Komentarze

Michał Szułdrzyński: Chińska genetyka, zachodnie skrupuły

Fotorzepa, Waldemar Kompala
Stało się. Choć jeszcze niedawno wyglądało to jak majaczenie o przyszłości, wydarzyło się coś, o czym jedni futurolodzy śnili, a czego inni bardzo się obawiali. Jeśli chińscy badacze mówią prawdę, w efekcie eksperymentu przeprowadzonego na uniwersytecie w Shenzen urodziły się dwie dziewczynki, bliźniaczki, u których – w fazie embrionalnej – podmieniono fragment DNA.

Modyfikacja kodu genetycznego służyła wprowadzeniu zmian w jednym z białek układu odpornościowego, które ma być odpowiedzialne za podatność na wirusa HIV. Badacze twierdzą, że pobrali materiał genetyczny od par, w których mężczyzna był nosicielem tego wirusa, a matka była zdrowa, by przeprowadzić, jak to cytuje w depeszy agencja AP, ważny społecznie eksperyment, ponieważ zakażeni wirusem HIV narażeni są w Chinach na spore kłopoty.

Działaniem naukowców z Państwa Środka oburzeni są genetycy świata zachodniego, gdzie w wielu krajach obowiązuje zakaz eksperymentów genetycznych na ludzkich embrionach. Cytowany przez AP specjalista z USA ostrzega, że wyłączenie jednego białka może, owszem, uodpornić człowieka na zakażenie wirusem HIV, ale równocześnie mieć trudne do przewidzenia konsekwencje, jak na przykład śmierć w wyniku grypy lub podatność na wirusa Zachodniego Nilu.

To pierwsze z niebezpieczeństw związanych z takimi manipulacjami genetycznymi. Choć nauka stara się dość precyzyjnie opisać, za co odpowiedzialne są poszczególne fragmenty DNA, skutki uboczne są trudne do przewidzenia. Jak pamiętamy z lekcji genetyki, działania niepożądane mogą pojawić się w kolejnych pokoleniach. Trudno dziś przewidzieć dalekie konsekwencje mieszania się zmodyfikowanych białek odpowiedzialnych za odporność.

Problem jest jednak jeszcze poważniejszy. Choć Chińczycy poinformować mieli rodziców dzieci biorących udział w eksperymencie o ryzyku, pojawia się tu potężny dylemat etyczny. Otóż eksperyment prowadzony jest na żywym organizmie. Urodzone już dziewczynki to nie myszki, króliki czy szympansy, na których lekarze często prowadzą badania, ale osoby ludzkie, mające swoją godność.

Chińczycy patrzą na naukę jak na narzędzie, które ma pomóc zbiorowości wyeliminować choroby czy problemy, które dziś trapią ludzkość. Ale nie zamierzają się na tym zatrzymywać. Celem jest przecież stworzenie superczłowieka, który będzie mniej podatny na choroby, silniejszy, znacznie bardziej inteligentny. Mając na uwadze taki cel, chińska etyka, zwana przez niektórych etyką roju (w odróżnieniu od etyki jednostki), przechodzi do porządku dziennego nad ryzykiem związanym z niepożądanymi skutkami ubocznymi, a także z poświęcaniem poszczególnych istnień ludzkich.

Eksperymenty na ludziach kojarzą się nam, Europejczykom, z nieludzkimi pomysłami realizowanymi przez nazistowskich funkcjonariuszy w obozach koncentracyjnych. Tu mamy jednak do czynienia z czymś innym. Nazizm dawno upadł. A dla wielu model chiński wydaje się niezwykle kuszący. Przede wszystkim – pomijając skutki uboczne – może się za jakiś czas okazać znacznie bardziej efektywny niż model zachodni oparty na indywidualnych prawach jednostki, gdzie moralne skrupuły nie pozwalają na dowolne eksperymenty.

Jeśli Zachód zacznie przegrywać z Chinami, a ceną za przywiązanie do zasad okaże się np. niższy komfort życia niż w Państwie Środka, pojawi się pokusa porzucenia wątpliwości i wzięcia udziału w tym makabrycznym wyścigu. Pytanie, kiedy to nastąpi.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL