fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt na Ukrainie

Ukraina: Czeka nas wielka wojna?

Rosyjska armia szykuje się do najwiekszych manewrów w tym roku Kaukaz 2016, których obawiają się władze w Kijowie.
PAP/EPA, Maxim Shipenkov
Sytuacja w Donbasie robi się coraz bardziej napięta. Kijów i Moskwa przygotowują się do kolejnego starcia.

Obserwatorzy OBWE alarmują, że praktycznie codziennie na wschodzie Ukrainy dochodzi do naruszania zawieszenia broni. Członkowie misji monitorującej sytuację w Donbasie donoszą o licznych ostrzałach artyleryjskich oraz wybuchach. W weekend w ciągu jednej doby w starciach z prorosyjskimi separatystami zginęło trzech ukraińskich żołnierzy, a czterech zostało rannych.

W zamachu w Ługańsku ledwie nie zginął lider samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej Igor Płotnicki. Stwierdził, że zorganizowały go służby ukraińskie.

Niepokojące sygnały nadchodzą też z południa kraju. Rosyjskie media poinformowały w niedzielę, że na granicy anektowanego Krymu doszło do strzelaniny, w wyniku której śmierć poniósł funkcjonariusz rosyjskiej straży granicznej. Tuż po tym zamknięte zostały wszystkie przejścia łączące Ukrainę z półwyspem.

Fiasko porozumień

Minęło prawie półtora roku, a żaden z punktów podpisanych w Mińsku porozumień nie został w pełni wykonany. Nie pomogły nawet podpisy przywódców Francji i Niemiec, którzy wraz z prezydentami Rosji i Ukrainy gwarantowali wykonanie postulatów tego dokumentu.

Ukraińska strona domaga się całkowitego zawieszenia broni, wycofania ciężkiego uzbrojenia oraz przywrócenia kontroli na ponad 100-kilometrowym odcinku rosyjsko-ukraińskiej granicy. Problem polega na tym, że „przywrócenie kontroli na granicy" według porozumień mińskich ma nastąpić dopiero po tym, gdy w niekontrolowanych przez Kijów rejonach Donbasu odbędą się wybory samorządowe oraz gdy rejony te uzyskają „szczególny status". By do tego doszło, Ukraina musi przeprowadzić reformę konstytucyjną dotyczącą decentralizacji władzy państwowej, czemu sprzeciwia się duża część ukraińskiego społeczeństwa. W konsekwencji ostatnie spotkanie grupy kontaktowej w Mińsku w zeszłą środę zakończyło się fiaskiem.

– W ciągu ostatnich pięciu–sześciu dni sytuacja stała się maksymalnie napięta. Jeżeli Ukraina nie będzie przestrzegać chociażby pierwszych trzech punktów porozumień mińskich (chodzi o zawieszenie broni, wycofanie ciężkiego sprzętu oraz misji obserwacyjnej OBWE – red.), w Donbasie bardzo szybko rozpoczną się otwarte starcia zbrojne – oświadczył kilka dni temu w Mińsku przedstawiciel Doniecka w grupie kontaktowej Denis Puszylin.

W niedzielę rzecznik operacji antyterrorystycznej (ATO) Andrij Łysenko poinformował, że separatyści przeprowadzają rotację swoich sił i ściągają do linii frontu systemy artyleryjskie. Alarmował także o tym, że ukraińską granicę od strony samozwańczych republik przekraczają jednostki regularnej rosyjskiej armii. A ona, całkiem oficjalnie, przygotowuje się do największych manewrów w tym roku, które mają się odbyć jednocześnie w Południowym Okręgu Wojskowym, na Kaukazie oraz na Krymie.

– Pod przykrywką tych manewrów Rosjanie przerzucą na Ukrainę swoje jednostki. Jest ich wystarczająco dużo, by rozpocząć ofensywę, która już powoli się zaczyna. Kontrolowane przez Rosję siły nacierają na całej linii frontu – mówi „Rz" kpt. Ołeksij Arestowycz, znany ukraiński analityk wojskowy. – Jesteśmy gotowi na odparcie tego ataku. Zanim do niego dojdzie, Moskwa będzie szantażowała władze w Kijowie, by przyznały specjalny status Donbasowi – dodaje.

Stan wojenny

Wszystko wskazuje na to, że Ukraina, która już straciła Krym, nie zamierza rezygnować z Donbasu. Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksandr Turczynow oświadczył niedawno, że w przypadku gwałtownego pogorszenia się sytuacji na froncie, w kraju natychmiast zostanie wprowadzony stan wojenny. Zapowiedział także w razie potrzeby masową mobilizację rezerwistów.

W Doniecku twierdzą zaś, że konfrontacja jest nieunikniona i że „muszą się bronić przed ukraińską agresją". – W ciągu ostatnich dwóch miesięcy sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Zwiększała się liczba ostrzałów artyleryjskich, zwiększał się obszar starć. Niestety, wszystko idzie ku wojnie. Ukraina w każdej chwili może zerwać porozumienia, które i tak nie są przestrzegane, i rozpocząć ofensywę na Donieck i Ługańsk – mówi „Rz" Mirosław Rudenko, przewodniczący komisji ds. kultury i nauki parlamentu samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej. – Gdyby sytuacja nie była aż tak poważna, nasze kierownictwo nie wygłaszałoby takich oświadczeń. Jesteśmy gotowi do wojny, ale nie chcemy jej. Będą ogromne ofiary w ludziach, mieszkają tu ich miliony. Już nie wspomnę o tym, jakie straty poniesie ukraińska armia – konkluduje.

Władze separatystycznej republiki przekazały do Rady Bezpieczeństwa ONZ ponad 320 tys. podpisów mieszkańców, którzy „domagają się, by wpłynąć na Ukrainę w sprawie wykonania porozumień mińskich". – Społeczeństwo międzynarodowe musi zdawać sobie sprawę z tego, jakie będą skutki tej wojny – mówi Rudenko.

Recepta Sawczenko

Uwolniona niedawno z rosyjskiego więzienia deputowana Rady Najwyższej Ukrainy Nadija Sawczenko twierdzi, że władze w Kijowie nie powinnimyśleć o stanie wojennym lecz o zakończeniu antyterrorystycznej operacji w Donbasie.

– Trzeba skończyć z tym bałaganem, który nazywają ATO, i to jak najszybciej, bez żadnej dalszej wojny – powiedziała kilka dni temu w rozmowie z ukraińską telewizją internetową Espresso TV.

Krytykuje ona dowództwo ukraińskiej armii, gdzie jej zdaniem „kwitnie korupcja". Domaga się ona od prezydenta Poroszenki, by postawiono przed sądem najbardziej skorumpowanych generałów.

– Z durniami wojny nie wygramy – powiedziała kilka dni temu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA