fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt USA-Iran

CNN: Atak na rafinerie prawdopodobnie nadszedł z Iranu

AFP
Saudyjscy i amerykańscy śledczy ustalili "z bardzo dużym prawdopodobieństwem", że ataki na saudyjskie instalacje naftowe przeprowadzono z irańskiej bazy w pobliżu granicy z Irakiem - podało CNN, powołując się na źródło zbliżone do dochodzenia. Pentagon odmówił komentarza, Teheran odrzucił oskarżenia.

Według rozmówcy CNN, w ataku wykorzystano lecące na niskiej wysokości pociski manewrujące i drony. Wcześniej podobne informacje przekazała stacja ABC News, powołując się na wysokiej rangi przedstawiciela administracji prezydenta Donalda Trumpa.

Na podstawie trajektorii lotu środków wykorzystanych w ataku eksperci mieli ustalić, iż pociski i drony przeleciały nad południowym Irakiem oraz Kuwejtem. Władze Kuwejtu wszczęły dochodzenie w sprawie doniesień, że krótko przed atakiem na saudyjskie rafinerie nad krajem zauważono lecące obiekty.

Informator CNN powiedział, że pociski ominęły Zatokę Perską, gdzie amerykańskie i saudyjskie systemy radarowe oraz saudyjskie środki obrony powietrznej są najsilniejsze. Wcześniej zastrzegający anonimowość przedstawiciel władz USA powiedział CNN, iż Stany Zjednoczone oceniają, że atak został przeprowadzony z terytorium Iranu.

Stany Zjednoczone i Arabia Saudyjska nie zaprezentowały dotąd dowodów wskazujących na źródło sobotnich ataków. Według dyplomaty jednego z państw Zatoki Perskiej, cytowanego przez CNN, USA poinformowały swych sojuszników, że atak "prawdopodobnie" nadszedł z terytorium Iranu, ale nie przekazały żadnych dowodów. - Co innego mówić nam, co innego pokazywać - dodał dyplomata.

Odpowiedzialność za atak na instalacje naftowe koncernu Aramco w Bukajk i Churajs w Arabii Saudyjskiej wziął na siebie rebeliancki ruch Huti z Jemenu, państwa, które po obaleniu rządów Alego Abd Allaha Salaha jest pogrążone w chaosie. W wojnie w Jemenie z Huti od 2015 r. walczy koalicja pod wodzą Arabii Saudyjskiej. Konflikt pochłonął tysiące ofiar.

Przedstawiciele amerykańskich i saudyjskich władz zakwestionowali odpowiedzialność Hutich za atak. - Nic nie wskazuje na to, że pociski nadleciały z południa, a tym bardziej z miejsca tak odległego, jak Jemen - powiedział informator CNN.

Amerykańscy eksperci ds. uzbrojenia pomagają lokalnym władzom w Arabii Saudyjskiej w dochodzeniu. Próbują ustalić, ile pocisków spadło na instalacje naftowe oraz jakiej produkcji była to broń. To zadanie może okazać się łatwiejsze niż sądzono, ponieważ nie wszystkie pociski doleciały do celu, a ich szczątki znalezione zostały na pustyni. - Niektóre są w na tyle dobrym stanie, że da się ustalić ich pochodzenie - powiedział informator.

Inny informator CNN, który miał rozmawiać z przedstawicielami saudyjskich władz powiedział, że na podstawie fotografii szczątków pocisków można stwierdzić, iż przynajmniej część wykorzystanych w ataku pocisków znana jest jako Kuds-1. Huti zaprezentowali te pociski w lipcu. Być może broń ta została wykorzystana w przeprowadzonym przez Hutich w czerwcu ataku na lotnisko w Arabii Saudyjskiej. Rannych zostało wówczas 26 osób.

Zdaniem cytowanego przez CNN eksperta, z uwagi na rozmiar pocisku oraz zużycie paliwa silnika rakiety, Kuds-1 nie byłby w stanie dolecieć z Jemenu do rafinerii w Arabii Saudyjskiej.

Źródło: CNN
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA