najbliższego sojusznika, USA, uznawane było za nielegalne.

Wcześniej przeprowadzono setki operacji „selektywnej eliminacji" (zwanej też „procedurą krytyczną), podczas których ginęli bojownicy mniej lub bardziej ważnych organizacji terrorystycznych lub uważanych za takie przez Izrael, a przy okazji często przypadkowi cywile. Opinia sporządzona przez prawników pod wodzą Menachema Finkelsteina, religijnego Żyda, obawiającego się boskiej kary za zabijanie „wielu wrogów", była przez lata ściśle tajna. Zgodnie z nią likwidować można było dwie grupy: żołnierzy armii prowadzących wojnę z Izraelem (ale już nie takich, których określano mianem „syryjskiego kucharza", czyli wojskowego pracującego na tyłach) oraz członków organizacji terrorystycznych, także w czasie, gdy nie są aktywni, bo na przykład śpią w domu. Nie można ich natomiast karać za wcześniejsze antyizraelskie działania, lecz tylko wtedy, gdy „było niemal pewne", że będą je kontynuowali w przyszłości.

Terrorysta z dzieckiem na ręku

Mimo reguł służby prowadziły tak wiele operacji, że, jak pisze Bergman, skupiano się przede wszystkim na sprawdzaniu, czy namierzany bojownik jest na pewno tym, kto ma zginąć, a nie na tym, czy w jego pobliżu są cywile.

„Terroryści w pełni wykorzystywali nasze opory przed krzywdzeniem niewinnych. Przechodząc przez ulicę, brali dzieci na ręce" – mówi jeden rozmówców, podkreślając, że zdarzało się, iż w ostatniej chwili przekierowywano lecący pocisk, bo palestyński radykał, w którego miał trafić, zasłonił się nagle dzieckiem.

Podczas operacji w Damaszku służby izraelskie miały już na celowniku dowódcę jednostek ekspedycyjnych irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Ghasema Solejmaniego, ale nie zabiły go. Nie dlatego, że stał obok cywila, ale dlatego, że obiecały współpracującym z nimi Amerykanom, że w operacji miał zginąć tylko jeden człowiek dowódca wojskowy Hezbollahu, odpowiedzialny za wiele zamachów na Izraelczyków, Amerykanów i na premiera Libanu Rafika Haririego, Imad Mugnija (zginął kilkanaście godzin później, gdy był sam).

Generał Solejmani żyje do dziś i uchodzi za największe zagrożenie dla bezpieczeństwa Izraela.

Wizyty mężatki

Każda operacja wymagała drobiazgowych przygotowań. Prawie zawsze były potrzebne informacje ze środowiska wroga od zwerbowanych agentów lub od aresztowanych bojowników, w tym najważniejszych. Izraelczycy pojmali niegdyś założyciela Hamasu, poruszającego się na wózku szejka Ahmeda Jasina. Nie chciał współpracować. Uległ, dopiero gdy oficer Szin Betu dał mu do zrozumienia, że wie, że odwiedza go w domu szanowana mężatka, która z podziwu dla jego pracy na rzecz Palestyńczyków i by uprzyjemnić mu ciężki los, spała z nim. Ta współpraca nie trwała jednak długo.

Inny lider Hamasu, cierpiący na klaustrofobię, nie wytrzymał, gdy po raz kolejny wsadzono go związanego i z zasłoniętą twarzą do małej piwnicy i puszczono mu odgłosy wydawane przez szczury i karaluchy.

Dla wielu informatorów decydujące były pieniądze. Ale najlepszy przez lata informator w Libanie, pochodzący z bogatej chrześcijańskiej rodziny, współpracował za darmo, ponosząc na dodatek duże koszty (wykonał np. dla Izraelczyków sto tysięcy zdjęć). Robił to, by bronić ojczyzny przed szkodliwymi działaniami Palestyńczyków na jej terytorium.

Pokaźny okup

Jedną z największych wpadek izraelskich służb był nieudany zamach na jednego z liderów Hamasu Chalida Maszala w Ammanie w 1997 roku. Dwóch uczestniczących w operacji oficerów Mosadu zostało zatrzymanych przez jordańską policję niedługo po nieumiejętnym spryskaniu Maszala trującą substancją levofentanylem.

Wywiązała się awantura polityczna między najwyższymi władzami Izraela i Jordanii, jednego z dwóch krajów arabskich, który utrzymywał z nim stosunki dyplomatyczne. Na chwilę zawisły na włosku, o czym wiedzieliśmy już z różnych wcześniejszych publikacji. Podobnie jak o tym, że Maszalowi podano antidotum, które miała przy sobie uczestnicząca w operacji „doktor Platyna". Maszal żyje do dzisiaj.

Bergman ujawnia natomiast kulisy negocjacji dotyczących losu sześciu oficerów, którzy wspierali dwóch kolegów atakujących Palestyńczyka, a potem ukryli się w ambasadzie izraelskiej. Król Jordanii nie zamierzał ich wypuścić bez „pokaźnego okupu", który pomógłby mu uzasadnić decyzję przed rozwścieczonym narodem. Ten okup to uwolnienie skazanego na dożywocie szejka Jasina. Sprzeciwiali się temu wszyscy od izraelskiego premiera po „ostatniego oficera w hierarchii" wywiadu. Jak to?, krytykowali, „wiele razy znosiliśmy porwania, zabójstwa i zamachy terrorystyczne" mające na celu wyciągnięcie z więzienia szejka, a teraz mamy ulec?

Przekonał ich do tego występujący w roli negocjatora Efraim Halewi, weteran Mosadu i jego przyszły szef. Pod wpływem Halewiego na wolność wyszedł nie tylko Jasin, ale i wielu innych palestyńskich więźniów.

– Znam książkę, ale nie będę komentował. Jestem w niej wspominany, nie w sposób pozytywny – tyle powiedział mi Halewi, gdy do niego zadzwoniłem kilka dni temu.

Śmierć rosyjskiego generała

Izrael długo wyznawał zasadę, by nie zabijać „pełnoprawnych członków władz państwowych". Za władze państwowe oczywiście nie uznawano liderów Organizacji Wyzwolenia Palestyny czy libańskiego Hezbollahu.

Po raz pierwszy złamano tę zasadę w 2008 roku. Wtedy podczas przyjęcia w swojej rezydencji nad Morzem Śródziemnym zginął od sześciu kul wystrzelonych przez dwóch izraelskich strzelców wyborowych generał Mohamed Sulejman, uchodzący za człowieka numer dwa w syryjskich władzach, odpowiedzialny w nich za współpracę z Iranem i Hezbollahem oraz za tajny program atomowy.

Służby państwa żydowskiego kierują się też zasadą, by nie likwidować nie-Arabów czy szerzej niemuzułmanów. Nie dotyczy to zbrodniarzy z czasów drugiej wojny, ale takie operacje przeprowadzano w pierwszych dekadach, na przykład na Herbertsa Cukursa, współpracującego z Niemcami Łotysza, który odpowiadał za wymordowanie tysięcy Żydów. Zginął w Urugwaju w 1965 roku.

Później zdarzało się, że od wybuchu zorganizowanego przez izraelskie służby ginęli też niemuzułmanie, jak choćby w Libanie turyści z Niemiec i USA, ale nigdy nie byli celem.

Jednak Bergman sugeruje, że Mosad stoi za śmiercią ważnego Rosjanina. Chodzi o generała Anatolija Kuncewicza związanego z przemysłem zbrojeniowym i w czasach Borysa Jelcyna odpowiedzialnego za likwidację broni chemicznej w dawnym Związku Radzieckim (w innej publikacji Bergman napisał, że nadzorował prace nad nowiczokiem, który po latach rosyjskie służby użyły do ataku na swojego byłego agenta w Wielkiej Brytanii).

Izraelczycy zainteresowali się generałem Kuncewiczem, dlatego że pomagał tworzyć arsenał chemiczny Syrii. Nieoczekiwanie zmarł w 2002 roku na pokładzie samolotu lecącego z Aleppo do Moskwy.

Zagraniczni czytelnicy

Książka ukazała się w USA, po angielsku, a nie po hebrajsku w Izraelu. Czy będzie miała wpływ na sytuację w Izraelu, gdzie trwa kampania wyborcza? – Nie ma na jej temat debaty, ona jest atrakcyjna raczej dla zagranicznych czytelników, bo my tu wiemy, o co w tej sprawie chodzi – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Efraim Inbar, izraelski politolog i szef Jerozolimskiego Centrum Studiów Strategicznych.

Jak dodaje, trudno, by w kampanii miała zaszkodzić prawicowemu premierowi Beniaminowi Netanjahu (wiele razy pojawiającemu się u Bergmana, choćby przy sprawie nieudanego zamachu na Maszala). – On ma na głowie przecież kilka spraw karnych [o korupcję i nadużycia władzy].

Bergman pisze, że w wywiadzie długo dominowali ludzie o poglądach lewicowych. Prof. Inbar (sam o poglądach prawicowych) nie jest pewien, czy tak jest. – W każdym razie w moim instytucie pracuje wywodzący się ze służb analityk, który na pewno nie jest lewicowy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA