fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Bogusław Chrabota: Kagańcówka uderzy w Andrzeja Dudę

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Pomóc w kampanii stojącemu murem za PiS prezydentowi może tylko wycofanie z Sejmu projektu ustawy mającej dyscyplinować sędziów.

Z perspektywy logiki wyborczej powinno być już tylko spokojniej. Po kontrowersyjnym i oprotestowanym przez opozycję wyborze i zaprzysiężeniu byłych posłów Pawłowicz i Piotrowicza na sędziów Trybunału Konstytucyjnego miała zapanować polityka miłości. Ułatwiłoby to bez wątpienia Prawu i Sprawiedliwości kupienie sobie neutralnego centrum potrzebnego do reelekcji prezydenta Andrzeja Dudy. A jednak nie. Prezes Kaczyński decyduje się na atak i ostrą konfrontację.

Bo czymże innym jest przedstawiony w czwartek projekt nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych mający dyscyplinować sędziów. Rozwiązania w istocie są bardzo brutalne. Przewidują ostre sankcje wobec sędziów podważających legalność skutków zmian w wymiarze sprawiedliwości przeprowadzonych przez PiS. Karami mają być: przepadki wynagrodzeń, przeniesienia, a nawet złożenie z urzędu.

Przepisy napisane są do tego tak ogólnie, że Izba Dyscyplinarna SN może zakwalifikować jako zakazane nie tylko czysto „polityczne" zachowanie sędziego, ale również niezgodne z intencją polityków działania orzecznicze. Nic więc dziwnego, że projekt stał się zapalnikiem natychmiastowego konfliktu. Oprotestowany przez opozycję i krytycznych wobec władzy sędziów poważnie radykalizuje i eskaluje napięcia w sądownictwie, a po ewentualnym uchwaleniu może doprowadzić do jego rozsypania.

Już dziś sędziowie i adwokaci zapowiadają bojkot postępowań przed Izbą Dyscyplinarną. Co się wydarzy, jeśli będą sądzeni i skazywani in absentia? Nietrudno wyobrazić sobie ich siłowe usuwanie z sądów. Przed telewizyjnymi kamerami i na oczach świata. Czy to nie zapowiedź kompletnego chaosu?

Dlatego musi dziwić ten projekt, o którym można było myśleć jak o prowokacji ze strony radykalnego skrzydła rządzącej prawicy. Jednak żyruje go sam Jarosław Kaczyński, który w wywiadzie dla PAP przyznał, że wobec anarchii w sądownictwie chce tymi przepisami powstrzymać „wysadzenie w powietrze wymiaru sprawiedliwości". Jest zbyt doświadczony, by nie rozumieć, że może być zupełnie odwrotnie. Jaka jest więc logika tej konfrontacji?

Możliwych odpowiedzi jest kilka. Pierwsza to kryzys osobistego autorytetu. Będąc koalicyjnym zakładnikiem Solidarnej Polski, musiał się zgodzić na scenariusz napisany przez Zbigniewa Ziobrę.

Może być też całkiem odwrotnie. Wobec kryzysu w koalicji chce zaostrzeniem kursu doprowadzić do zwarcia szeregów. Dla mniej radykalnych sojuszników poparcie tych rozwiązań byłoby jak spalenie mostów.

I ostatni scenariusz: pompowanie balonu, by potem – wycofując się z najbardziej radykalnych rozwiązań – spuścić z niego powietrze, a przy okazji wprowadzić w życie kilka mniej spektakularnych zmian, jak choćby reorganizacja kolegiów sędziowskich. Z dzisiejszej perspektywy trudno ustalić, która z wersji jest najbliższa prawdy.

Pewne jest jedno, pomóc w kampanii prezydenckiej stojącemu murem za PiS Andrzejowi Dudzie może tylko wycofanie z Sejmu tego projektu. Jego forsowanie, uchwalenie i wprowadzenie w życie to tylko większa anarchia w sądownictwie, której tak nie lubi Jarosław Kaczyński. I dostarczenie paliwa dla kandydatów opozycji w kampanii prezydenckiej. Grzegorz Schetyna i reszta właśnie na to liczą. Plebiscyt daje im większą szansę wygranej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA