fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikty zbrojne

Górski Karabach, górska beczka prochu

Azerscy żołnierze w czasie walk na granicy Górskiego Karabachu
Handout/Azerbaijani Defence Ministry/AFP
Walki o Górski Karabach mogą wciągnąć w konflikt zbrojny wszystkie sąsiednie państwa.

– Jeśli starcia nie zostaną przerwane poprzez poważny nacisk z zewnątrz, to zacznie się regularna wojna, i to będzie katastrofa. Ona wstrząśnie całym regionem, w tym (rosyjskim) Kaukazem Północnym, i wciągnie wszystkich, również Rosję i Turcję – uważa rosyjski analityk Wadim Muchanow.

Już obecnie Armenia oskarża Turcję o jawne wspieranie Azerbejdżanu. – Członek NATO okazuje pełne poparcie Azerbejdżanowi w postaci dronów, prowadzenia ataków hakerskich, doradców, najemników, a nawet myśliwcami F-16 – oświadczył prezydent Armenii Armen Sarkisjan na konferencji Cybersec 2020, która odbywa się pod patronatem Sojuszu.

Sprostowanie

W tekście „Górski Karabach, górska beczka prochu” błędnie podałem, że konferencja Cybersec  Global 2020 odbywa się pod patronatem Sojuszu Północnoatlantyckiego. W rzeczywistości NATO Counter Intelligence Centre of Excellence jest jedynie głównym partnerem instytucjonalnym konferencji. Zwrócił mi na to uwagę organizator – Instytut Kościuszki.

Pomoc Ankary

Wcześniej armeńskie Ministerstwo Obrony wskazywało, że Azerowie mają nowoczesną turecką broń. Uchyliło się jednak od potwierdzenia plotek o tureckich najemnikach z Syrii walczących po stronie Baku. Z kolei ormiańska diaspora z Rosji poinformowała, że zamierza wysłać na front około 20 tys. ochotników.

Poza uzbrojeniem Ankara udzieliła też Baku pełnego politycznego wsparcia. – Natychmiastowe oswobodzenie okupowanych przez Armenię ziem Azerbejdżanu otworzy drogę do pokoju i stabilności w regionie – oświadczył turecki prezydent Recep Erdogan. Górski Karabach nie jest jednak obecnie częścią Armenii, ale osobnym państwem, nieuznawanym przez nikogo (nawet Erywań). Łączą go jednak ścisłe więzi z Armenią. Erdogan mimo to mówi o „ormiańskiej okupacji Karabachu”, a prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew o „tworzeniu drugiego państwa ormiańskiego na naszej ziemi”.

Walki o byłą autonomiczną część Azerbejdżanu Górski Karabach wybuchły nagle w niedzielę rano. Obie strony – Armenia i Azerbejdżan – oskarżały się nawzajem o ich sprowokowanie. Ale to armia azerska prowadziła atak. Dopiero w nocy z niedzieli na poniedziałek Ormianie przeprowadzili kilka kontrataków, ale nikt z zewnątrz nie jest stanie zorientować się, jak wygląda sytuacja na froncie w odległej części Zakaukazia.

Nie wiadomo też, jakie straty poniosły obie strony. – Sądzę, że tylko w niedzielę mogło zginąć po stu żołnierzy z obu stron. W trakcie poprzednich takich ciężkich walk, w kwietniu 2016 roku, w pierwszy ich dzień zginęły 73 osoby, a obecnie konflikt jest znacznie większy – sądzi ekspert Emil Sanamian. Zarówno Armenia, jak i Górski Karabach już ogłosiły mobilizację, Azerbejdżan również – ale tylko częściową.

Urazy Moskwy

Formalnym wojskowym sojusznikiem Armenii jest Rosja, ale obecnie wzywa ona jedynie obie strony, by zaczęły rozmowy. „Sądząc po pełnej melancholii reakcji MSZ, w Moskwie rozumieją, że wezwania, by żyć w pokoju, nie zostaną usłyszane wcześniej, nim jedna ze stron (Ormianie lub Azerowie) nie poniesie znaczących strat” – stwierdził moskiewski ekspert Arkadij Dubnow.

Jednocześnie zwraca on uwagę, że prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew „dobrze wszystko przewidział”. „Wplątywać się w regionalny konflikt z Turcją Moskwie jest bardzo nie na rękę, wystarczy już na pełną skalę chłodnej wojny z Europą z powodu Białorusi i otrucia Nawalnego. Kreml nie zdecyduje się na otwarcie trzeciego frontu, nie da rady…” – dodał.

Rzecznik Kremla już zaprzeczył, by „zaostrzenie sytuacji w Górskim Karabachu zostało sprowokowane specjalnie, by dodatkowo wywrzeć nacisk na Rosję w kryzysie z Białorusią i opozycjonistą Nawalnym”.

„Co się tyczy Erywania i Baku (na Kremlu – red.) daje się zauważyć jakaś uraza czy rozdrażnienie: coś zbyt niezależni stali się ostatnio. No to teraz załatwiajcie sprawy sami” – opisała gazeta „Kommiersant” atmosferę panującą w elicie władzy. Rzeczywiście, dzień przed wybuchem walk w Armenii aresztowano oligarchę i przywódcę największej opozycyjnej partii Gagika Carukjana, podejrzewanego o ścisłą współpracę z Kremlem. Natomiast Azerbejdżan wyparł Rosję z gazowego rynku Turcji, zagrażając jej wielkim inwestycjom: gazociągom Turecki i Błękitny Potok, które mogą okazać się niepotrzebne. W dodatku największa turecka rafineria START (należąca do Azerów) dwa miesiące temu przestała kupować rosyjską ropę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA