fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Chrabota: Wątpliwa laurka dla prezesa

Fotorzepa/ Maciej Zienkiewicz
Wyjście na jaw rozmów nagranych w najbezpieczniejszym dla prezesa miejscu to prawdziwy cios dla partii, ale przede wszystkim dla jej już i tak wystarczająco nieufnego lidera.

Prawo i Sprawiedliwość oficjalnie ocenia tekst w „Gazecie Wyborczej" jako prezent i laurkę dla prezesa. W tej narracji Jarosław Kaczyński wychodzi na osobę uczciwą. Nie całkiem zgoda, bo w biznesie normą jest jednak podpisywanie umów i płacenie za wykonaną usługę, a nie doprowadzanie do sprawy sądowej. To jednak mniejszy problem PiS. Większym jest to, że partia, która miała być wzorcem z Sevres etyki w życiu publicznym, jak nikt miesza biznes z polityką.

Czytaj także: Czy "taśmy Kaczyńskiego" wywrócą prezesa?

Publikacja „GW" zafundowała Prawu i Sprawiedliwości kolejny poważny kryzys wizerunkowy. I to o tyle boleśniejszy od poprzednich, że trafia w samo serce i mózg partii. Dotąd przecież Jarosław Kaczyński był skutecznie izolowany od kryzysów i skandali, oddzielony szczelnym kordonem od świata zewnętrznego, od przeciwników i prasy. Pojawiał się tam, gdzie uważał za stosowne. Udzielał wywiadów tylko tym, którym chciał, i kiedy chciał. Wszystko na swoich warunkach i tylko ze swego matecznika na Nowogrodzkiej, gdzie czuł się absolutnie bezpieczny.

Ale nagle cała ta bańka, którą stworzył, pęka. Wychodzą na jaw rozmowy nagrane w najbezpieczniejszym dla prezesa miejscu na świecie. To prawdziwy cios dla partii, ale przede wszystkim dla jej już wystarczająco nieufnego i podejrzliwego lidera. Jak się to odbije na jego psychice, relacjach? Trudno mieć wątpliwości.

Piszę o kolejnym kryzysie wizerunkowym, bo te od niedawna stały się dla partii rządzącej codziennością. Sprawa Marka Chrzanowskiego, asystentek Adama Glapińskiego, zignorowanie przez prezesa PiS w Sejmie minuty ciszy poświęconej pamięci prezydenta Adamowicza. W poniedziałek zatrzymanie Bartłomieja M. i kolegów. We wtorek „wieżowce prezesa". To wygląda już jak efekt kuli śniegowej. Spece od public relations PiS mają pełne ręce roboty. Bez względu jednak na to, jak sobie poradzą, i tak mają małe szanse na ratowanie sondaży. Badania to potwierdzają.

Niezależnie od tego, jak dziennikarze „GW" weszli w posiadanie nagrań, prasa ma przed sobą kilka konkretnych zadań. Musi wyjaśnić kwestię relacji finansowych z Pekao SA. Czy z banku (który, jak wynika z nagrań, ma służyć finansowaniu inwestycji) wypłynęły już jakieś pieniądze („Gazeta Wyborcza" pisze o 15,5 mln euro na prace przygotowawcze), a jeśli tak, to na jakich zasadach? Co jest w pozwie austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera złożonym przeciw spółce Srebrna? Czy analogiczny pozew zostanie złożony w Wiedniu? I czy gdziekolwiek w całej tej sprawie doszło do naruszenia prawa?

Na pozór tego nie widać. Dlatego pozycja Jarosława Kaczyńskiego wydaje się od strony formalnej relatywnie bezpieczna. Nie można jednak zignorować aspektu demitologizacyjnego całej historii zarówno dla partii, jak i jej prezesa. Oto na naszych oczach wywraca się jak domek z kart mit o „politycznym mnichu", oderwanym od spraw materialnych, jak budował swój wizerunek Jarosław Kaczyński. Upada też mit o czystych rękach partii walczącej z „układem". Już wiemy, że PiS przeszkadzają cudze układy, ale nie własne.

Pada też mit lojalności najbliższych współpracowników i rodziny Jarosława Kaczyńskiego, na co zawsze stawiał. To musi być dla niego szczególnie bolesne, bo zdradzić musiał ktoś z najbliższych. I mamy na końcu jak na tacy potwierdzenie wizji państwa prezesa: walczymy o władzę, by bezwzględnie czerpać z niej korzyści. Wszystko po cichu i dyskretnie, ale konsekwentnie. „Niemal uczciwie" biznesowo, ale czy po to tworzy się partie, by budować wieżowce?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA